Anna Chiara Petacchi i Człowiek-Zagadka


#1

Od razu zaznaczam, że nie jest to typowo kolarski tekst (zdaje sie, że z jakiejś gazety typu “Pani domu”), ale zauważyłam, że kilku z Was podało Alessandro Petacchiego jako jednego ze swoich ulubionych kolarzy, poza tym warto też z innej perspektywy spojrzeć na kolarstwo, więc enjoy:

“Anna Chiara Petacchi i Człowiek-Zagadka”

Najszybszy sprinter w peletonie, Alessandro Petacchi, nigdy nie przypuszczał, że znajdzie na świecie coś ważniejszego niż kolekcjonowanie wygranych etapów na Giro d’Italia. Ale gdy los postawił mu na drodze Włoszkę Annę Chiarę, mieszkającą w pobliskim Viareggio, nie miał wątpliwości, że jest coś cenniejszego nawet od maglia rosa.
Jesteśmy z powrotem w 2002 roku. W Versili Cipollini razem ze swoją drużyną świętują tytuł Mistrza Świata z Zolder. Alessandro przez cały wieczór wymienia spojrzenia z długowłosą brunetką. W końcu ona postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i podchodzi do lidera Fassa Bortolo. Tak zaczyna się historia Anny Chiary Antonini i późniejszego zwycięzca Mediolan-San Remo. Z tamtej chwili obydwoje pamiętają tylko dźwięk skrzypiec.
“Kiedy poznajesz kogoś, dla kogo jesteś w stanie zmienić całe swoje życie, zrezygnować z własnych ambicji, poświęcić pewne rzeczy, to wtedy możemy mówić o miłości” - mówi Anna Chiara. Przez cały poprzedni sezon nie ukrywali swojego uczucia, a paparazzi nie odstępowali ich na krok, szczególnie podczas Giro d’Italia, największego święta sportowego dla kibiców we Włoszech.
Nawet Giancarlo Feretti, były dyrektor sportowy ekipy Fassa Bortolo, przyznaje, że Alessandro zachowuje się zupełnie inaczej, gdy w pobliżu jest Anna Chiara. “Zawsze kiedy jechałam z nim na jakiś wyścig to najpierw pytałam Giancarlo o zgodę. On rządził i ja to rozumiałam, ale odkąd pamiętam był dobrze do mnie nastawiony. Praktycznie mogłam odwiedzać Alessandro kiedy chciałam.”

“Trudne jest życie żony kolarza. Ciągłe rozjazdy, życie na walizkach, mnóstwo rowerów w domu, te części w każdej szafce. Ktoś musi jednak czekać na nich w domu. Przecież ludzie nie są samotni przez całe życie. Gdy Alessandro wyjeżdża na zgrupowanie albo wyścig od razu zaczynam się denerwować. Od momentu kiedy wsiada do samolotu, a ja zostaję na lotnisku czekam na telefon od niego, że wszystko jest w porządku. Kolarze są tacy spokojni… nie mogę do tego przywyknąć. Ale kiedy wraca przypominam sobie jak ważna jest dla mnie jego obecność”.

“Jak Alessandro zmienił moje życie?” - Anna Chiara chwilę się zastanawia, bawiąc się włosami. "Od zawsze mieszkałam z rodzicami w Viareggio, chociaż urodziłam się w Pizie. Przyznaję się, że nigdy nie zajmowałam się szczególnie domem, mama kochała swój ogródek, wszędzie jej było pełno. Oboje kończyli nauki polityczne na uniwersytecie. Ja zaczęłam studiować prawo, ale po kilku miesiącach przerwałam. "

“W domu było pełno kolarstwa. Mama jest pasjonatką i kocha siatkówkę, piłkę nożną, kolarstwo. W tym elemencie wdałam się w ojca. Zupełnie niesportowy typ.”

Teraz wiesz już nieco więcej o kolarstwie?

Powoli uczę się tajników kolarstwa. Wcześniej nie wyobrażałam sobie jak ciężkie są treningi, ile czasu trzeba w zimie poświęcić na jazdę, jak bardzo trzeba uważać na dietę, praktycznie na każdą kalorię. Ostatnia zima upłynęła nam pod znakiem wyścigu do San Remo. Alessandro bardzo na nim zależało. Przez pół roku żyliśmy praktycznie tym wyścigiem, dostosowywałam nasze życie tylko do tego. Ale najważniejsze, że jesteśmy już mężem i żoną, formalnie. Na ślub w kościele przyjdzie czas. Oboje jesteśmy katolikami i zależy nam na tym. A w podróż poślubną udamy sie do Australii.

Jak wygląda wasze życie poza sezonem?

Po pierwsze nasze prawdziwe życie zaczyna się w listopadzie, kiedy Alessandro kończy sezon i może spokojnie wrócić do domu, rozpakować walizki, zająć się naszymi sprawami. Ja jestem zajęta urządzaniem domu, w czym towarzyszą mi nasze papużki - Koky i Sissy. On normalnie zajęty jest głównie kolarstwem. Nawet poza sezonem.

Często zapraszamy na kolację Michele Bartolego i Marco Velo. To są wielcy przyjaciele Alessandro, jest między nimi niesamowita więź. Wówczas razem gotujemy, śmiejemy się, ale kolarstwo i tak wisi w powietrzu. Prędzej czy później rozmowa zejdzie na nadchodzący sezon. Wybawieniem są filmy. Wszyscy je uwielbiamy. Alessandro lubi horrory i Morgana Freemana. Ja preferuję komedie romantyczne, chyba jak każda kobieta. Czasem uczymy nasze papużki nowych słów. Po ostatniej zimie zaczęły powtarzać “San Remo”, a to już nie jest zdrowe. [śmiech]

A czego zwykle słuchacie? Kibice nie wiele wiedzą tak naprawdę o człowieku, który jest niepokonany w kolarskich finiszach.

Alessandro lubi Vasco Rossiego i Bruce’a Springsteena. Ja wolę muzykę klasyczną i dobrą książkę do tego. Czytam wszystko co wpadnie mi w ręcę. Ponadto oboje lubimy sztukę, kochamy Florencję, podobają nam się te same obrazy Renoira. Po ostatnim Tour de France zwiedzaliśmy Luwr i paryskie teatry.

Trudno jest gotować kiedy ma się w domu kolarza? W końcu muszą oni przestrzegać specjalnych diet.

Na pewno muszę uważać na to co gotuję. Szczególnie po sezonie, kiedy Alessandro mniej jeździ. Jednak mam swoje ulubione potrawy, które często robie. Gnocchi z ziemniakami i różnymi odmianami sera, banany w cieście. Jednak w zimie wyrzucam wszystkie słodycze. Inaczej Ale od razu by przytył. A wtedy to by była tylko i wyłącznie moja wina [śmiech].

Jeździsz sama na rowerze?

Dostałam od Pinarello piękny rower, bardzo kobiecy, ale nigdy jeszcze na nim nie jeździłam. Alessandro ciągle mnie namawia na rower, kilka razy nawet kłóciliśmy sie z tego powodu, ale jak już wspominałam jestem kompletnie niesportowym typem. Cieszą mnie jego zwycięstwa, ale sama wolę spokojniejszy tryb życia. Dzięki Bogu nasze kłótnie nie trwają długo, nie potrafimy się złościć na siebie. Nie lubie kłaść się spać, wiedząc, że jesteśmy skłóceni. Przede wszystkim staram się nie zajmować go głupimi problemami, domem, rachunkami. To moja działka. Rozumiem, że jest profesjonalistą, akceptuje to.

Jaki jest najcenniejszy prezent jaki od niego dostałaś?

Są dwa takie chyba. Dwa lata temu dostałam od niego wielkie pudło, które po otworzeniu miało w sobie mniejsze, potem kolejne i tak dalej. Mnóstwo było tam wstążeczek, papieru, ozdób. Aż w końcu na samym dnie było malutkie pudełeczko z pięknym zegarkiem firmy Rolex. Drugi wyjątkowy prezent to pierścionek zaręczynowy. Nie noszę go, ale jest boski. Mój mały skarb.

Z kolei ja również kupiłam mu kiedyś zegarek. Na lotnisku w Tokio, skusiłam się, gdyż miał wygrawerowane jego inicjały.

Do pełnego szczęścia brakuje chyba już tylko dzieci?

Myślimy o tym, rozmawiamy cały czas. Ale będziemy musieli to zaplanować. Alessandro ma naprawde napięty kalendarz startów, nie tylko we Włoszech. Ważny będzie Tour de France i rekord zwycięstw. Chcielibyśmy mieć dwójke dzieci w odstępie dwóch lat. Chłopiec, dziewczynka - wszystko jedno. Alessandro chciałby mieć syna, jak każdy Włoch. Teraz najważniejszy jest dom w Lido di Camaiore, który kupiliśmy i pies, Król Artur, który jest z nami od niedawna.

kilka fotek :