Basso w Giro?!


#1

Czy Basso powinien wystartować w Giro?

  • Nie, musi zapłacić za swoje decyzje
  • Nie obchodzi mnie to mam innego faworyta
  • Skoro nie powinien jechać Basso to Scarponi też
  • Tak , jest niewinny

0 głosujących

Czy Basso powinien być dopuszczony do startu w Giro 2007?


#2

Przecież Basso, nie ma już nawet drużyny :wink: Sam mówi, że nie ma głowy do obrony Maglia Rosa w tej edycji. A jeżeli już mówimy, o dopuszczaniu zawodników do startu w Giro, to nie możemy rozpatrywać tej sprawy jedynie ze względu na Basso, a patrzeć na całość zawodników z listy dr. Fuentesa. Sprawa jest mocno dyskusyjna. Dopuszczać nie dopuszczać. Jeżeli udowodnią im, że brali, to decyzja o zakazie startu będzie jak najbardziej OK. A jak nie udowodnią, albo testy DNA wykażą, że Birillo, to wcale nie Basso? Oj wtedy polecą głowy. Ale dobrze się chyba dzieje tam na górze władz, skoro decydują się na tak drastyczne kroki, to może bardzo pomóc w walce z dopingiem. Bo skoro za samo podjerzenie o doping można wylecieć z wyścigu… Chociaż już nie takie mieliśmy historie :frowning:


#3

Niech jedzie, i tak przegra :stuck_out_tongue:.


#4

Głosu nie oddaję, bo nie ma opcji satysfakcjonującej mnie.
Uważam, że powinien wystartować. Podobnie jak inni zamieszani w aferę portową. Ale to nie jest jednoznaczne z tym, że uważam go za niewinnego na 100%. Ja po prostu nie zgadzam się z oskarżaniem i skazywaniem jedynie na podst. podejrzeń.

Generalnie zgadzam się z Kubą. Dlatego pytanie sformułowałbym inaczej: czy zawodnicy wymieniani w aferze portowej powinni być dyskwalifikowani lub zawieszani, zanim udaowodni im się stosowanie dopingu?

Nasuwają mi się też inne pytania:
Czy udowodnienie kontaktów z Fuentesem jest równoznaczne z udowodnieniem stosowania niedozwolonego wspomagania?

Przede wszystkim jednak nasuwają sie pytania, czy UCI i WADA właściwie zajmują się tą sprawą? I do czego doprowadziła głośna afera Fuentesa?

Moim zdaniem działania dwóch w/w organizacji są nieprofesjonalne, niewłaściwie zorganizowane i nie prowadzą do żadnych konkretów.
To nie tędy droga, że rok temu na podst. samych podejrzeń rozdmuchano na cały świat aferę, zdyskwalifikowano, zawieszono lub doprowadzono za zakończenia kariery wielu kolarzy z czołówki.
Światowa opinia publiczna po raz kolejny uznała kolarstwo za czarną owcę w rodzinie sportowych dyscyplin.
Następnie zaś jeden z najbardziej znanych wyścigów kolarskich wygrał facet na koksie.
Mijały miesiące, w aferze Fuentesa pojawiały się kolejne nawizska (w tym przedst. innych sportów), ale dowodów, konkretów ciągle nie było. Sprawa powoli przycichła. Sporo kolarzy podpisało nowe kontrakty, bo okazało się że nikt nic na nich nie ma. I nikt chyba tak naprawdę nie wie, jak to doprowadzić do końca. I czy wogóle doprowadzać. Bo może fakt zamieszania w aferę tenisistów, pikarzy powoduje, że lepiej zostawić to w spokoju. W tamtych sportach chodzą w końcu więszke pieniądze, a poza tym nie byłoby zapewnie dobre postawienie tenisa czy piłki nożnej w jednym szeregu z tych cholernym, brudnym kolarstwem…

Teraz “operations puerto” powraca na pierwsze strony gazet. TYlko, że powraca nie w toku walki z dopingiem, ale w toku przepychanek między UCI i przedstawicielami Grand Tour. Swoje 5 groszy dorzuca też WADA, która nie zawsze mówi jednym głosem z Unią kolarską.

Nie zgadzam się na polityczne przepychanki moznych tego sportu, kosztem kolarzy i kosztem widowiska sportowego. Nie zgadzam się na budowanie wizerunku kolarstwa w mediach, jako najbrudniejszego sportu.
A przede wszystkim nie zgadzam się na walkę z dopingiem prowadzoną w ten sposób. Bo nigdy się jej nie wygra.

Ciekaw jestem Waszego głosu w dyskusji i Waszych odpowiedzi na postawione przeze mnie kwestie.

Pozdrawiam


#5

Barszczu, zgadzam się z Tobą. Dodam też, że ogólnie coś niedobrego dzieje się z, do niedawna oczywistym, domniemaniem niewinności. I jakoś trudno mi uciec od polskiego bagienka, w którym kuracjusze “aresztu wydobywczego” są wiarygodni o tyle, o ile nadają na osoby z właściwej (czyli niewłaściwej…) partii politycznej. “Nikt już przez tego pana nie zginie” - jak dotąd nie wiemy, czy "ten pan"kogoś zabił, pewnie nie, ale autor owych słów ponad wszelką wątpliwość ma krew na rękach. Odpowiedzialność? A kto się tym przejmuje?
W tej aferce dopingowej jest dość podobnie - dzień przed główną imprezą sezonu odmawia się prawa startu głównym faworytom (Ullrich, Basso) a kolejny nie może startować, bo mu się ekipa rozpadła (Vino). Zadam naiwne pytanie: gdzie jest, “do niezamożnej prostytutki”, akt oskarżenia?! Gdzież są owe mocarne dowody?
Nie będę powtarzał tego, co pisałem wcześniej w odpowiednim wątku na ten temat, sądzę jednak, że sprawa chyba staje się coraz bardziej kłopotliwa dla tych, którzy ją zaczęli. Wygląda na to, że stają pod ścianą i nie wiadomo co robić - odwołać oskarżenia? Wstyd, trzeba by przyznać się do błędu. Oskarżyć oficjalnie nie można, więc robi się taką medialną nagonkę.
Ciekawe, że jakoś Landisa nie było na tej liście Wilds…, tfu!, Fuentesa, a jednak udało się złapać go na dopingu. Proszę, jakoś jednak można.

Jak zwykle zastrzegam, że nie twierdzę o czyjejś winie lub jej braku. Całe to żałosne widowisko jest po prostu niesmaczne. Poczekajmy jeszcze trochę, to o wygranej w wyścigu będzie decydować pan Pound czy jakiś inny urzędnik - uzna otóż, że wszyscy, którzy na metę dotarli przed jego szwagrem “mogli być na dopingu” i “byli widziani w okolicy mieszkania doktora X”. A jeśli jeszcze doktor X będzie miał 5 flaszek koniaku i parę długopisów, to min. “0” uzna, że to ani chybi morderca.


#6

Ja tez nie oddaje głosu, bo problem jest zbyt skomplikowany, żeby załatwić go jednym zdaniem.
Z jednej bowiem strony mamy domniemanie niewinności (którego będę się trzymał jak pijany płotu :wink: ) i - moim zdaniem - żadnej kary nie można wobec kolarza stosować dopóki nie udowodni mu się ponad wszelką uzasdnioną wątpliwość stosowania dopingu. Z drugiej strony jednak, jeżeli mamy mocne dowody (podkreślam mocne dowody, a nie poszlaki, pomówienia itp.) dopuściłbym możliwość zawieszenia kolarza do czasu wyjaśnienia sprawy. Oczywiście, nie chodzi tu o żadną karę, wyrzucenie z ekipy itd.
Z trzeciej strony z kolei, mamy problem w postaci umowy, jaką zawarły zespoły pro touru, a mianowicie zakaz zatrudniania kolarzy zamieszanych (tylko zamieszanych) w afery dopingowe. O ile uważam takie zobowiązanie za niezbyt fortunne (zawieszenie do czasu wyjaśnienia w zupełności by wystarczyło), gdyż nie uwzględnia żadnego prawa do obrony kolarza czy domniemania jego niewinności - bo wystarczy zwykłe pomówienie, to zespoły PT świadomie takie zobowiązanie podjęły. O ile więc z punktu widzenia walki z dopingiem jest to nieco bez sensu, to jest to obowiązująca umowa i zatrudnianie kolarzy takich jak Basso (zwłaszcza po wywaleniu go z CSC dokładnie z powodu zamieszania w aferę puerto) jest po prstu nie w porządku wobec pozostałych drużyn.
Wobec tego moja odpowiedź jest taka, że Basso startować nie powinien, ale dlatego, że żadna drużyna nie powinna go zatrudnić (i do startu dopuścić).


#7

Zgodzę się z Moimi przedmówcami, dopóki się czegoś nie udowodni to wiadomo, że jest czysty.
Dorzucę tylko jeden problem: otóż dlaczego kolejny raz przed wielkim Tourem powstaje te “małe piekiełko”, nie można było tym się zajęć po sezonie???


#8

No to Scarponi nie jedzie.


#9

Mialem nie zabierac glosu na ten temat, ale powiem tylko tyle,- jak tu mozna mowic o winie lub jej braku, albo czy nalezy im sie start w Giro jak nie macie dostepu do 6000 stron raportu, ktore udostepnila hiszpanska Guardia Civil narodowym federacjom ,UCI i organizatorom Tourow.
Oni musieli wyczytac tam cos, co dalo im powody na to, aby tych kolarzy wykluczyc z wyscigu. Sa to, tak mniemam, wystarczajaco obciazajace dowody aby takie kroki zrobic. Nawet Discovery, tak ufajacy Basso, zawiesilo go od brania udzialu w zawodach.
W mojej opini, lepiej teraz niz za dwa lata, kiedy to cala procedura sie zakonczy, a w miedzyczasie powygrywaja mase wyscigow i powypaczaja wyniki.
Jak by wystartowali w Giro, to caly wyscig bylby farsa i nie zadawalbym sobie trudu ogladania go. A to najlepszy Tour w mojej opini i naprawde szkoda by bylo aby poszedl w takim kierunku. Zwlaszcza ze podaza pieknymi trasami ktore dobrze znam. :slight_smile:

Na zakonczenie cytat Patrika Lefevere;

Tak tez mnie sie wydaje,- takie ryzyko trzeba podjac aby uratowac nasz sport od groteskowej smierci.