Co za trenażer, tymczasowo


#1

Witam serdecznie, jako że mieszkam poza Polską i zjeżdżam do kraju na święta nawet do miesiąca czasu mam problem z tym czym zastąpić trenażer bo nie mam możliwości zabrania ze sobą urządzenia i roweru.
Wybór padł na orbitrek który jak na niego patrzę przypomina mi pracę jaką wykonuje człowiek podczas narciarstwa biegowego które z kolei mocno poleca się kolarzom więc tak mi wyszło z nieobciążającego mózg rachunku logicznego :mrgreen: .
Zgadzacie się z tym czy zając się przez ten miesiąc czymś innym? Biegać nie lubię pływać nie umiem :stuck_out_tongue:

pozdro


#2

Spinning,


#3

bieganie bym polecił, zmontuj składankę muzyki, którą lubisz i ruszaj w teren, “nielubienie” jest w głowie, można zmienić :slight_smile:


#4

Może można, ale po co się zmuszać, jak można robić inne rzeczy? Niektórzy biegać nie lubią i już:) Orbitrek jest spoko, zwłaszcza jeśli możesz ustawiać konkretne typy treningu. Jeśli masz zamiar korzystać z niego na siłowni, to rzeczywiście możesz spróbować spinningu. No i zawsze jest jeszcze klasyczny basen.


#5

można też popracować nad siła i wytrzymałością na siłowni, np na Suwnicy, czy robiąc wykroki bądź przysiady ze sztangą. jezeli wybierzesz wytrzymałość skup się na dużej ilości powtórzeń z małym ciężarem , jeżeli nad siłą to mała ilość powtórzeń z dużym ciężarem.


#6

Jak byłby śnieg to poleciłbym właśnie biegówki. Sprzęt dla początkującego jest śmiesznie tani - kupiłem komplet (lekko używane narty + nowe buty i kijki) za jakieś 350 czy 400 zł. Jest trochę kłopotu z techniką, ale jak to mówią: jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz. W każdym razie można to potraktować jak takie sobie spokojne roztrenowanie na świeżym powietrzu, a frajda z jazdy (jak już się nauczysz nie wywracać na każdym zjeździe) jest przednia.

E. Co do biegania (bez nart) to potwierdzam słowa Kuby. Też parę razy podchodziłem do tematu, ale porządnie połknąłem bakcyla w zeszłym roku i tak sobie biegam kilka razy w tygodniu: bez żadnej napinki na wynik czy dystans (zazwyczaj robię 5 max. 10 km w tempie ok. 6 min. na km)). Najgorzej jest na początku, bo to, że nie dasz rady przebiec nawet w wolnym tempie 2 czy 3 km to prawie pewne. Żeby nie było nudno staram się biegać w rożnym terenie (bieżnia stadionowa, miasto, las).


#7

A moze po prostu zle biegasz i dlatego nie lubisz tej dyscypliny sportu :wink: Do biegania łatwo jest sie zniechęcić, jeżeli popełnia sie kardynalne błędy. I wtedy “przebieranie nogami” staje sie męka a nie przyjemnością. Zauważyłem to po moich znajomych i po samym sobie rownież. Za czasów gimnazjum trenowałem w klubie lekkoatletycznym sprinty. Z mniejszymi, większymi sukcesami…Jakoś szło. A biegów długodystansowych bałem sie jak diabeł święconej wody. Klub z powodów finansowych sie rozleciał (sekcja piłkarska oczywiście przetrwała… :imp: ) a mnie zaczęło brakować biegania. I postanowiłem przerzucić sie na biegi długie, czyli to co zawsze mnie przerażało. Zacząłem od marszobiegow i tak stopniowo pialem sie w gore 5, 8, 10, 12km…A teraz nie wyobrażam sobie tygodnia bez “dyszki” po lesie. Podobnie było z pływaniem…byłem i jestem samoukiem(z pojedynczymi akcentami pod okiem trenera, aby poprawić technikę). Jeszcże 3 lata temu miałem problemy z przeplynieciem 25metrow!!! A teraz po 2500m liczenia basenowych kafelków śmieje sie pod woda jak sobie o tym pomysle :slight_smile: Tak jak napisał Baldwin- ze “niechcenie” i “nielubienie” jest tylko i wyłącznie w Twojej głowie. W sporcie głowa to 90% sukcesu. Jeśli potrafi sie znaleźć w sobie motywacje, wyrobi nawyk regularnego trenowania, wejdzie w pewien reżim to nie ma siły…jak sie uprzesz to osiągniesz cel. Przełamywanie własnych ograniczeń, barier, słabości…sprawia o wiele większa radość niż wykonywanie czynności, które są dla nas proste.

Nawet jeśli nie obchodzą Cię psychologiczne aspekty, to warto rozważyć wszystkie plusy przemawiające za poprawa kondycji dzięki bieganiu lub pływaniu. Tak jak poprzednicy wspomnieli, warto zastanowić sie nad biegowkami (o ile będzie śnieg), spiningiem, ćwiczeniami siłowymi itd… W każdym bądź razie, ja gorąco polecam bieganie i pływanie.
Jeśli zdecydujesz sie na biegi to zacznij od marszobiegow! Parafrazując cytat z pewnego filmu “jeśli podczas marszobiegow poczujesz lekkie ukłucie, to odezwie się Twoja chora ambicja. Ambicja tylko boli a nie pomaga. Zwalcz ja w sobie! Za rok, jak będziesz biegał 30 km to wspomnisz moje słowa miał racje”(wersja ocenzurowana :wink: )
To, ze jakis staruszek lub babcia z endoproteza wyprzedza Cię-olej to i rób marszobieg. Zacznij od 1min biegu i 1 min marszu itd w ok 40 min całość. Następny 2 min biegu i 1 min marszu, aż dojdziesz do 5 min biegu i 1 min marszu. Potem przejdź w bieg ciągły ale spokojny, tlenowy! “Test mowy” lub kup pulsometr aby kontrolować swoje tempo. Nie ma gorszej rzeczy jak rzucić sie na głęboka wodę nie umiejąc pływać.


#8

Kuba91, święte słowa :slight_smile:
Po prostu pływaj, biegaj w pułapie tlenowym tak aby to ciągle było przyjemnością. Więcej dla siebie zrobisz niż się Tobie wydaje. Po sobie wiem, że trening tlenowy (na prawdę tlenowy!) to najbardziej zaniedbywana część treningów a najbardziej potrzebna. Kiedyś w ogóle tego nie robiłem, teraz nadrabiam :slight_smile:


#9

A ja praktycznie zawsze w tlenie, 150 tetno na trenażerze to dla mnie praktycznie nie do osiągnięcia bariera, co innego bieg, ale tu też na stopiła poprawka i nie przekraczam 140 uderzen, fakt jest to dość nużące, ale ja tam lubię takie przebieżki. W tym roku w ogóle planuje cwiczyć nie tyle co w samym tlenie a w strefach drugiej, i trzeciej z naciskiem na drugą, głównie dlatego iż muszę zrobić poządną baze w zimę i główny szczyt formy ma przyjść na sierpień, nie będe ryzykował dwóch szczytów z tego względu ze sezon triathlonowy i tak się pózniej zaczyna. Co do stref to głownie też chodzi o gubienie zbędnych kilogramów standardowo u mnie czyli jakieś 5 kg do 7 kg. Jeżeli chodzi o pływanie to głównie technika.

Nowy sezonik amatorski zapowiada się zajebiście, jestem w fajnej grupie triathlonowej, już jest ustalony kalendarz startowy, bedziemy mieli taką swoją wewnętrzną ligę no i trening z ludzmi to zawsze gratka i motywacja. W lutym podobno zrobimy sobie taki mini obóz kilkudniowy, ogólnie to co srody spotykamy się na bieganiu, rozbieganiu wieczorem a rano na basenie, w piątąki pewnie w okolicach maja wrócą treningi w zatoce, a w soboty zakładka rowerowo-biegowa, a w niedzielę pewnie rozjazdy na długich dystansach.

Chciałem wam też poradzić abyście nie bali się biegania w terenie, możecie być pewni ze jak się dobrze rozgrzejecie to i przy -10 się nie wychłodzicie. Nie bójcie się lasów przy ciężkich opadach śniegu, ludzie na spacerach czy trenujący Nordic Walking udeptają taką ścieżkę ze można spokojnie biegać a tak nie wieje mocno jak na otwartym terenie.