Colom wpadl na EPO !!!


#1

no to Katjusza sie sypie, albo rzeczywiscie walczy z dopingiem. Jeden z cichych faworytow TdF- A.Colom- wpadl na stosowaniu EPO. Zapowiadal sie dla niego najlepszy sezon w karierze, juz wiemy dlaczego.


#2

Cholera, a tak na niego liczyłem w kontekście Tour de France.

Druid, a informacja jest pewna?


#3

żal.pl, liczyłem na niego na pierwszą 5 w tdf :frowning:


#4

Ja podobnie. Narobił mi smaku podczas Paryż - Nicea, a tutaj wpadka. Szkoda, bo lubię gościa.


#5

A to mnie zaskoczył :angry:

Dobry i lubiany przeze mnie kolarz… szkoda Go :neutral_face:


#6

czy kolarze już naprawde nie mogą sie powstrzymać boże z tego wynika że naprawde ponad połowa peletonu cos bierze dojdzie do tego że bedą kontrole raz w tygodniu wszystkich kolarzy z pro tour sami sobie nawarzą mleka


#7

Kolejny ze stajni Bruyneela, który po przejściu do innego zespołu wpadł na dopingu. To już chyba można by serial na “Discovery Science” o tym zrobić. A tytuł - “Ci co odeszli od Bruyneela a potem wpadli”. Bite kilka miesięcy emisji z premierowymi odcinkami co tydzień. :wink:

Czułeś się Toni lekceważony w Astanie? Nie chciałeś się wysługiwać Contadorom, czy innym Leipheimerom? Obiecali Ci, że będzie kapitanem? Sorry - okazałeś się najsłabszym ogniwem. Przejechałeś się. Widocznie Katiusza ma gorszy “program antydopingowy” niż Bruyneel.

A ten jest w tym mistrzem. Prowadzi 11. rok z rzędu drużynę i wygrał 12 GT. I NIGDY NIKT nie wpadł pod jego skrzydłami.

Czy to nie dziwne? Odpowiedzcie sami.


#8

A czy to nie dziwne, że taki Vande Velde czy Zabriskie dopiero w “czyścutkim” CSC i jeszcze bardziej “czyściutkim” Garmin zaczęli osiągać swoje życiowe wyniki (w przypadku VdV b. późne, bo dopiero po 30-ce)? “Cudowny” program Bruyneela z mułów nie zrobił koni wyścigowych. Dziwne, dziwne.

Wiesz Grzdylu bardzo mnie rozczarowałeś tym postem i niestety napiszę kilka niezbyt przyjemnych słów pod Twoim adresem, chociaż jestem zawalona robotą i ostatnio ograniczyłam swoją aktywność wyłącznie do przeglądania strony. Sorry, ale naprawdę nie rozumiem jak inteligenty człowiek, który napisał tu tyle interesujących postów, może co jakiś czas dostawać “banana” i przepisywać te brednie grupy pajaców z forum DPF opętanych przez obsesje “antyArmstrongowo-Bruyneelową”. W ubiegłym roku przez pewien czas pisząc o Contadorze, używałeś określenia Contadope, “zmałpowanego” za przeproszeniem od debila ukrywającego się na DPF za ksywą TFF. Teraz po wpadce Coloma, na DPF chór pajaców natychmiast oczywiście obwinił Bruyneela, bo przecież biedny Tony jeżdżąc w Relax, Banesto czy Caisse niegdy wcześniej nie słyszał o dopingu, a zwłaszcza o EPO. A tak przy okazji Colom nie jest ze stajni Bruyneela, nigdy nie jeździł dla niego, a w Astanie pozostał w 2008 r. - podobnie jak wielu innych zawodników - w spadku po Winokurowie.

To co łączy takich zawodników jak Hamilton, Landis czy Colom to to, że Bruyneel w ogóle nie widział ich w roli liderów zespołu, a oni wręcz przeciwnie. Zżerani ambicją byli przekonani, że są w stanie walczyć o najwyższe laury w ważnych wyścigach, tylko Bruyneel nie daje im takiej szansy. Wystarczy porównać ich wyniki jakie osiągali pod skrzydłami JB z późniejszymi, kiedy się “usamodzielnili”.

Świadomie pominęłam tu Herasa, bo był to jedyny zawodnik z grupy “wpadkowiczów”, którego JB uważał za zdolnego do wygrania GT, ale nawet on u Bruyneela wygrał Vueltę tylko raz i to z minimalną przewagą nad Nozalem, a w TdF wypadał co najwyżej średnio. Za to po odejściu do Saiza nie tylko zaczął wygrywać Vueltę rok po roku, ale nawet jeździł cudnie czasówki, czego nawet rzekomo największy spec od dopingu JB nie był w stanie nauczyc go przez 3 lata.

W ostatnim dziesięcioleciu b. wielu zawodników przyłapano na dopingu, ale jakoś nikt nie wiąże ich wpadek z poprzednimi zespołami, w których jeździli, z wyjątkiem oczywiście tych kilku jeżdżacych dawniej dla JB. Bo to oczywoście oznacza jedno: JB dysponuje jakimś niezwykłym, niewykrywalnym system zorganizowanego dopingu, którego tajemnicę posiadł wspólnie z LA.
Jeśli się pytasz czy to nie dziwne, że u niego nie wpadali, to ci odpowiem: Nie, dla mnie to w ogóle nie jest dziwne. Dlaczego? Bo Bruyneel zawsze potrafił ograniczyć swoje “chciejstwo” do wygrywania do kilku najważniejszych celów, stosował zasadę ograniczonego zaufania do zawodników oraz podział ról na lidera i pomocników.

Do czasu powstania ProTouru JB miał w sezonie na ogół tylko 10-12 zwycięstw, większość z nich dzięki LA, ewentualnie Hincapiemu. Koncentrowali się wyłącznie na TdF, ewentualnie Dauphine czy Midi Libre. Zawodnicy mieli być przygotowani na lipiec i koniec, przez resztę sezonu mogli jeździć w tempie wycieczkowym, dzięki czemu mogli się ograniczać ze “szprycowaniem”.

Po aferze z Basso i wprowadzeniu przez Riisa programu wewnętrznych kontroli, Bruyneel w jednym z wywiadów powiedział, że on zawsze stosował takie wewnętrzne testy, i jak widział, że zawodnik jest “niepewny” to po prostu nie miał prawa startu do czasu “normalizacji” wyników. Bardzo prosty sposób na uniknięcie skandalu, prawda?

Jeżeli “muł” w przeciwieństwie do JB uważał, że jest za dobry na bycie tylko gregario, to odchodził na “stanowisko” lidera do innego zespołu, gdzie szybko przekonywał się, że wcale nie jest aż taki dobry jak sobie wyobrażał (np. 1szy sezon TH w CSC, czy FL w Phonak). No ale kolejny sezon panowie mieli już zwykle o niebo lepszy, w przypadku FLandisa wręcz “cudowny”.

Obecnie sportowców, trenerów czy lekarzy można podzielić na tych co potrafią zachować umiar i nie wpadają, i na tych co nie potrafią się ograniczać i kończą jak TH, FL, TC.
JB i LA należą bez wątpienia do grupy zachowującej zdrowy rozsądek, dlatego wygrywali. Dodam tylko, że gdyby LA w czasach swoich największych triumfów, był naszprycowany do szpiku kości jak niektórzy uważają, to teraz nie byłby w stanie, ani fizycznie, ani tym bardziej psychicznie powócić do sportu na takim poziomie jak zaprezentował w Giro, trenując systematycznie zaledwie od sierpnia ub. roku. Wystarczy popatrzeć na osiągnięcia Hamiltona i Landisa po dyskwalifikacji.

Przepraszam, jeśli Cię uraziłam, ale do szału doprowadza mnie to ciągłe pokazywanie palcem na Armstronga i Bruyneela, jako sprawców demoralizacji dopingowej, jedynych odpowiedzialnych za to, że kolejne pokolenia kolarzy bez opamiętania wstrzykują sobie, wcierają czy łykają wszystko bez opamiętania. Biedne, niewinne owieczki. Jakiż ten sport, a zwłaszcza kolarstwo byłyby wspaniałe, gdyby nie tych dwóch drani. Jakoś nikogo nie poruszają wyniki niektórych drużyn z 50, 60 czy nawet 70 zwycięstwami w sezonie. Oni to oczywiście osiągnęli dzięki ciężkiej pracy i wzorowej diecie, a o dopingu to tylko czytali albo słyszeli w wiadomościach :unamused:


#9

Oj, ten fragment nie był najlepszy. Skoro trzeba było czekać na normalizację wyników, to jednak coś było?

A co powiesz o próbce Armstronga z EPO sprzed kilku lat? Miał szczęście, że nie dopilnowali tam procedur. Na wodzie mineralnej się nie wygrywa TdF i to jeszcze jadąc jak Armstrong miał to w zwyczaju.

Nikt nie napisał, że biorą tylko u Bruyneela. Ja nie mam złudzeń, że Pan 60%, Pan Aldag i reszta nic kompletnie nie wiedzą o dopingu i wywalają tych co koksują. Oni wywalają tylko tych, co koksują za bardzo (omijając zalecenia eksperta od anty-dopingu), bo to szkodzi wizerunkowi drużyny, a poza tym zawsze musi być jakiś kozioł ofiarny.

Dobrze stosowany doping zwraca się z nadwyżką! To biznes jak każdy inny: dobrze zainwestujesz pieniądze w lekarza, specyfiki i treningi, to dostaniesz kurę znosząco złote jaja. Armstrong niewątpliwie zniósł już wiele takich jaj.


#10
  1. Dzięki za uznanie i za docenienie mojej inteligencji.

  2. Nie mam pojęcia, co to jest DPF, ani tym bardziej kim jest użytkownik „tff”, więc nijak nie mogłem zmałpować czegokolwiek z tego serwisu (bo to chyba serwis jakiś? )

  3. Określenia Contadope używam nieraz, ale zwykle w ironicznym i żartobliwym kontekście. Jest ono bardzo rozpowszechnione w sieci, a przynajmniej na kilkunastu znanych mi forach, nie tylko anglojęzycznych.

  4. Nie mam obsesji antyArmstrongowo-Bruyneelowej i nigdy nie twierdziłem, że LA + JB są źródłem wszelkiego zła w kolarstwie. Mało tego, uważam takie tezy za śmieszne i kompromitujące ich zwolenników.

  5. Faktem jest, że większość najlepszych pomocników Armstronga, po odejściu z Postal/Disco, zostało przyłapanych na dopingu. Twoje wyjaśnienia dotyczące tej sprawy do mnie docierają i w sumie się z nimi zgadzam.

  6. Piszesz, że sukcesy Bruyneela to zasługa doskonałej organizacji, trzymania zawodników na krótkiej smyczy, jasnego wytyczania celów w sezonie. Dzięki temu kolarze nie mieli potrzeby „szprycowania się”. Ja bym to ujął inaczej. Fakt - Bruyneel krótko trzymał zawodników i podlegali oni ścisłej kontroli. Jednak z innych względów. Podlegali zorganizowanemu programowi dopingowemu, w którym nie ma miejsca na samowolkę. Dzięki temu i współpracy z najlepszymi laboratoriami, lekarzami i fizjologami, taki system miał szanse powodzenia i uniknięcia wpadki.

  7. Postawmy sprawę jasno. Dobrze napisał Kuba Winter, że bez dopingu nie można wygrać TdF. Kohl też pewnie nie mylił się, twierdząc w wywiadzie dla L’Equipe, że cały Top 10 w 2008 roku był na CERA. Nielegalne wspomaganie stosowali pewnie wszyscy Najwięksi, od Anquetila, poprzez Merckxa, aż do Induraina. Niemal WSZYSCY najwięksi rywale Armstronga albo zostali przyłapania na dopingu (Wino, Hamilton, Mayo itd.) albo wysuwa się wobec nich bardzo poważne zarzuty nielegalnego wspomagania (Ullrich, całe ONCE, itd.). W takich okolicznościach przyrody mamy przykład Armstronga, którego fakt, nigdy nie złapano. Tymczasem on objeżdżał wszystkich „nafutrowanych” rywali na parę minut w górach i czasówkach. Zaznaczam, że wtedy, na przełomie stuleci, główni bohaterowie TdF byli skupieni wyłącznie na tym wyścigu, także argument o nadmiernym „chciejstwie” rywali, odrzuciłbym zdecydowanie.

Wnioski nasuwają się same. Skoro nawet taki rywal jak Ullrich przyznał się w jednym z wywiadów, że stosował „niedozwolone medykamenty”, to czy możemy mówić o czystej jeździe (i to w jakim stylu!) Armstronga? No chyba nie. Stąd wniosek kolejny.

W US Postal/Discovery istniał bardzo dobrze zorganizowany system dopingowy. Nie domorosły a la Kohl, czy Ricco, gdzie menadżer umawiał się z kolarzem w jakimś pokoju hotelowym. Armstrong miał kontakt raczej z najdroższymi laboratoriami, z których korzystają najlepsi tenisiści, piłkarze czy pływacy. Masz rację – Lance i Bruyneel robili to bardzo rozsądnie i z głową, a Heras w nagrodę za niewolnicza pracę w lipcu, mógł wygrać sobie Vueltę.

Nie twierdzę wcale, że Armstrong nie wygrałby TdF bez niedozwolonego wspomagania. To bardzo utalentowany kolarz z wrodzonymi predyspozycjami do uprawiania sportów wytrzymałościowych. Pracował zawsze katorżniczo w zimie i na wiosnę. Bez tego nic by na pewno nie osiągnął. To wszystko prawda. Niech mi tylko nikt nie wmawia, że pośród „brudnych” rywali, błyszczał tylko jeden lśniący, czysty i przezroczysty diament – Lance Armstrong. Wydaje mi się, że doping to była „kropka nad i”, którą Amerykanin stawiał na L’Alpe d’Huez w 2001 albo na Hautacam w 2000, pogrążając konkurentów na kilka minut.

  1. Doping stosuje, moim zdaniem, cała czołówka kolarstwa. Jednak, w odróżnieniu od czasów EPO-kracji zawodnicy stosują go bardziej ostrożnie, rzadziej, w mniejszych ilościach. Boją się. Przypadki Selli czy Kohla, to, moim zdaniem bardzo dobre przykłady, że coraz mniej będziemy mieli cudownych wyników (Santi Perez, Christophe Rinero). I dobrze. Z dopingiem trzeba walczyć.

Kolejne wykluczenia nie robią na mnie wielkiego wrażenia. Mam swoje lata i patrzę na to wszystko z większego dystansu.

  1. Nie uraziłaś mnie. No może trochę z tym „małpowaniem” przesadziłaś. Wręcz przeciwnie. Cieszą mnie takie dyskusje, choć przecież tak wiele na te tematy powiedziano. A ja lubię stosować w dyskusji siłę argumentu, a nie argument siły.

  2. Na koniec dodam tylko radę, żeby trochę mniej serio traktować wypowiedzi na forum i bardziej zwracać uwagę na emotikonkę „z przymrużeniem oka” :wink:

Pozdrawiam.


#11

Walkę o dobre imię w oczekiwaniu na analizę próbki B toczy od wtorku zawieszony przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI) po pozytywnym badaniu antydopingowym Antonio Colom, hiszpański zawodnik rosyjskiej ekipy Katiusza.
Colom twierdzi, że pierwszym krokiem, jaki podjął po zawieszeniu, był nakazanie przeprowadzenia kontranalizy. - Odrzucam oskarżenia o zażywanie Epo i innych środków dopingujących. Dlatego grupa prawników pracuje nad moją obroną - oświadczył w środę.

Stwierdził, że sankcje wyciągane są wobec niego w związku z “substancją, która właściwie nie jest ujęta na liście zakazanych”.

W upublicznionym oświadczeniu 31-letni kolarz z Majorki kwestionuje dokumentację dotyczącą swojej sprawy i badanie próbki uryny, na podstawie której wydano wobec niego oskarżenie. Razem z adwokatem poprosili o udostępnienie im do weryfikacji protokołów z analizy próbki A.

Według niego “powód, by poddawać w wątpliwość przeprowadzoną analizę, nie jest bezpodstawny”.

Ważnym motywem w całej sprawie są telefony z pogróżkami, o których Hiszpan poinformował światową centralę, ale ta umorzyła śledztwo w tej sprawie. - Po wyścigu Dookoła Algarve ktoś z zastrzeżonego numeru powiedział mi, że jestem na dopingu. Powtórzyło się to po Paryż-Nicea - powiedział Colom, któremu grozi dwuletnia dyskwalifikacja.


#12

Jak coś cytujesz, to proszę podaj źródło. A najłatwiej wklej linka.


#13

Proszę państwa, ja z kolei prosiłbym o ograniczenie nie własnej ambicji, ale niepohamowanej konieczności dawania wyrazu swoim sympatiom kolarskim w nie całkiem przemyslany sposób :wink: . Rozumiem, że jak np. Olga lubi Lance’a, Bruynela czy Astanę, to tam dopingu nie ma (mimo, że wszyscy, którzy tam jeździli i odeszli potem wpadali*). natomiast ponieważ Olga może nie lubieć CSC, to tam na pewno doping był (bo goście, którzy wczesniej jeździli tak sobie na czas właśnie w CSC stawali się debeściakami w tej specjalności). Dlatego własnie proszę o rozwagę i racjonalne myslenie przy pisaniu postu. A logiczne uzasadnienie własnych tez z pewnością wpłynie pozytywnie na poziom forum.

PS Żeby nie było wątpliwości, nie twierdzę, że w Astanie/Discovery/US Postal czy tez w CSC doping był lub nie był stosowany, po prostu pokazuję pewien schemat myslenia…


#14

Brawo racionalne myslenie to podstawa :slight_smile:


#15

Off topic ale odnośnie CSC które było niegdyś moją ulubioną drużyną . Pragne zauważyć że tam był duży nacisk na TT co wiązało sie z chęcią wygrania czasówki na Tdf . W związku z tym jeżeli ktoś posiada predyspozycje do czasówke w CSC zostały one doszlifowane i polepszone co zaowocowało świetnymi wynikiami takich kolarzy jak Larssona , Vande Velde czy Zabriskie . Jednocześnie Sastre , F.Schleck czy Krzyś Sorensen czasówek świetnie nie jeżdżą po dzień dziś więc w dobrej jeździe kolarzy CSC vel. Obecnego Saxo Banku ja nic podejrzanego nie widze .

I Jurgen ta wypowiedź nie ma nic wspólnego z tym że lubie CSC :wink:


#16

No, np. taki Basso, który w CSC bardzo się podszkolił w tej specjalności, a po odejściu - wyraźnie osłabł :stuck_out_tongue: … Ale na razie gość startował po przerwie, więc zobaczymy…


#17

Basso wyraźnie osłabł w czasówkach ?? Moim zdaniem nie można tak powiedzieć bo on ogólnie osłabł pod górę też nie jeździ równie szybko jak 2 lata temu.


#18

Basso nie osłabł, po prostu wrócił do dyspozycji z przed zażywaniem dopingu…
Wiadomo , że takie sądy są być może zbyt daleko idące bo przerwa napewno też zrobiła swoje ale zdecydowanie daje do myślenia ,że Ivan jadący “na czysto” jest znacznie słabszy od Ivana dopera.


#19

Abstrahujac od dopingu, Basso i Armstrong po powrocie na pewno lepiej jezdza w gorach niz na czas. Basso nie dziwi, ale Armstrong zastanawia. Predzej go podejrzewalem, ze w czasowkach bedzie uzyskiwal dobre wyniki…


#20

Oj, moj post to była tylko odpowiedź dla Pietrola. Ogólnie uważam tego typu twierdzenia (czy dotyczą one “cudownej dyspozycji” kolarzy CSC w czasówkach, czy “wpadania na dopingu” byłych pomocników Armstronga) za spekulacje. Jak ktoś przedstawi dowody, to będzie coś. A tak, to szkoda gadać…