Czy wszyscy biorą?


#1

Jak w temacie… Czy wszyscy ze światowej czołówki biorą i niestety Ci słabsi, jadąc na czysto nigdy nie zaistnieją? Mówimy oczywiście o niedozwolonym dopingu…

Otóz ja twierdze, że nie wszyscy, a oskarżenia o doping wynikają m.in. z zazdrości (mam na myśli kibiców)… Zawsze znajdzie się ta czarna owca, ale byłbym zaskoczony, gdyby chodziło o całe stado.


#2

Ja też sądze że nie wszyszy bo uważam że są kolarze i w pro tourze dla których są rzeczy przy których kolarstwo jest mało ważne,ale są profesjonalistami w tym co robią chodzi mi głownie o rodzinę , bo jak kolarz bierze to chyba sport , sława i kasa są dla niego jakąś obsesją , potem zostaje złapany i naraża siebie na złe ''imię"
Wierze że nie bierze więcej niż 70% peletonu pro tour i że nigdu nie sprubowało czegoś chociaż 40%


#3

Moze i Pawelak masz racje z tymi 30%, ktorzy przypuszczalnie biora, ale nawet jesli tak jest, to dla nas kibicow, jest to o te 30% za duzo. Nie zlikwidujemy dopingu tu i teraz. Na to potrzeba lat i zaangazowania bardzo duzej grupy ludzi. A na poczatku warto zaczac od siebie i apel ten skierowalbym do wszystkich zawodowcow. Postawmy sie jednak na ich miejscu. Nie zebym bronil dopingowiczow, ale popatrzcie: jedyne zrodlo utrzymania takiego kolesia to kolarstwo. Byc moze ma rodzine, nie potrafi tez robic niczego innego. Szefostwo naciska na niego: wygrasz x wyscigow w seoznie to zostajesz. No i co on ma zrobic? Przekfalikowac sie? Mozliwe, ale niekotrzy siegaja po niedozwolone srodki idac po najmniejszej linii oporu. Wg mnie jest to jedna z glownym przyczyn istnienia dopingu. Co o tym sadzicie?


#4

też prawda . doping istnieje w zawodostwie mniej więcej 40-45 lat juz ponad 50 lat temu łapano zawodników na “wspomaganiu” i od tamtego czasu niewiele zaszło zmian ciągle ten doping w peletonie istnieje . Kiedyś zawodnicy mieli po 2 razy dłuzsze etapy i sprzet bez przerzutek i sobie radzili i dozywali podeszłego wieku


#5

Doping istnieje od kąd istnieje wysiłek fizyczny… w starożytności np. efredyna…
I nie zapominajmy, że od łykania tabletek przeciętny Kowalski stanie się Armstrongiem… Kiedyś Bartosz Huzarski pisał o tym… Przedewszystkim trening, nawet Ci co biorą…
Moim zdaniem nigdy nie zlikwidujemy dopingu… zawsze ktoś będzie próbował… Można tylko go ograniczyć…
Czy kolarze sięgają ze względu na presję sponsorów? Możliwe, aczkolwiek troche ta wymówka wydaje się naciągana, takie umywanie rączek, że oni dobre chęci mają, ale sytuacja zmusza… Myśle, że inną przyczyną może być po prostu chęc zaisntnienia, zapisania się w pamięci, spełnienia marzeń! Ale tego chyba nigdy nie usłyszymy… Czemu? Wyobraźmy sobie news, i odpowiedź kolarza na pytania dlaczego brał: “chciałem wreszcie wygrać”… o ileż łatwiej jest zgonić na presję sponsorów…


#6

To prawda, tylko czy zwyciestwo odniesione przy pomocy niedozwolonych srodkow farmakologicznych byloby dla takiego zawodnika w pelni satysfakcjonujace? Takie tlumaczenie wydaje sie byc bledne, chociaz nie znam do konca mentalnosci koksiarzy, byc moze taka wygrana tez jest dla nich swego rodzaju zwienczeniem wysilku… Na pewno jednak nie takim jak odniesiona bez wspomagania.


#7

wczoraj w jakis wiadomosciach sportowych podali, ze z doktorkiem fuentesem czy jak mu tam zwiazani sa nie tylko kolarze, ale rowniez pilkarze ligi hiszpanskiej m in real madryt, barca, … nie to zebym byl zlosliwy etc. ale chcialbym, aby to okazalo sie prawda i zeby udupili kilku pilkarzykow. niech ludzie zobacza, ze nie tylko kolarze biora.


#8

Zgadzam sie z Malikiem. Sam Fuentes powiedzial, ze jego klientami byli oprocz kolarzy wlasnie pilkarze, ale rowniez lekkoatleci, narciarze, pilkarze reczni. No ale w swiadomosci spolecznej kolarz=koksiarz, co obserwuje nawet w moim srodowisku gdy rozmawiam z kumplami o sporcie.


#9

Prędzej się kolarz skojarzy z dopingiem dlatego, że ludzie wiedzą jak to trudny sport i dla przecietnego clzowieka 10 km to wysiłem a oni neikeidy w deszczu jeżdza 260 km… a piłkarz? Chyba wszyscy keidyś kopali piłkę i wiedzą niejako, ze to sport “ludzki” i, że można na mleku i chlebie rozegrać mecz… Kolarstwo wydaje im się niemożliwe, stąd te skojarzenia… tak uważam, takie społeczeństwo…
Co to zadowolenia koalrza ze zwyciestwa z dopalaczami… gdyby miał być neizadowolony to po pierwsze wcale by nie brał ;] a jak juz pisałem, mimo, że się koksi to musi cięzko trenowac, więc wydaje mi się, że może poczuć satysfakcje, dodatkowo podejrzewając, że inni też biorą…
Pozdrawiam


#10

Z jednej strony tak, ale z drugiej wkraczamy w bledne kolo. Inni biora, to tez moge brac, jesli wygram to i tak bede najlepszy. Co jednak maja zrobic Ci, ktorzy nie szprycuja sie, a mimo to maja wole walki? Dla mnie nawet osiaganie mniejszych srednich na wyscigach czy ich skrocenie kosztem czystej sportowej walki byloby warte tych poswiecen.


#11

Moim zdaniem nie ma czystych kolarzy na szczeblu Pro Tour. Nikt tam nie stosuje dopingu indywidualnie .Jest to zorganizowane w całej grupie. Lekarze nie pozwolą na stosowanie dopingu indywidualne ponieważ to oni muszą dokładnie obliczyć dawke środka i innych maskujących zeby zawodnicy nie wpadli na kontroli (taka jest rola lekarzy w ekipie). Mnie też bardzo denerwuje ze nie wzieli sie za innych sportowców którmi zajmował sie doktorek Fuents.


#12

czytając powyższe posty nasuwa mi się kolejne kryterium podziału kolarzy otóż można powiedzieć że mamy kolarzy zdolnych-talenty czystej wody , oszustów-biorących aby być uważanymi za gwiazdy oraz kolarzy uczciwych którzy póki w peletonie są koksiarze oni nie zaistnieją, mam nadzieje że tych pierwszych jest najwięcej

w całej aferze dopingowej rzeczywiście ciekawy jest wątek innych sportowców a w szczególności piłkarzy(osobiście lubie kopaną) i czy sądzicie że piłkarz dostanie surowszą karę od kolarza :question: jakoś mi się nie wydaje gdyż piłka co jak co jest bardziej popularna i medialna od kolarstwa i przykładowo, zakładając że Ronaldinho czy Beckham zostają przyłapani na dopingu to nie tracą tylko kluby i kibice ale również firmy które mają podpisane z nimi indywidualne kontrakty a co za tym idzie obniżenie wizerunku firmy itd


#13

Przede wszystkim do Geni.A tak na wstepie,zeby nie bylo niejasnosci,sylwek szmyd z tej strony!Kolega,jak widze lat nie masz zbyt wiele zeby sie wypowiadac na wazne tematy,ale forum jest po to zeby kazdy mogl pisac co uwaza za stosowne.Jednak za kazdym razem radze uwazac zeby niepotrzebnie nie krzywdzic innych ludzi.Nie ma dopingu zorganizowanego w ekipach pro tour,nie ma czegos takiego napewno w ekipach wloskich i tych ktore znam.Jesli jestescie pasjonatami to porzuccie tematy o dopingu bo do niczego dobrego nie prowadza.Slusznie jak ktos zauwazyl na samym wstepie afery hiszpanskiej Fuentes mowil o pilkarzach,tenisistach itd,o czym pozniej nie slyszelismy.Kolarstwa jego kibice musza bronic a nie atakowac.I prosze nie ludzcie sie,jesli w kolarstwie jest problem dopingu to tak samo albo nawet bardziej wystepuje on w kazdym innym sporcie zawodowym,wyczynowym.
A pamietaj,ze syrop ktory mamusia daje Ci na kaszel powoduje ze juz jestes koksiarzem,tak samo spray do nosa na alergie lub tabletki bez recepty ktore dodadza Ci witalnosci.Uwazaj na to co piszesz,bo wiekszym problemem jest gowniarstwo ktore stoi pod klatkami i pije piwo lub wino za 12zl lub probuje trwke przypalac w miejskim parku!!
Dziekuje za wyrozumialosc


#14

Czytam wypowiedzi, czytam i dochodzę do wniosku, że coniektórzy lubią pasjonować się tym o czym nie bardzo mają wyobrażenie.
Zaiste, cenną zaletą jest chęć poznawania nieznanego, chęć pogłębiania wiedzy, ale – w mojej ocenie – do momentu, jeżeli tego działania nie wieńczy przedwczesne formułowanie wniosków, ocen i sądów, zwłaszcza radykalnych.

Dyskutowany temat jest tematem zastępczym, a wypowiedzi, jak często bywa, są wielce ogólnikowe, nie dotykające sedna sprawy.
Mimo braku czasu zdobyłem się by napisać kilka zdań w kwestii.
Otóż moim zdaniem temat wymaga poruszenia w dyskusji aspektów z kilku dziedzin, w tym zwłaszcza: filozofii, socjologii, biochemii, prawa, itp.

  • mówiąc w ogóle o sporcie uprawianym wyczynowo, uważam, że należy każdorazowo rozgraniczać pojęcia i osobno odnosić się do poziomu tegoż sportu. Bowiem czym innym – z punktu widzenia realizacji szeroko rozumianych celów – jest sport uprawiany wyczynowo, ale amatorsko na poziomie juniora, orlika czy nawet elity, gdzie motorem działania jest najczęściej pasja, chęć przeżycia przygody, zmierzenie się z rówieśnikami, poprawienie swojej tężyzny fizycznej, a zupełnie czym innym jest tenże sam sport, ale uprawiany już zawodowo, czyli PROFESJONALNIE, na zasadzie dobrowolnego i odpłatnego wykonywania pracy w umówionym zakresie i na umówionych zasadach.
    W zawodowstwie, zwłaszcza tym z najwyższej półki (niekoniecznie najwyższej z punktu widzenia poziomu sportowego, a rangi rozgrywek) rządzą zupełnie inne priorytety i cele.
    W uprawianym wyczynowo sporcie amatorskim chodzi przede wszystkim o doskonalenie się, podnoszenie szeroko rozumianych umiejętności (technicznych, wydolnościowych, taktycznych), ujawnianie młodzieży i dzieci utalentowanych sportowo, kształtowanie ich charakterów, postaw, itp…
    Do sportu zawodowego zatrudniani są przede wszystkim zawodnicy JUŻ UKSZTAŁTOWANI, o określonych cechach, umiejętnościach i możliwościach (czyli celem już nie jest rozwój sportowy – bo na to nie ma czasu i potrzeby, a tylko odpłatne świadczenie przez zawodnika, na bazie posiadanych możliwości i umiejętności, określonej pracy, dodam konkretnej pracy, np. woziwody, rozprowadzającego, wykańczającego finisze, itp. itd. To zupełnie tak samo, jak w każdym innym zakładzie pracy, w którym praca wykonywana jest zbiorowo, każda mróweczka, każdy pracujący w zakładzie ludź ma w swoim zakresie obowiązków konkretnie wyznaczone zadania, nie oczekuje się od niego niczego więcej niż ma zrobić i za co jest opłacany. Zatem celem treningu kolarza zawodowego (cały czas mam na myśli zawodnika już wyszkolonego, a nie szkolącego się, bo tacy przecież w peletonie zawodowym też są ) w zasadzie nie jest sportowe rozwijanie się (aczkolwiek ten element ma miejsce, bo rozwój, ewolucja to działanie permanentne, a raczej takie trenowanie, które pozwala z powodzeniem wykonać nałożone zadania i obowiązki, poprzez przede wszystkim utrzymanie wysokiej formy. A trzeba wiedzieć, że z każdym rokiem wyczynowego uprawiania sportu potrzeba coraz silniejszych bodźców i motywacji do wykonywania na treningach morderczej pracy, by ubiegłoroczną formę odbudować i ją utrzymać, a godziłoby się przecież by była ona chociaż o 1 % wyższa niż dotychczas.
  • na bazie powyższych uwarunkowań rzeczą:
    a) niesłychaną jest – wręcz niedopuszczalną i godną najwyższej kary - jest jakakolwiek myśl zawodnika o przyjmowaniu niedozwolonego dopingowania się. Zawodnik ma się przede wszystkim rozwijać tylko poprzez metodyczny trening i starty i prowadzenie higienicznego trybu życia (w tym dbanie o zdrowie poprzez dopuszczalne suplementowanie się). Sport amatorski ma być po prostu czymś, co zawiera w sobie szlachetne olimpijskie przesłanie, ma mieć aspekt zdrowotny, wydźwięk społeczny, socjologiczny.
    b) dyskusyjną jest – z punktu widzenia formuły i charakteru rozgrywek – dopuszczalność i celowość wspomagania się kolarzy zawodowych, z użyciem metod które są z punktu widzenia prawa niedopuszczalne (wszak jest to tylko spisana umowa co w danej chwili uważa się za niedopuszczalne, a co będzie dopuszczalne). Jak już wielokrotnie pisałem zawodowe rozgrywki kolarskie mają w sobie zupełnie inny cel, aniżeli PROMOWANIE SPORTU. Istotą tych rozgrywek jest tylko i wyłącznie PROMOWANIE SPONSORA POPRZEZ SPORT. Sport jest w tych rozgrywkach tylko bezwolnym narzędziem, a nie celem (stąd moja teza o dopuszczalności dopingowania się, w oparciu o medykamenty i sposoby, które są obecnie na liście zakazanych). Stąd uważam sport w wydaniu zawodowym – z racji tego forum czytaj kolarstwo zawodowe – za CYRK ROWEROWY, mający wywołać u widza, kibica określone reakcje, emocje nakierowane na rozbudzenie chęci naśladowania herosów, ich sprzętu, ma być emanacją pewnych zachowań, itp., by przysporzyć sponsorowi kolejnych frajerów, którzy kierowani podświadomością, żadzą zaimponowania pragną nabywać jego wyroby (identyfikować się z marką sponsora) po znacznie zawyżonych cenach, będąc z tego jeszcze zadowolonym. SNOBIZM rulezzzz, i o tym socjologowie i sponsorzy doskonale wiedzą, umieją i wiedzą jak łechtać próżność ludzi.
    W tym wszystkim nie należy jednak pomijać aspektu, iż zawodnik/pracownik sportowy musi być jednak należycie przygotowany do wykonania swojego zadania w sposób budzący respekt, szacunek, wręcz zazdrość konkurentów. Zatem z punktu widzenia organizatorów imprez w ogóle nie jest istotne kto wygra (czytaj czy wygra najlepszy), ważne, że ktoś wygra, winner zostanie sowicie nagrodzony i przejdzie do historii, a świat się o tym wnet dowie. To już niemal groteska, jak w czasach rzymskiego gladiatorstwa, przetrwać/zwyciężyć mógł tylko jeden (wszak rzymscy możni utrzymywali stajnie gladiatorów i rywalizowali pomiędzy sobą, który ma lepszych). Zatem to jest ten przeklęty „inwit” dla zawodników, by sięgać po niedozwolone metody i środki, by walczyć bez skrupułów.
  • im wyższa ranga rozgrywek, tym większe wszystkich oczekiwania wobec wyczynów herosów. Tylko ktoś nie mający zielonego pojęcia o kolarstwie wyczynowym może wypisywać brednie, ze można bez problemu w 21 dni przejechać na bułce z masłem i dżemem 3.500 km po górach i lasach, w upale i chłodzie, w wietrze i deszczu, w tempie wyścigowym, będąc co rano wypoczętym i rześkim jak skowronek. Niestety, tak się nie da, dlatego Ci, co chcą wywiązać się ze swojego zadania (za co w końcu biorą pensyjkę i to niezłą) lub ponadto jeszcze chcą by o nich mówiono i pisano próbują sięgać po niedozwolone, i ja to rozumiem i szanuję ich wybór (skoro „gwiazdeczki” filmu i estrady wywołują gorszące skandale, byle tylko o nich mówiono i pisano i publiczność to kupuje, wręcz ekscytuje się śledząc prasowe enuncjacje, która z kim i ile razy, w jakich warunkach), to czemu kolarz zawodowy pełniący też rolę medium ma postępować inaczej, czemu ma nie zaryzykować, skoro gra idzie o ogromne pieniądze, w tym i dla niego samego, o satysfakcję sponsora z dobrego ulokowania pieniędzy (wcale nie jest do końca prawdą, że afery odstraszają sponsorów, ich odstraszają późniejsze skutki w postaci choćby procesów sądowych, odszkodowań, itp.). Czy w urzędach/zakładach pracy jest inaczej? Przypatrzmy się w swoim miejscu pracy, ileż analogii dostrzeżemy wokół nas, ten donosi na kumpla, tamta się wdzięczy do bossa, inny wchodzi w układ z kolegą by razem coś wykombinować, byleby tylko załapać się na awansik, na premię, na względy pryncypała, inny jeszcze nie czekając sam wyciąga rękę po nie swoje i zawłaszcza firmowy/cudzy majątek/mienie. Stąd twierdzę, że dopingowanie jest metodą/celem przede wszystkim by przetrwać brutalną, wyniszczającą organizmy rywalizację (bo jeżeli zawodnik nie spełnia pokładanych w nim przez sponsora/dyrektora sportowego nadziei, nie wykonuje należycie swoich zadań – wówczas przegrywa - na jego porażkę/potknięcie czeka grono konkurentów by zająć jego miejsce i spróbować swojej szansy), a w sytuacji rodzącej się szansy by wygrać.
  • ostatni szum medialny wokół „afery doktora Fuentesa” przypomina mi dziecięcą osiedlową/przedszkolną piaskownicę. Mnóstwo hałasu, żali, pretensji, a żadnych konkretów komu i o co chodzi. Ma to moim zdaniem upodlić samych zawodników, postawić ich w mało komfortowej sytuacji, a uprzywilejować inne organa, nie odpowiadające za cokolwiek a lubiące cudze i darmowe pieniądze. No bo skoro np. ktoś ma prawa do zorganizowania i nadzorowania imprez Pro Tour (nadawanie licencji, itp.) i te licencje nadaje, zmuszając zespoły do przyjęcia do wiadomości i przestrzegania obowiązującego regulaminu, jak ma zareagować na decyzję jakiegoś niestatutowego gremium, które nie nadaje licencji (czytaj Związek Kolarskich Ekip Pro Tour) a podejmuje decyzję wykluczającą team Discovery Channel z udziału w Pro Tour. Istne poplątanie z pomieszaniem, Sodoma & Gomora.
    Do dzisiaj nie mogę pojąć, dlaczego hiszpańska policja dysponując ponoć niezbitymi dowodami – o ile takimi one w ogóle z prawnego punktu widzenia są – tak się ślimaczy i nie wszczyna należnych działań zmierzających do pociągnięcia podejrzanych do odpowiedzialności i ukarania winnych. Stąd też wstrzemięźliwość narodowych federacji w postępowaniu (w końcu federacje te w przypadku kolarstwa zawodowego to też fikcja, bo zawodnik może trzymać licencję – czyli zgodę na zarobkowe wykonywanie zawodu – w każdym dowolnym kraju) dyscyplinarnym, bo jeżeli się będzie chciało zawodnika ukarać, to kolarz pójdzie do innego kraju po licencję i tamtejszej federacji zostawi pieniądze). Ponadto w cywilizowanym świecie nie można nikogo karać za podejrzenia. Liczą się tylko fakty, ustalone w opaciu o określone cywilizowane procedury. Jest ten cały bałagań doskonałą pożywką dla poszczególnych ekip i różnej maści kombinatorów z najwyższych sfer stawiających się ponad formalnymi strukturami, które próbują na swój sposób rozgrywać jakieś karty. Czy to, że Discovery Chanel zatrudniło Basso, ma być powodem do wykluczenia ekipy? A cóż takiego zrobił Basso. Nic mu formalnie nie udowodniono, tylko pomawia się go. Jedynie CSC może być z tego niezadowolone, że głupio pozbyło się klasowego pracownika i oddało go konkurencji i ma o to jeszcze pretensje. Załóżmy, że pan Józio ceniony w firmie X przeniesie się z powodu jakiego pomówienia przez sprzedawcę ze sklepu obuwniczego, do firmy Y, to czyż możemy się upierać, że firmę X należy za wszelką cenę wyeliminować z rynku?

Dlatego też m.in. właściciele praw do Giro, TdF czy Vuelty na siłę chcą się wyrwać z tego zaklętego/przeklętego błędnego koła Pro Tour, które miało być remedium na wszelkie dolegliwości (w którym wszyscy chcą decydować o wszystkim, a nie ponosić za to żadnej odpowiedzialności) i zerwać z Pro Tour i organizować swoje wyścigi wedle swoich reguł i zasad, na swoich warunkach, bez wtykania nosa w nie swoje sprawy przez innych.

Kreśląc naprędce tych kilka opinii, apeluję do kibiców kolarstwa i uczestników forum, zaprzestańmy nic nie wnoszących, a prowadzących często do waśni dyskusji na temat dopingowania się, istoty i celów poszczególnych zespołów, itp.

Przestańmy zaglądać kolarzom do gardeł, do płuc i w ich żyły. Ufajmy, że to co robią robią z ełnym przkonaniem i świadomoscią skutków i następstw.

Uważam, iż jesteśmy zbyt mało poinformowani o faktach i przesłankach postępowania by je komentować. Zbyt mało wiemy by móc zrozumieć to co się wokół nas dzieje.
Ja sam jestem kibicem i pasjonatem kolarstwa, ale amatorskiego.
Wyścigi zawodowców oglądam z zupełnie innej perspektywy, koncentruję się na podziwianiu kunsztu technicznego zawodników, na ich pracowitości i poświęceniu dla zrealizowania określonego zadania, na ocenie specyfiki trasy, taktyki, na ocenie sprawności działania/zorganizowania i przeprowadzenia imprezy przez organizatora. W ogóle zaś nie interesuje mnie czy wygra ten czy tamten zawodnik/team, czy ucieczka się powiedzie, czy też nie. To jest dla mnie po prostu nieistotne. I tak wygra najszybszy w danym dniu.


#15

Ja nikogo nie oskarżam. Napisałem tylko mój pogląd jak wygląda kolarstwo zawodowe. Ja tylko obserwuje co sie dzieje i wyciągam wnioski. I niestety taki sobie pogląd wyrobiłem po aferach Festiny, Phonaku, Kelme, Liberty i po osobistych doswiadczniach w kolarstwie amatorskim. Sylwek z pełnym szacunkiem do Ciebie ale tyle sie już nasłuchałem hipokryzji od zawodowców ze już nie wierze w żadne słowo na temat dopingu.


#16

Z tym dopingiem to jest trudna sprawa, nie na mój mały móżdżek:), więc nie zasypie Was jakimiś filozoficznymi wypowiedziami na ten temat, bo po prostu się na tym nie znam. Przedstawie tylko krótką opinię.:slight_smile: Moim zdaniem znaczna większośc kolarzy PT bierze koksy i to pewnie dużo. W kolarstwie zawsze liczyło się tylko pierwsze, tak jest i dziś. Dajmy np. Tour de France. Landis wygrał, ale koksował, Pantani też, Ullrich to samo no i Riis. Armstrongowi ufam:), ale on miał niesamowite warunki (serce większe i płuca niż normalny człowiek chyba), a po za tym jego obchodził tylko jeden wyścig, przygotowywał się tylko na ten Tour. Tyrał i tyrał w tych górach po kilka godzin dziennie. :slight_smile: Moim zdaniem koksowało też wiele kolarzy, którzy mieli przebłyski wielkiej formy, jak Mayo. Najmniej koksują pewnie ‘szaraki’, które harują na swoich liderów, dowożąc im bidony itp. Bardzo mnie cieszy, że na wyścigach są kontrole antydopingowe, że robi się tyle testów w ciągu całego sezonu. Ma to jeden minus: złapanie kogoś na dopingu psuje całe widowisko sportowe. Świetny przykład to Landis. Pamiętam jak komentatorzy popadali w zachwyt gdy Landis atakował przez ponad 100 km na tak trudnym etapie. Kilka(naście) dni później był już wielki zawód. W piłce nożnej czy tenisie takich kontroli nie ma, a jak są to napewno niezawiele. Przez to lud kocha te dyscypliny, a coraz częściej na kolarstwo patrzy jak na sport koksiarzy.

Takie moje zdanie, może się mylę. :slight_smile:

pzdr


#17

Powiem Ci, że większość zawodowych sportowców ma powiększony mięsień sercowy i zwiększoną objętość życiową i minutową płuc. Jest to po prostu efekt adaptacji organizmu do bodźców treningowych.

Jeśli chodzi o doping to tutaj niestety nikt z nas wielkiej nowości nie powie (Lucjan dość szeroko go ugryzł w swojej wypowiedzi) i nie ma sensu dalej “gdybać”. Już było wspomniane, że ludzie od początków wszelkiej rywalizacji (nie tylko sportowej) próbowali znaleść sposób by pokonać przeciwnika. Jednym z takich sposobów jest doping czyli nielegalne (wg ustalonych wcześniej norm) wspomaganie swojego organizmu. Tak więc wszędzie gdzie są duże pieniądze są i “zabawy” z nielegalnymi środkami. Jak to jest powszechne? Otóż bardziej niż się wielu wydaje, po prostu dla sportowca zawodowego dana dyscyplina to zawód z którego musi się oraz rodzinę wyżywić W takim momencie nie stać ich na okazanie słabości i dlatego wileu rezygnuje z jakiś zasad etycznych, które dotąd wyznawali. Ilość i tak nie ma tutaj większego znaczenia bo nie zmienia to podejścia do danej dyscypliny lub sportowca dopóki mu się czegoś nie udowodni. Jakby dziś powiedziano, że 90% piłkarzy nożnych się dopinguje to czy piłka nagle byłaby porzucona przez kibiców?? Myślę, że prędzej i fani zaczęli by coś brać chcąc być jak ich idole.


#18

Mialem nie zabierac glosu na ten oklepany juz temat. Duzo ju bylo powiedziane o dopingu, zwlaszcza w ostatnich 6 miesiacach. Ale po przeczytaniu tutaj wszystkich opini, moze i ja wrzuce tutaj swoje trzy grosze. Duzo mozna by tu spekulowac ilu i kto bierze, ale to beda tylko spekulacje.

Najgorsze w tym wszyskim jest to, ze wiekszosc stara sie usprawiedliwiac tych co biora srodki dopingujace. Motywacje sa tu jak widze rozne. Ze musza jakos wyzywic rodzine, ze sa zbyt wysokie oczekiwania nalozone na sportowcow, a na dodatek, ze tak wogole koksujacy sie koksiarze niczym nie roznia sie od przecietnego spoleczenstwa, bo w nim tez sa widziane oszustwa i przekrety. No tak, tylko, ze w szerszym spoleczenstwie zlodziejstwo nie jest akceptowane jako norma i jest karane prawem kriminalnym. Poza tym sportowcy jako osoby medialne i w centrum zainteresowania szerszej masy powinni, wydaje mi sie, podlegac troche wyzszym standartom. Z nich bierze przyklad mlode pokolenie i to niesie za soba jakies obowiazki. Groza mnie ogarnia, jak ja tu widze na tym forum, jak mlodzi ludzie ze swoim mlodzienczym entuzjazmem ubostwiaja zawodnikom, ktorzy sa juz karanymi koksiarzami lub sa powaznie zamieszani w rozne afery dopingowe. Albo nie dopuszczaja mysli ze ich idol moze byc oszustem (na przekor powaznym zarzutom), albu odpuszczaja mu grzechy, bo to jest ich bozyszcz. To jest bardzo niebezpieczne zjawisko, bowiem znieczula mlodych ludzi na problem lamania zasad i prawa. Jak moim idolom to uchodzi i nikt nie przestaje ich kochac pomimo roznych przekretow, to co powstrzymuje mnie od robienia tego samego?
To ze kolarstwo zawodowe jest cyrkiem objazdowym nie powinno byc przyzwoleniem do wolnej amerykanki. Bo w tym cyrku wystepuja tez uczciwi ( calkiem w to wierze) akrobaci. I to wedlug nich jest niesprawiedliwe, jesli machniemy na ten caly problem reka i przestaniemy zagladac oszustam do gardla. Ci uczcwi prawdziwi sportowcy zasluguja na nasze wsparcie i uznanie. Nie damy im tego poprzez oskarzanie calego peletonu w Pro Tour.
W ostatnim Td France Thor Hushovd wygral na czysto Prolog i ostatni etap w Paryzu, dajac tym dowod, ze mozna bez dopingu przejechac caly TdF i to w dodatku zachowujac dostateczna ilosc sil aby wygrac ostatni etap. Wielu jest kolarzy w Pro Tour, ktorzy nie sprzedali swojej godnosci osobistej na jarmarku i nie zasluguja na jednakowe traktowanie z tymi co ich okradaja podczas zarabiania na ich codzieny chleb i edukacje swoich dzieci.
Tych frajerow trzeba wytepic i usunac z peletonu, bezwglednie na nazwiska jakie nosza, bo to jest zaraza, ktora niszczy nasz sport i okrada uczciwych kolarzy z ich prawowitego zarobku. Przez tych palantow sponsorzy sie wycofuja. Uczciwi kolarze traca prace. Ci co pracowali na koksiarza nie maja wlasnych wynikow. A bez wynikow trudno o nowy contrakt, zwlaszcza w srodku sezonu. A taki lider-Koksiarz po odwaleniu swojej kary nie ma problemu ze znalezieniem pracy. Zawsze znajdzie sie pazerny na wyniki menager i zatrudni takiego recydiwiste.

Juz tu kiedys wspomnialem, ze ogarnia nas znieczulica na ten problem. Nie pokonamy go chowajac glowe w piasek i akceptujac to jako Status Quo.


#19

Z tego ci mi wiadomo to Armstrong miał większe serce i płuca nie tylko od normalnych ludzi, ale także od swoich przeciwników z kolarskich tras.


#20

Heh, Marku przekonales mnie. Przedtem sklonny bylem po czesci usprawiedliwiac koksiarzy ale teraz widze, ze nie ma to sensu. Przeciez na pewno istnieja tacy, i ufam ze jest to wiekszosc, ktorzy nie biora i nigdy nie beda. Byc moze nie wygrywaja mnostwa wyscigow, ale to wlasnie dzieki nim istnieje kolarstwo. Nie zgadzam sie z opinia lucjana, ze powinno sie zalegalizowac doping. Chocby ze wzgledu na mlodziesz, o czym wspominal Marek. Jaki przyklad dawaliby tacy dopingowicze, uznajacy zasade ze cel uswieca srodki? Chyba zaden.