Deutschland Tour 2018


#1

Po 10 latach nieobecności w najbliższy czwartek powraca Deutschland Tour w okrojonej wersji (w porównaniu do poprzednich edycji). Trasa, profile i inne informacje na oficjalnej stronie wyścigu:
https://www.deutschland-tour.com/de/home.html
Deutschland Tour 2018 to wyścig organizowany ze wsparciem ASO, stąd podobieństwo jeśli chodzi o trasę do Tour of Yorkshire czy Arctic Race of Norway.
Lista startowa jak na wyścig zaczynający od klasy 2.1 można powiedzieć że imponująca. Wystartują min. zwycięzca i drugi kolarz TdF czyli Thomas i Dumoulin, oprócz nich jeszcze Bardet, Špilak, Carapaz czy dzisiejszy zwycięzca Mohoricz. Lista startowa:
https://www.procyclingstats.com/race/deutschland-tour/2018/startlist
Trasa na pierwszy rzut oka nie wygląda na zbyt trudną i mimo to że omija nie tylko wszystkie góry w Niemczech (i też w Nadrenii-Palatynacie nie zahacza o najtrudniejsze podjazdy) to jednak ma kilka stromych pagórków w typie tych ardeńskich które mogą być selektywne przy mocnym tempie.
Jeśli chodzi o faworytów to ciężko przewidzieć w jakiej formie są zawodnicy z czołówki TdF i jakie są ich cele w tym wyścigu. Może być też tak że powalczą o wygraną w GC Mohoricz z Schachmannem.
Zapraszam do dyskusji.


#2

Fajnie, że reaktywuje się ten wyścig, bo co by nie mówić, Niemcy zasługują na taką imprezę.
Obsada jak na 2.1 niesamowita. Porównując taką startlistę z 2.1 do tej z World Tourowego TdP zaczyna człowiekowi coś zgrzytać.
Z drugiej strony jak u nas jest krytyka że TdP jeździ tylko po południu Polski, to co powiedzieć tutaj- praktycznie objazd Eifel.
Zapowiada się jednak ciekawa impreza


#3

Plany na przyszłość są podobno takie że z czasem ma być więcej etapów gdy wyścig osiągnie wyższą kategorie. Ostatni Deutschland Tour z 2008 miał 8 etapów. Wydaję mi się że być może w przyszłości zahaczą o Schwarzwald (ze Stuttgartu gdzie kończy się tegoroczna edycja niedaleko) i może meta etapu na Feldebergu jak to już kiedyś bywało.


#4

Myślę, że jak na pierwszy raz, poszli w dobrym kierunku. To niemieckie Yorkshire to jednak zawsze coś niemieckiego i na trasie ujrzymy więcej widzów niż w austriackich Alpach. W sumie aż dziwne, że tylko jeden etap dla sprinterów + brak czasówki, skoro w ostatniej dekadzie były to główne specjalności Niemców, no ale chyba jest dobrze dla ogółu.


#5

Hodeg górą nad Ackermanem.


#6

No i wraca pytanie, Alvarito czy Fabio ;)? Co Ty na to, @druid :wink:


#7

No właśnie. Całej ludzkości pozostaje życzyć tylko takich problemów :wink:

Kitel dziś ostatni w peletonie.
Chyba nie ma czego szukać już w tym wyścigu.


#8

Pierwszy etap – z Koblencji do Bonn, drugi – z Bonn do Trewiru. Lepszym pretekstem do skreślenia kilku słów na temat słynnych mozelskich win byłby etap łączący Koblencję z Trewirem, gdyż to między tymi miastami płynie rzeka Mozela, nad którą uprawia się królewski szczep winorośli riesling i produkuje z niego wina znakomitej jakości. Mimo wszystko warto wspomnieć o tych winach pamiętając, że mianem win mozelskich określa się także wina produkowane nad rzekami Saar oraz Ruwer. Stąd też często na winnych etykietach widnieje jako miejsce pochodzenia wina ogólne określenie Mosel-Saar-Ruwer.

Mam do tych win stosunek szczególny, gdyż od nich zaczęło się moje poważniejsze zainteresowanie winem. Działo się to w czasach, gdy dogorywał poprzedni ustrój, a ja dostałem w prezencie karton, niewiele większy od opakowania na buty, w którym ułożono w pozycji horyzontalnej 12 wysmukłych butelek białego wina. Na kartonie był wytłoczony napis „ Weingut Karp-Schreiber, Brauneberg, Mosel”. Tylko nazwa rzeki Mozeli mówiła mi, że mam do czynienia z winem ze słynnej apelacji. O samym winie nie wiedziałem natomiast nic, poza tym, że jest zrobione z odmiany riesling znanej mi wcześniej w wersji węgierskiej, czy bułgarskiej. Część butelek miała skromne biało-szare etykiety, część bardziej kolorowe. Na chybił trafił wybrałem butelkę z etykietą biało-szarą z napisem Brauneberger Juffer Sonnenuhr Spätlese. Zastanowił mnie zegar słoneczny ( sonnenuhr ) w nazwie wina, ale za bardzo się tym nie przejąłem wiedząc, że na etykietach wypisuje się różne rzeczy. Wino zostało należycie schłodzone, nalane do kieliszków no i stało się. Epifania, zachwyt, ekscytacja. Wino smakowało dojrzałą limonką, ananasem, dobrze wyczuwalną mineralnością i niewielką ilością cukru resztkowego. Przede wszystkim jednak można było wyczuć energetyzujący kwas, który niesamowicie ożywiał to wino. Trochę niepokoiła woń stacji benzynowej unosząca się nad kieliszkiem ( nie wiedziałem wówczas, że zapach nafty pojawia się w przypadku starszych rieslingów ). Tak czy owak uświadomiłem sobie wtedy, że wino to jednak sprawa poważna, o czym do tej pory nie byłem przekonany. Zacząłem czytać o winie, no i w miarę możliwości łączyć teorię z praktyką. Wyczytałem zatem, że pierwsza otwarta przeze mnie butelka pochodzi z liczącej 10,5 hektara wyjątkowej działki stanowiącej współwłasność kilkunastu winiarzy. Nazwa zegar słoneczny wzięła się zaś stąd, że na niektórych stokach montowano takie urządzenia. Innymi bardzo znanymi w sensie winiarskim zegarami słonecznymi nad Mozelą są Wehlen i Zeltingen. Praktycznie leżą na jednym stoku, wzdłuż którego przebiega granica między gminami, stąd też mowa o dwóch zegarach. Kilka lat temu była głośna dyskusja na temat mostu budowanego przy przebiegającej w pobliżu autostradzie. Wznoszona konstrukcja miała rzucać cień na wspomniane zbocze, co rzecz jasna, musi wpływać na jakość wina.

Wino nad Mozelą pojawiło się wraz z Rzymianami. Oni też założyli osadę, która dała początek najstarszemu miastu w Niemczech Trewirowi ( Trier ). Mozelskie i reńskie rieslingi były bardzo cenione w Europie. W XIX wieku i na początku XX-go uważano je za najlepsze wina w ogóle, co windowało ich ceny. Roman Niewodniczański, właściciel znanej winiarni znad rzeki Saar Van Volxem, wyciąga czasem z szuflady kartę win serwowanych na transatlantyku Titanic by pokazać, że wina z Van Volxem należały do tych najdroższych, dużo droższych od najlepszych win francuskich. Renoma win niemieckich obniżyła się w następnych latach. Dwie wojny światowe, okres nazizmu, następnie odbudowa ze zniszczeń wojennych sprawiły, że nie zaprzątano sobie za bardzo głowy jakością wina. Dopiero w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęto przywracać mozelskim winom najwyższą jakość. W tym kontekście najczęściej wymienia się takie nazwiska jak Markus Molitor czy Ernst Loosen.

O niemieckich rieslingach mówi się, że są to jedyne wielkie wina dostępne na każdą kieszeń. Dodajmy jednak, że kieszeń ta nie może być całkowicie pusta. Faktem jest jednak, że za kwotę 20-25 euro można kupić wspaniałe wina z zastrzeżeniem, że zakupu dokonuje się w Niemczech. Przy zakupach w Polsce, te same wina są co najmniej dwa razy droższe.

Etykiety niemieckich win zawierają dość dużo szczegółowych informacji na temat sprzedawanego produktu, co pozwala uniknąć wpadek przy dokonywanych zakupach. Jest to zasługą organizacji zrzeszających producentów wina. W pierwszej kolejności należałoby tu wskazać Verband Deutscher Prädikatsweingütter, w skrócie VDP, organizację zrzeszającą najlepszych plantatorów winorośli z całych Niemiec. Logo tej organizacji stanowi stylizowany orzeł z pełną lub skrótową nazwą organizacji. Najczęściej logo pojawia się na owijce szyjki butelki. Butelka zaopatrzona we wspomniane logo gwarantuje nam odpowiednią jakość wina, a są to wina przeróżne – od podstawowych po najlepsze z możliwych. W roku 2012 organizacja VDP ustaliła, że wzorem zaczerpniętym z Burgundii, wprowadza się czterostopniową skalę uwzględniającą pochodzenie wina:

  • Gutswein VDP – wino z apelacji ogólnej,

  • Ortswein VDP – winno z apelacji gminnej,

  • Erste Lage VDP – wino z siedliska wysokiej jakości, odpowiednik burgundzkiego premier cru,

  • Grosse Lage VDP – wino z siedliska wyjątkowego, odpowiednik burgundzkiego grand cru.

Z terminem Grosse Lage wiążą się pewne niebezpieczeństwa, gdyż niemieckie przepisy dotyczące uprawy winorośli posługują się podobnym terminem „grosslage” oznaczającym wrzucone do jednego worka winnice z dużego obszaru. Kupując wino trzeba zatem zachować nieco czujności, chociaż przykładowa cena 2 euro za grosslage wskazuje, ze nie kupujemy wybitnego wina. Trzeba wspomnieć o jeszcze jednej sprawie – wytrawne wina z siedliska Grosse Lage nazywane są Grosses Gewächs ( tu w znaczeniu wielkie wino). Informacja o GG znajduje się na etykiecie, ale są też tacy producenci, którzy sprzedają wina z wyrzeźbionymi w szkle butelki literami GG. Najbliżej polskiej granicy wina kategorii GG produkuje Klaus Zimmerling w Saksonii na południe od Drezna. Można się z nim porozumieć po polsku, a w razie czego pomocą może posłużyć jego żona, polska rzeźbiarka, autorka wyrafinowanych artystycznie etykiet win produkowanych przez męża.

Istnieje również klasyfikacja win niemieckich ze względu na poziom jakości wina. Pomijając poziomy najniższe można od razu przejść do kategorii Qualitätswein, drugiej od góry. Mieści się w niej wszystko, zarówno wina bardzo słabe, ale też całkiem dobre. Przepisy dopuszczają możliwość dosładzania gron przed fermentacją, co moim zdaniem odbiera tym winom autentyzm i raczej ich unikam.

Kategoria najwyższa to obecnie Prädikatswein ( wina objęte zakazem dosładzania), do niedawna nazywana bardziej skomplikowanie Qualitätswein mit Prädikat ( jakościowe wino z wyznacznikiem ). Istnieją następujące wyznaczniki :

  • kabinett- wino typowe to wino z duża ilością cukru, półwytrawne ( halbtrocken ) . Wina wyrabia się z owoców z normalnego zbioru. Kabinetty, które otrzymałem przed laty w opisywanym na wstępie prezencie, były winami wytrawnymi, ascetycznymi z alkoholem poniżej 10 procent. Obecnie byłyby nietypowe, zatem producent podobnego wina powinien zamieścić na etykiecie napis wytrawne ( trocken ).

  • spätlese – wina robione z gron zebranych w ramach późnego zbioru. Co najmniej półwytrawne albo feinherb ( nieco słodsze od półwytrawnych ). Nie tak jednak słodkie jak amerykańskie late harvest, czy alzackie vendange tardive. Opisywany przez mnie Brauneberger Juffer Sonnenuhr był jednak winem wytrawnym.

  • auslese – wina z wyselekcjonowanych gron, półsłodkie lub słodkie. Typowe wino deserowe i takie zdarzało mi się próbować. Czytałem jednak, że są producenci, którzy robią auslese wytrawne. Takie wina muszą mieć potężną budowę z uwagi na wysoki poziom alkoholu.

  • beerenauslese – słodkie wina wyrabiane z gron zarażonych szlachetna pleśnią. Bywają wybitne. Nie na moją kieszeń.

  • trockenbeerenauslese – słodkie wina wyrabiane z wyselekcjonowanych gron zarażonych szlachetną pleśnią. Trocken w nazwie wyznacznika wskazuje, że owoce użyte do produkcji wina zostały wysuszone ( rodzynki ) przez pleśń botrytis cinerea. Po prostu wspomniana pleśń dziurawi skórki owoców, tak że zbiera się z krzaków gotowe rodzynki. Ceny kosmiczne. Od lat mozelskie trockenbberenauslese ( Egon Müller, Johann Joseph Prüm, Fritz Haag ) dość skutecznie rywalizują cenowo z najdroższymi burgundami.

  • eiswein ( wino lodowe ) – słodkie wino wytworzone z owoców zebranych w czasie pierwszej mroźnej nocy. Obecnie produkcja wina tego typu bywa w Niemczech nieco ryzykowna, ponieważ zdarza się, ze pierwsze mrozy przychodzą pod koniec grudnia lub w styczniu, kiedy owoce do niczego się nie nadają. Piłem bez zachwytu. Jako ciekawostkę należy przytoczyć fakt, że w roku 2016 w winiarni Turnau w woj. Zachodniopomorskim, z odmiany johanniter po raz pierwszy w Polsce wyprodukowano wino lodowe, podobno znakomite. Z lektury przedmiotu dowiedziałem się, że w przypadku win lodowych nie ma znaczenia z czego się je robi, gdyż w gotowym produkcie nie da się odróżnić szczepów.

Rieslingi są raczej wdzięczne w łączeniu z potrawami. Co kilka lat stanowią u mnie uzupełnienie wigilijnego stołu na przemian z węgierskimi furmintami czy austriackimi winami ze szczepu grüner veltliner, bo wina ze środkowej Europy najlepiej pasują do naszych wigilijnych potraw. Poza tym wina białe pijam raczej rzadko.

Na koniec trzeba wspomnieć o polskich winiarzach działających nad Mozelą. Jedno nazwisko wcześniej już padło. Mający częściowo polskie korzenie Roman Niewodniczański należy do czołówki mozelskich winiarzy. Pochodzi z bogatej rodziny, właścicieli znanego zapewne forumowym piwoszom holdingu Bitburger. Jego bracia Jan i Mateusz pracują w holdingu, natomiast Roman kupił podupadłą, sławną niegdyś winiarnię Van Volxem i 3 hektary winnic. Obecnie obszar winnicy sięga około 30ha i wszystko to klasy Grosse Lage albo Erste Lage. Kilkakrotnie przyznawano mu tytuł Winzer des Jahres ( winiarz roku). Miałem okazję spróbować podstawowe wino Van Volxem i trzeba przyznać, że robi wrażenie z uwagi na nietypowe nuty ziołowe. Mentorem Romana Niewodniczańskiego jest numer 1. niemieckiego winiarstwa Egon Müller, zamieszkały po sąsiedzku.

Zupełnie inaczej przebiega natomiast kariera Andrzeja Greszty, winiarza z Kröv. Przed laty przyjeżdżał do Niemiec na winobranie żeby po prostu zarobić trochę pieniędzy. Zajęcie tak mu się spodobało, że zaczął uczyć się zawodu. Gdy już uzyskał odpowiednie kwalifikacje, wydzierżawił kawałek ziemi i zaczął uprawiać winorośl. Z czasem jego winnica powiększała się, a i wina dobrze się sprzedawały. W pewnym momencie jego kariera zawisła na włosku, gdy w pożarze uległy zniszczeniu pomieszczenia gospodarcze. Lubiany przez sąsiadów, przy wsparciu okolicznych winiarzy stanął ponownie na nogi. Na temat jego win czytałem bardzo pochlebną recenzję jednego z czołowych brytyjskich krytyków winiarskich.

Obie winiarnie – Van Volxem oraz Weingut Andrzej Greszta - mają swoje strony internetowe także w języku polskim.

Jutro, zanim kolarze dojadą do mety w Trewirze, będzie można zapewne ujrzeć mozelskie winnice.


#9

Czy to Twoje hobby, czy zawód? Przypuszczam, że 99% Polaków pijących wina nie ma o tym zielonego pojęcia. Ja akurat nigdy win nie piłem i nie piję, ale z ciekawością przeczytałem.


#10

Najkrócej można ująć to tak - skromne hobby weekendowego winopijcy.


#11

A ja postanowiłem, że po dwóch tygodni libacji we Włoszech ograniczę swoją konsumpcję alkoholu tu w Polsce - ale czytając tekst Viatora… otworzyłem butelkę (niestety nie mam niemieckich, więc to było tanie Bolgheri).


#12

No wiesz co Leo… nie chce myśleć jak Twa forma po dwutygodniowej libacji :open_mouth:


#13

Mohorić to dla mnie nowy Vinkokurow.Wcześniej myślałem że takim kimś może być Valgren ale jednak Duńczyk za słabo się wspina.


#14

Mohoric jest świetny. Nawet na zjeździe z wiaduktu by wszystkim odjechał. Naprawdę będę mocno zdziwiony, jeśli nie zdobędzie kiedyś swojego trzeciego złota mistrzostw świata. No ale Dumoulin też ładnie wygląda. Myślałem, że przyjechał na wakacje, a on chce tu powalczyć.


#15

Mohorić jak Wino?

Z jakiego okresu?


#16

Ależ pecha miał dziś Roelandts. Wygrałby ten sprint, kurka wodna. Ale farta też trochę miał, bo mogło się skończyć niefajnie…


#17

Co sięstało Roelandsowi?


#18

Kraksę spowodował chyba Konrad. Najgorzej to chyba wyglądał upadek Kämny, ale ponoć dojechał do mety o własnych siłach więc może nic poważnego się nie stało.
Ciekawi mnie czy była dziś na etapie jakaś strefa ochronna na 3 km przed metą?
Edit:
Ok, są wyniki GC i Tom ma 10 s. straty, zatem musiała być neutralizacja.


#19

Mohoricz wygrywa wyścig. Obronił się dziś ale miał problemy na ostatnim podjeździe a to tylko 1,5 km i 7,3 %, więc do Wino jeszcze mu dużo brakuję :wink:
Schachmann przez moment jakiś niezdecydowany, aż Dumoulin musiał mu przypomnieć że walczy o wygraną. Myślę że gdyby podjazd miał te 300 m więcej to Niemiec by wygrał.


#20

Trochę mnie zastanawia, że Mohoric mimo tak nienagannej techniki, nieźle umięśnionej sylwetki i 70 kg wagi, mimo wszystko przeciętnie jeździ na czas. Ktoś podziela moją refleksję?