Doping i Polityka


#63

Dokładnie bardzo dobry film daje mniej więcej do myślenia o całym sporcie.


#64

Mnie za to trochę bawią opinie o tym filmie. Szczególnie na forum kolarskim. Ja oglądając go zobaczyłem dokładnie to, czego się spodziewałem. Układy, powiązania z rządem, pieniądze itd. Nic zaskakującego. Łącznie z “polowaniem” służb na tego rosjanina.


#65

(UWAGA, SPOILERY!)

To lepiej oglądać, nie wiedząc, co tam będzie, jak ja zrobiłem. No i nie, w filmie rzekomo (na początku) o próbie stosowania dopingu w kolarstwie amatorskim (!), nie spodziewałem się seryjnego zabicia ludzi i gier politycznych na najwyższym poziomie.


#66

Fakt. Przed obejrzeniem wiedziałem, że akcja się rozwinie, ale nie o to do końca mi chodzi. Bardziej mnie dziwią komentarze typu:

Po prostu myślałem, że akurat na forum kolarskim świadomość stopnia organizacji dopingu jest większa.


#67

Ja się tu męczę podczas gdy Landis tłumaczy w paru słowach…


Teraz nawet nie jestem przekonany, czy cokolwiek to dało. Nikt z kierownictwa za to nigdy nie zapłacił. Przekazaliśmy wszelkiego rodzaju informacje na temat USA Cycling… wszyscy o tym wiedzieli i w tym siedzieli, a WADA po prostu odmówiła zrobienia czegokolwiek w tej sprawie. Zależało im wyłącznie na usadzeniu sportowców. Jestem tym rozczarowany, więc cieszę się, że to koniec sprawy

Dokładnie tak! Doping to Polityka.


#68

Oczywista oczywistość. Rączka rączkę myje, a karuzela kręci się dalej.


#69

Tym razem nie o dopingu w kolarstwie, a o wątpliwym przypadku w futbolu. Że kilku klientów Fuentesa to piłkarze to dość znana sprawa.Tym razem jednak za Football Leaks podaję"

Było tak. W niedzielę, 4 czerwca 2017 r., buteleczka zawierająca 110 mililitrów moczu Sergio Ramosa dotarła do laboratorium antydopingowego w Seibersdorf w Austrii. Nosiła numer 3324822 i przybyła z Walii. Piłkarza poproszono o oddanie moczu po finałowym meczu z Juve. Pobrano mu także krew. W Cardiff Real Madryt i Stara Dama walczyły o Puchar Europy.
Miesiąc później szef laboratorium badającego próbkę wysłał raport do UEFA. Poinformował, że w moczu piłkarza znajdowały się śladowe ilości deksametazonu, który oprócz działania przeciwzapalnego i przeciwbólowego pomaga zwiększyć koncentrację i pobudza zmysły. Może wprowadzić organizm w stan euforii. Zasady określone przez Światową Organizację Antydopingową są jasne. Deksametazon można zastosować, ale lekarz klubowy ma obowiązek poinformować o tym Komisję Antydopingową. Jeśli tego nie zrobi, a substancja zostanie wykryta u gracza, zostaje to uznane za stosowanie dopingu.
Lekarz Realu tego nie zrobił.
Obowiązkowo w raporcie załączonym do próbek gracza “kontrolowanego” należy wypisać listę leków jakie zażywał w ostatnich 7 dniach.
Sprawa nigdy nie ujrzała światła dziennego, została zamieciona pod dywan, co kładzie cień na walce UEFA z dopingiem. Oczywiście Real Madryt został poproszony o wyjaśnienie sprawy i lekarz klubowy wysłał list, w którym tłumaczył, że to jego błąd. Poinformował, że zrobił Ramosowi także zastrzyk z leku o nazwie Celestone Chronodose w ramię i kolano, ponieważ gracz cierpiał na urazy tych części ciała. Ten lek ma działanie również przeciwzapalnie. I jest zakazany przez Światową Organizację Antydopingową.
Ramos długo nie mógł się wysikać (częsty problem u piłkarzy po meczach, podaje im się więc piwo bezalkoholowe). W pokoju Komisji Antydopingowej pojawił się tuż po ceremonii wręczenia pucharu. Po północy oddał mocz. W międzyczasie odwiedzili go były Król Hiszpanii, Juan Carlos i premier.
Lekarz Realu wziął wszystko na siebie, przyjmując rolę kozła ofiarnego. Poinformował UEFA, że to był błąd ludzki i nigdy nie miał zamiaru naruszać przepisów. W odpowiedzi dostał pouczenie, aby zachowywał najwyższą ostrożność następnym razem i nie popełniał podobnych błędów.

Rozstrzygnięcie przypomina casus Froome’a. Polityka, a co za tym idzie pieniądze chyba decydują o wszystkim. Za podobny błąd ludzki w postaci zmiany Bereszyńskiego Celticowi dano walkower co skutkowało awansem Szkotów do następnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, groteskowa niespójność A najlepsze w tym wszystkim jest to, że informacja o Ramosie wcale nie wisi na wszystkich nagłówkach w serwisach sportowych, tak jak to w przypadku kolarzy bywało.


#70

@zulu nie będę tu pisał czy się z Tobą zgadzam, czy nie, bo pewnie w paru kwestiach tak, a w innych nie - ale: jak już tyle różnych postów przedstawiających swoją opinię zdołałeś napisać, może warto byłoby swoje przemyślenia przelewać na jakiegoś (mikro)bloga? Temat raczej nie wyczerpany[sic!], więc zawsze to jakiś świeży temat, a widać że masz do tych kwestii swego rodzaju pasję, więc czemu nie :wink:

Odnośnie Ramosa to pikarze to nie sportowcy, więc w sumie po co kontrole :thinking::stuck_out_tongue_closed_eyes:


#71

Dzięki Greek, ale ten temat jest trochę wąski, tutaj świetnie pasuje no i też regularnie ludzie zaglądają, jest dyskusja.

Ale skoro już to pchnąłeś to coś napiszę :stuck_out_tongue:
Zacznę od tego że generalnie udzielam się w Sieci, gdzieniegdzie mnie nawet nieźle znają choć pod innym pseudo. Piszę zwykle na tematy polityczne i też tym się interesuję. Wyścigi kolarskie są dla mnie takim fajnym odprężeniem. Przy czym oczywiście jest to bardzo fajny sport o paru wymiarach. Trzeba się wkręcić by zrozumieć wiele niuansów. I kolarstwo byłoby naprawdę świetne gdyby nie oczywiście polityka :angry: :wink:
Nie da się od niej uciec… Są sporty bardziej polityczne i mniej polityczne. Dużo zależy też od specyfiki narodowej. W każdym razie jak wiemy sport już dawno temu został upolityczniony. Olimpiada u Hiltera czy w Moskwie. Piłka nożna u Mussoliniego czy w Anglii w 1966 :wink: A jak wygląda ten temat w kolarstwie? Wiemy że też. Ważny np. był okres po I czy II WŚ.
Ale wydaje mi się że kolarstwo, jak zresztą niedawno wspomniałem, ma pewną szczególną cechę, która sprawia że świetnie wpisuje się w obecne nurty polityczne a nawet można na nim obserwować obecne światowe przemiany.
Kolarstwo jest bowiem sportem globalnym z jednej strony ale z drugiej obecnie dość specyficznym narodowościowo. Mam tu na myśli że drużyny i ich zawodnicy i liderzy coraz luźniej są związani z jakimś konkretnym krajem. Przeciwnie. Obserwujemy że wiele drużyn pragnie mieć spory przekrój narodowościowy by przyciągnąć kibiców z całej Europy a nawet świata. Ma to oczywiście podłoże korporacyjne i sponsorskie. Globalne korporacje wydają się świetnie pasować do globalnego kolarstwa i na odwrót. W tym momencie aż trochę dziwi że czasem tak trudno znaleźć sponsora.
Tak czy owak w kolarstwie widać pewną charakterystyczną rzecz, przemianę, która jest wspólna do świata i kolarstwa:
I świat i kolarstwo stają korporacyjne raczej niż narodowe. Korporacje rozdają karty, coraz bardziej (jawnie) przejmują zadania kiedyś realizowane przez rządy.
I tak np. kiedyś rząd musiał się troszczyć o sportowe przekręty i kasę na korzyść zawodników swojego kraju a dzisiaj robi to korporacja. Ot choćby Orlen na rzecz Kubicy. A w kolarstwie Sky na rzecz… samej siebie. To korporacyjne pieniądze i układy sprawiają że ktoś ma lepszy doping a jego wpadki są tuszowane.

Oczywiście, obecnie jesteśmy na etapie przejściowym. Sky lubi Brytoli, Movistar Hiszpanów. Ale i jedni i drudzy wyraźnie otwierają się na inne narodowości. I tylko kwestią czasu wydaje się być kiedy narodowość będzie drugorzędna. A na pierwszym miejscu korporacyjne logo.
No i właśnie kolarstwo jest pod tym względem w awangardzie. Z samej swej globalnej, uniwersalnej natury. Co z jednej strony powinno sprawdzić że jednak znajdą się sponsorzy a z drugiej że przekrętów będzie więcej, skoro popularność i bycie polityczna awangardą przyciągnie kasę.
Ewentualnie może zdarzyć się też tak że korporacje podzielą między siebie strefy wpływów. Np. dzisiaj Skandynawowie a zwłaszcza Norwegowie ze swoją ekipą astmatyków są uprzywilejowani w biegach narciarskich. Czemu więc np. takie Sky miałoby nie mieć swojego narodowego (czyli korporacyjnego) sportu w którym będzie dominować. Tak jak np. Ferrari czy Mercedes mają swoje F1 i nie ma znaczenia że tylko kilku kierowców walczy o zwycięstwo. Ot takie są korporacyjne reguły…
No i właśnie. Ciekawe jak to się potoczy w kolarstwie. Bo z pewnością ta korporacyjna strona będzie coraz silniejsza. No i zawsze jest szansa że kilku większych graczy, tak jak kiedyś w Rzymie w przypadku wyścigów rydwanów, będzie musiało zadbać o w miarę równe traktowanie bo inaczej po co wchodzić w przegrany interes? Np. do kolarstwa skoro i tak TdF wygrać musi Sky?
To też jest jakaś szansa, aczkolwiek możemy się domyślać że takich układach tak naprawdę my już nie będziemy znać prawdziwych reguł gry, która będzie się też toczyć na innych polach walki. W laboratorium czy kancelariach prawniczych.

Tak to zdaje się wyglądać. A my zobaczymy co z tego wyniknie.


#72

Bardzo ciekawe badania. Może to oznaczać, że w praktyce doping jest nie do wykrycia


#73

Jakby nie patrzyć idealne wpasowujące się w filozofię „marginal gains”. Troszkę tu troszkę tam i jedziemy z tym koksem…


#74

Ciekawi mnie czy informacja o wycofaniu się Sky ze sponsorowania jest częścią układu zawartego by ratować Frooma po wpadce z salbutamolem. Wszyscy, drużyny itd. jakoś gładko to przełknęli. To było naprawdę dziwne. Jeśli jednak powiedziano im że to już koniec to mogli podejść do tego z większym spokojem. Sky osiągnęło co miało osiągnąć. Froome ma już swoje lata i swoje kaprysy takie jak np. wygranie 3GT z rzędu zaspokojone. Sensu ciągnąć dalej tego nie ma. No bo czemu miałoby to służyć?


#75

TdF Stara Dziwka :wink:

A może Kurtyzana?
Już od dawna myślałem o tym tekście ale teraz w sumie jest dobra okazja. By napisać że właśnie tak odbieram ten wyścig. Wszyscy się podniecają, Kurtyzana jest mistrzowsko odpicowana, ma te wszystkie świecidełka i tłumy klakierów, którzy ciągle podkreślają że tak, to właśnie ona jest naj. Najwspanialsza, najbardziej pożądana, to właśnie nią każdy by chciał mieć.
Ludzie się trudzą, marzą, śnią o niej. Dla zwykłych fanów jest jak królowa organizująca widowiskowy wyścig rywali do jej łóżka. Dla pretendentów jak nieosiągalna kobieta, przedmiot westchnień tłumów.

Ale przecież nie zmienia to faktu że tak naprawdę wciąż jest jedynie dziwką, którą można mieć za pieniądze. Tylko nie za byle jakie pieniądze. I to ją właśnie wyróżnia. Tu są potrzebne duże pieniądze i duże „umiejętności”. Takie jakie miał Armstrong czy teraz Sky. Masz te pieniądze więc możesz poczuć się jak król, zdobyć ten podziw tłumów.

I choć gdy już uda ci się to zrobić to możesz dostrzec że tak naprawdę zdobyłeś odpicowaną niemożliwie zwykłą pospolitą lansiarę łażącą w podartych ciuchach szpanującą gołym tyłkiem. Wcale zresztą nie takim fajnym … Ale przecież nie możesz się do tego przyznać. Dlatego brniesz w to dalej. Zwłaszcza że przecież sam jesteś dokładnie taki jak ona! Oszukany. Odpicowany za pomocą nowoczesnej chemii i stojącymi za nią pieniędzmi. Po prostu para warta siebie.

A przecież o nic innego nie chodzi. Jak o ten Wielki Lans. Te kłaniające się tłumy. Ten podziw ludu. To się liczy. Dziwka może i stara. Niezbyt ładna. Upierdliwa. Z każdym rokiem coraz bardziej nudna i brzydsza :slightly_smiling_face: Tylko cóż to znaczy wobec tego całego przepychu, który teraz stał się twoim udziałem.

Najważniejsze jest że przecież tyle osób o niej marzy a tylko ty ją masz. Marzy np. taki Kwiatkowski, marzą inni. Powoli usychają na wskutek tych marzeń podczas gdy ty patrzysz na to z góry rozdając wszystkim pobłażliwe uśmiechy urzędującego władcy. Najlepszego, najwspanialszego, dobrotliwego ale w końcu tego jedynego, tego najbardziej właściwego mającego prawo znaleźć się na tronie :grinning:

Tak jest i będzie.
No chyba że w końcu ludzie przestaną marzyć, pójdą po rozum do głowy i poszukają sobie innych fajniejszych lasek :wink:


#76

Pamiętam, że kiedyś popełniłem podobny w tonie tekst o “olewaniu Unibetu” przez wielkie toury :wink: Nie posłużyłem się wprawdzie metaforą, ale wymowa musiała być podobna :wink:
Dlatego nie wypowiem się o kurtyzanach.


#77

Jak Sky zabiło kolarstwo

Tytuł według mnie nie jest nadmierną przesadą. Owszem kolarze się ścigają itd. Ale mimo wszystko Sky jak się wydaje zabiło to co naprawdę jest ważne. Coś prawdziwego i pozytywnego.

Do tego tekstu zainspirował mnie rzut oka na wyniki TdF z 2012. Nie oglądałem wtedy wyścigów, nie znałem więc tej historii. Która przecież mówi sama za siebie: Wygrał torowiec Wiggins przed wtedy właściwie zupełnie nieznanym Froomem. Jak to się stało że torowiec tak dobrze jeździł w górach. Jak to się stało że Froome szalał w górach by być lepszym w czasówce od Cancellary?
A stało się to tak że pojawiło się Sky ze swoim projektem doprowadzenia Brytyjczyka do zwycięstwa w TdF. Projekt zakładał dłuższą obecność, stopniowe osiągnięcie celu. Jednak zwycięstwo Wigginsa a potem seria Frooma przyszła szybko. Jakoś zadziwiająco łatwo przyszło to Sky. Jak im się to udało?
Dzisiaj wiemy sporo na ten temat.
Jedną z tych rzeczy było „marginal gains”. Elegancki frazes określający jasną dyrektywę J. Murdocha: Macie chwycić się wszystkiego co się da by osiągnąć cel.
Oczywiście, „wszystko” można zrozumieć różnie. Np. wszystko co dozwolone. Wszystkie te drobne rzeczy, które mają pomóc w zwycięstwu. Można to odebrać pozytywnie. Ale czy jeśli to „wszystko” obejmuje też np. niewpisane na listę dopingu środki to jest to ok? Czy jeśli obejmuje naciąganie przepisów, korzystanie z wszelkich furtek to jest ok? Gdzie jest granica owych „marginal gains”.
W przypadku Wigginsa wiemy że owa granica była daleko. Nie tylko korzystał z furtek znanych pod nazwą TUE ale wyraźnie było coś jeszcze więcej sądząc ze znanej historii dotyczącej walizki z nieznanymi specyfikami krążącej po Europie, zaginionych danych itd.
Jasne jest że Sky i J. Murdoch nie poczuwali się do jakichś specjalnych ograniczeń. Przeciwnie. Od początku chemia stanowiła bardzo istotny punkt programu Sky. I raczej nie jest to dziwne gdy się poczyta o dziecku sukcesu czyli J. Murdochu. Który najwyraźniej uznał że jego przedsięwzięcia będą przynajmniej tak efektywne jak jego ojca. Co naprawdę jest poważnym wyzwaniem. Dlatego też J. Murdoch został przyłapany na różnych niecnych uczynkach co kosztowało go też co nieco.

O ile jednak w biznesie trafia się na podobnych twardych zawodników to w przypadku kolarstwa akurat trafił na coś przeciwnego. Kolarstwo, po wielkich problemach postanowiło na serio zrealizować ideę czystego sportu. A J. Murdoch ze swoim Sky ideę tą zabiło.

Zwycięstwo Sky w 2012r nie było jedynie wynikiem skuteczności filozofii „marginal gains” samej w sobie. Lecz też wynikiem braku konkurencji w tej filozofii. Podczas kiedy inni być może uwierzyli w walkę z dopingiem lub przestraszyli się efektywniejszych sposobów wykrywania dopingu, Sky nic sobie z tego nie robiło. Mieli czysty teren na którym mogli zaszaleć. W sytuacji kiedy inni wyraźnie się ograniczyli, wystarczyć mogło niewiele by zwyciężać. I tak taki Froome, człowiek, który właściwie nigdy nic wcześniej nie pokazał okazał się nagle mega góralem i czasowcem.
„Marginal gains” okazało się takie skuteczne. Nie trzeba było wiele by zostawić w tyle całą resztę.

Oczywiście dyrektorzy sportowi, nie są w ciemię bici. Zwłaszcza że sami pewnie widzieli dużo więcej niż my sobie wyobrażamy. Dla nich sprawa była oczywista:
Wracamy do tego co było.
Czyste kolarstwo to bzdura! No bo jaki ma to sens kiedy torowiec i noname wygrywają Tour?
I tak ledwie się zaczęło. Ledwie ktoś tam zdążył wziąć na serio ten cały medialny przekaz, jak to teraz ma być czysto. To się skończyło.
Dalszą historię znamy. „Marginal gains” musiało sięgać po coraz więcej aż wreszcie balon pękł, ktoś coś pomieszał, poczuł się zbyt pewnie, Froome został złapany na mega dawce salbutamolu. Po czym by postawić tą kropkę nad i, został uniewinniony.
Doping, ściema, przekręty wróciły już oficjalnie.

Ale w między czasie zdążyły niestety poprzewracać w głowie wielu ludziom. I kolarzom i kibicom. No bo co. Skoro TdF mógł wygrać Wiggins, Froome czy Thomas no to co? Każdy może wygrać!
Czemu nie Kwiatkowski?
Oczywiście że może. Tylko że ten kij ma 2 końce. Skoro każdy może wygrać to czemu akurat Kwiatkowski ma wygrać?
Skoro nie ważne jest czy twój organizm czyni z ciebie torowca, czasowca, górala czy klasykowca?
Kwiato może wierzyć. Kibice mogą wierzyć. I oglądać to teraz na żywo.

I tylko kto tam pomyśli że teraz kiedy każdy może wygrać TdF, także Michał właśnie, to coś zostało w kolarstwie zabite.


#78

Ja akurat pamiętam TdF 2012 i była to chyba jedna z najnudniejszych edycji jakie widziałem (na żywo) w tv. Według mnie sam doping (jeśli oczywiście był) nie doprowadził do tej wygranej.
Warto wspomnieć że ASO wtedy zrobiło trasę pod Sky i Wigginsa, gdzie było 100 km ITT i beznadziejnie zaprojektowane etapy górskie z metą po zjeździe. Powodem tego zapewne było wejście ASO na rynek brytyjski (wyścig w Yorkshire, start TdF 2014) i popularyzacja kolarstwa, a do tego na początek idealnie się nadawał rodowity Anglik w barwach brytyjskiej grupy wygrywający Wielką Pętle.


#79

Tak, słyszałem że trasa była pod Wigginsa. Tylko że i tak pewnie niewiele by mu to dało gdyby nie TUE i tajemnicza walizka. Podobno umierał w górach, jak twierdzi Froome, który z kolei latał jak motylek.


#80

Wiggo juz wcześniej coś tam pokazywał w górach przed przejściem do Sky. Zapamiętałem go choćby z TdF 2009 gdzie był liderem na wyścig w poprzedniej ekipie (Garmin) no i był 4 w GC (teraz już na pudle :wink: ), więc nie był to taki zawodnik jak Froome czyli zupełnie nic nie znaczący wcześniej.
Do tego słaba konkurencja. Nibali jeszcze wtedy nie był chyba tak mocny jak w 2013 i 2014 w górach co w dodatku przy tej ilości czasówek i niezbyt trudnych jak nawet na TdF górskich etapach
i Sky z Frumim który pewnie był najmocniejszym zawodnikiem TdF 2012 powodowało że miał niewielkie szanse na wygraną czy nawet na wyrównaną walkę z Wiggo.
PS. Choć wtedy w 2009 na TdF Vande Velde był chyba liderem i potem się chyba wycofał i Wiggns walczył o GC ale dokładnie tak nie pamiętam jak było z tym liderowaniem w Garminie.


#81

N o, a potem jeszcze na Vuelcie 2011 ładne jechał


#82

Na cyclingnews ciekawy tekst


Nie znałem historii ale kto wie czy nie wynika z niej że Lappartient już dawno sprzedał swoją duszę i lubił mieszać swoimi brudnymi paluszkami w kolarstwie.
W skrócie chodzi o to że był sobie Christophe Bassons, kolarz który jeździł w Festinie i był wrogiem dopingu. Nie siedział cicho, lubił gadać co o tym myśli. Co nie podobało się Armstrongowi i spółce. Co kosztowało Bassona udział w TdF i w ogóle zawodową karierę kolarską. Po jej zakończeniu chłopak jeździł amatorsko. I na jakimś takim wyścigu wezwano go na kontrolę mimo że z powodu jakiegoś defektu/niedyspozycji zjechał z trasy 20km przed metą i udał się do domu. Po 2,5 godziny dowiedział się że został wyznaczony do kontroli. Powrót generalnie nie był już zbyt możliwy. Nie stawił się, dostał rocznego bana.
Ogólnie wyglądało to na czystą złośliwość i próbę jego dyskredytacji. Gdzie swoją istotną rolę odegrał francuski związek kolarski, którego szefem wtedy był Lappartient. Bassons skierował sprawę do sądu. A teraz, po 6 latach, wygrał.