Doping i Polityka


#21

Wymień mi nazwisko chociaż jednego zawodnika z kilkoma monumentami lub wielkimi tourami którego jesteś pewny że wygrywał na czysto?Coś się obawiam że takiego w twoim mniemaniu niema.Nie ważne czy to z lat trzydziestych 20 wieku czy z roku 2011.


#22

Chyba chodzi o to, że Zulu inaczej rozumie “doping”. To znaczy nie wiem dokładnie jak, ale inaczej niż my. Bo my chyba rozumiemy tak, że jak coś jest w dozwolonych granicach, to jest w porządku. Nie mamy wątpliwości, że “coś” zawsze jest, bo bez tego to można sobie podjeżdżać koło mojej chałupy, w niedzielę tam Alan Banaszek pokonał wszystkich na ciężkim podjeździe. Nie ma zawodowego sportu na samym zdrowym żarciu i odżywkach z apteki, nie róbmy sobie jaj, jeśli łaska. Natomiast wiara w jakieś laboratoryjne metody hodowlane to przesada, jest dosyć młodych o odpowiednich predyspozycjach, żeby z setki jeden był po 10 latach jak Geraint Thomas. Trafił w dobre ręce i tyle, inni trafili do dyletantów. Z tych 20 młodych angielskich torowców, ktorych oglądałem przez tydzień i nie pamiętam żadnego nazwiska, może któryś zrobi karierę na szosie, a może nie. Oni mają takich 20 w każdym roczniku, oto wielka tajemnica wiary. Mają system i pieniądze, nie muszą hodować mutantów. A u nas zapluskwione kluby z wąsatymi terenerami i polską myślą szkoleniową, a potem zamiast 20 w każdym roczniku jest jeden Szymon Sajnok co 10 lat. Dalej mam tłumaczyć?


#23

Częściowo masz rację co do mojego pojmowania dopingu. Generalnie cała chemia dla mnie jest dopingiem. Ale to nie wszystko. Po prostu kasa i układy sprawiają że jedni mają doping lepszy a inni gorszy i to jest aspekt, który mnie najbardziej wkur… To że ja chciałbym podziwiać autentycznego mistrza a nie też jego sztab, plecy itd.
Uważam też że Sky ma coś więcej. Nie jest dla mnie normalne jak ci angielscy torowcy szaleją potem w górach. Z Thomasem, który według mnie na ostatnim TdF był po prostu o klasę lepszy od całej reszty. I w górach i na czas.
Uważam też że w chemii, jak też w innych działkach technologii, mamy ciągle postęp. I nie widziałbym np. nic dziwnego w tym że np. Sky ma coś ekstra. Coś co naprawdę prawie każdego kolarza dałoby rady wynieść na podium TdF a w przypadku minimalnie większych umiejętności uczynić zwycięzcą.
To coś w sumie może nawet nie być nielegalne. W tym sensie że jest nieznane i nieobecne na listach niedozwolonych środków. Tylko co to zmienia?

Powtórzę jeszcze raz. Sami widzimy jak często jak nieduże różnice decydują o wygranych w GT. Dlatego nawet niewielka przewaga dopingowa/technologiczna robi wielką różnicę. Dlatego tak łatwo uczynić z jednych mistrzów a z innych przegranych. Dlatego tak bardzo mnie to wnerwia. Że jakieś ludki tam sobie wygrywają choć powinni przegrać. Samo to jest złe. Ale Sky jeszcze mocniej przekracza tą granicę. Oni naprawdę potrafią jak na mój gust stworzyć zwycięzcę TdF.
I tylko właśnie żal patrzeć jak w tych okolicznościach Kwiatek, który faktycznie może być autentycznym talentem, na miarę podium TdF, jest sztucznie stawiany w drugim szeregu za Thomasem, który nigdy przecież niczego nadzwyczajnego nie pokazał!
A wszystkie jego sukcesy są związane z tym całym brytyjskim programem kolarskim, który jest ściśle zespolony z drużyną Sky (ci sami ludzie, lokalizacja). Thomas można powiedzieć jest wręcz modelowym przykładem chemicznej kreacji mistrza. Najpierw na torze a potem na szosie.
Oczywiście, nie znaczy to że byłby złym kolarzem ogólnie. Ale łatwo można sobie wyobrazić że z w innych warunkach nie miałby nawet startu do Kwiatka.
Na tym to właśnie polega.
A jeśli nawet ktoś się z tym nie zgadza, to i tak nie ma możliwości uczciwej weryfikacji. Aczkolwiek fajnie byłoby zobaczyć jak Thomas przechodzi do BMCCC i jak się tam prezentuje…


#24

Ale czy kiedyś w F1 nie jeździli ludzie z wielkim portfelem lub wspierani przez różne firmy? Jeździli. To w jaką stronę poszła F1 w mojej opinii nie różni się w żaden sposób od innych medialnych sportów. Komercjalizacja sportu oraz optymalizacja zysków następuje od wielu dekad i można chyba to uznać za znak naszych czasów. Mi to w żaden sposób nie przeszkadza ponieważ odbieram sport jako rodzaj widowiska gdzie liczą się wrażenia wizualne.


#25

Chyba słowa Thomasa że w innej drużynie nie miałby realnej szansy obrony TdF mówią wszystko


#26

F1 polega na stworzeniu dobrze działającej maszynki, zbudowanej z wielu trybików. Chodzi o to żeby nią dobrze zarządzać i dobierać elementy. Kierowca nie tylko prowadzi - pracuje też nad rozwojem samochodu. Jeśli jest on zdolny pod tym względem i jednocześnie dobrze dogaduje się z inżynierami (którzy jednocześnie również znają się na temacie) to pozwala to tworzyć pojazd lepszym. Wspólną pracą. Oczywiście jest też potrzebny dobry główny projektant. Wszystko musi działać sprawnie, a budżet nie jest absolutnie głównym czynnikiem - jest tylko elementem.
Toyota miała największy budżet w 2008 roku i drugi co do wielkości w 2009 - a w 2010 już jej nie było, bo wyniki były zbyt słabe.
Na sezon 2009 najlepsze auto przygotował Brawn ze śmiesznym budżetem w porównaniu do najbogatszych.
Teraz w dołku są dwa legendarne zespoły - McLaren i Williams.
To pokazuje, że w F1 nie ma odgórnej dominacji, układu. A o tym kto wygra decyduje ogromna liczba czynników organizacja, itd. Oczywiście nie decyduje fizyczność - ale myślę, że nie można się nie zgodzić z tym, że rozwiązywanie problemu optymalnej współpracy, doboru zespołu jest w pewien sposób piękną sprawą :slight_smile: A że nie tylko o fizyczność chodzi - na przykład w szachach też nie ona decyduje. Uprzedzając - rozumiem, jeżeli ktoś nie uznaje szachów za sport. Sam za sportowców nie uznaję kopaczy.

A kolarstwo - no cóż, mnie nie ekscytuje zastanawianie się 2 miesiące przed TdF kto go wygra, tylko oglądanie z etapu na etap, śledzenie wydarzeń, obserwowanie że wczoraj X dołożył Y, dzisiaj Y mu się zrewanżował i ciekawe co się wydarzy pomiędzy nimi jutro? Do tego śledzenie na forum co myślą o tym inni zainteresowani. Wydaje mi się, że takie zainteresowanie na bieżąco, skupienie się na analizach powoduje że już nie mam miejsca na to, żeby się zastanawiać kto co bierze i ile :slight_smile: (Przyznam się, że takie dywagacje często uskuteczniałem, ale gdy sam startowałem :smiley: )
Może więc takie podejście byłoby rozwiązaniem?


#27

Toyota. Z tego co kojarzę to ona miała naprawdę leszczy w składzie. Oczywiście że kierowca jest ważny ale sam musisz przyznać że dużo mniej ważny niż samochód. O czym świadczy choćby właśnie Brawn, gdzie Button nigdy nie był uważany za jakiegoś mistrza ale dostał samochód z dyfuzorkiem i odjechał.
Albo Alonso. Bez wątpienia mistrz kierownicy, który rezygnuje z F1 po wielu latach nietrafionych foteli wyścigowych.

No i właśnie o to biega. F1 jest oczywiście ekstremalne ale pokazuję ideę: dużo większe znaczenie ma ekipa i zaplecze (niekoniecznie czysto finansowe) niż sam kierowca. Zwłaszcza znaczenia nabrało to w epoce idiotycznych opon Pirelli kiedy to Fernando określił, kierowcy stali się pilotami ciężkich samolotów pasażerskich, ograniczeni do przełączania guzików i manewru startu czy lądowania (wyprzedzania DRS) niż jak kiedyś zmuszeni do ciśnięcia. Na Pirelli ciśnięcie już się nie opłacało.
Dzisiaj mamy tatusiów wsadzających w fotele synków i inne takie. To jest sport, rywalizacja? Kogo? Naprawdę mam wierzyć że Stroll i Sirotkin należą do najlepszych kierowców świata bo ścigają się w najbardziej prestiżowej serii?

Właśnie tego chciałbym uniknąć w kolarstwie. Gdzie prawie pełną kontrolę ma właściciel. Na tyle dużą że, na tyle jego zespół ludzi ma duże znaczenie że może sobie pozwolić na zatrudnienie jakiegoś leszcza w drugim fotelu byle tylko ten właściwy pupil był lepszy. Typowe np. dla karier Hamiltona, Vettela.

Niestety w takim sporcie jak kolarstwo jest to możliwe. Gdyż doping robi naprawdę kluczową różnicę. Inaczej np. jak w piłce nożnej. Tam też oczywiście wpieprzają. Ale doping nie zrobi z ciebie mistrza techniki. I dlatego tam właściciel musi szanować zawodnika. Jeśli chce mieć wielki zespół, musi zatrudnić naprawdę dobrych graczy. Tam właścicielowi ciężko przyćmić graczy. Oni nadal będą stanowić o sile gry. Oni nadal mogą stawiać jakieś warunki. Zostawać gwiazdami dzięki swojemu talentowi.
A tutaj? Przychodzi sobie taki synek Murdocha i stwierdza że zrobi z Brytoli zwycięzców TdF a swój zespół, swoje Sky dominatorem. I robi to. I nie potrzebuje szukać talentów. Nie potrzebuje Kwiatka. Może zrobić to tak czy owak.


#28

Nikt nie ma w to wierzyć, ale właśnie chciałem pokazać, że ta dyscyplina polega nie na tym, że walczy jedna osoba tylko zespół ludzi. To sport zespołowy, w znacznie większym stopniu niż kolarstwo. Po prostu wyobraź sobie, że to taka piłka nożna, i jak masz mecz Real - Barcelona to na górze przy wyniku nie ma RMA - FCB tylko RON - MES. Rozumiesz o co mi chodzi? :wink:

PS. Szanuję za stanowisko ws. Vettela :wink:

E: w zasadzie w F1 jest coś co można nazwać “układem”, a chodzi o “świętokrowstwo” Ferrari. Choć nie ma to wiele wspólnego z pieniędzmi. Najciekawsze, że działa to oficjalnie.


#29

I całe szczęście, że coś takiego istnieje!


#30

a jak się objawia to świętokrostwo?


#31

Ferrari może wetować zmiany w regulaminie sportowym i technicznym.


#32

aaa to nie wiedziałem :open_mouth: a inni nie mogą?


#33

Nie. ( 20 zn.:roll_eyes:)