Doping i Polityka


#41

Ok, myślę że Nibali długo na nim nie pobędzie. Yates faktycznie jest lepszym kandydatem :stuck_out_tongue:
Valverde jednak nie. Po pierwsze: nie jest hipokrytą. Jak sam ładnie ujął: Ludzie nie kojarzą że woda płynie pod mostem. Czy coś takiego. Po drugie miał karę, nie musi i nie będzie się krygować na niewinną panienkę. No i po trzecie on jednak ma ten talent. Nie jeździ się tak dobrze w takim wieku. No i ma swoją specjalność. Nie jest człowiekiem od wszystkiego. Można go wytłumaczyć naturalnie. Ok. Może i bierze ale zdecydowanie nie jest moim kandydatem na podium.
To miejsce dla takich niewiniątek jak Nibali i Dumoulin właśnie.


#42

Czyli jak rozumiem gość który nie był podejrzewany o doping i zanotował jeden “dziwny” GT jest gorszy od faceta który nie przyznał się do udziału w Aferze mimo że paru innych zdobyło się na ten gest, dostał trochę dziwną karę a teraz twierdzi że to przeszłość o którą nie ma co pytać ?

I dziwniejsze jest to Giro 2016 u faceta który raczej jest modelowym przykładem systematycznego rozwoju zawodnika kroczek po kroczku, szczebelek po szczebelku od faktu że zawodnik co najmniej 10 sezonów a ostatnie będąc blisko czterdziestki śmiga na wysokim poziomie od Marca do Września ?


#43

Nie zapominaj kilku faktów:
a) w jakiej grupie Nibali się ścigał podczas Giro 2016.
b) Jaka była otoczka przed Giro, tzn. wysyłanie publicznych listów między dyrektorem sportowym a Nibalim.
c) ile wpadek dopingowych było w “młodzieżowej” wersji tej grupy. I cały ten cyrk przy próbie zabronienia startów tej drużynie w wyścigów - co było zgodne z “regulaminem”.
d) no i kto był dyrektorem sportowym tej drużyny na początku jej istnienia, czyli stworzył podwaliny tej pięknej grupy kolarskiej.

Rozumiem, że idziemy w standardowy przypadek, gdzie cała drużyna łacznie z dyrektorem sportowym na czele śmierdzi “dopingiem” na odległość, ale jej lider - czysty jak łza - nic nie wiedział :slight_smile:

edit:
e) no i te “pomówienia”, że osobisty trener Nibalego współpracował z “doktorem Zło”.

Jasne Nibali’ego pewnie nikt publicznie nie oskarżył o doping, ale jego najbliższe otoczenie to zupełnie co innego.


#44

Nie zapominam, co do Slongo można tak potraktować każdego. Nie mówię też że Nibali na pewno jest czysty i dam sobie za niego coś odrąbać.

Chodzi o to że stawianie za lepszego od niego Valverde który się zachował się jak zachował w 2006 i później jak CONI nałożyło karę a teraz ma podejście jakie ma jest dla mnie dziwne. Bo to jednak Hiszpan za doping wpadł i kariera Hiszpana jest bardziej abnormalna niż kariera Nibalego.

Tak jak pisałem jazda Nibalego na Giro 16’ jest podejrzana co nie zmienia faktu że jego kariera nie wygląda tak że do Astany była lipa a potem nagle Astana i wielki wyskok formy.


#45

Śmieszny jest ten argument.

Wrócił po bardzo ciężkiej kontuzji, praktycznie bez treningów, żadnych startów wystartował we Vuelcie. W początkowej fazie wyścigu strasznie męczył, pałętał się po tyłach peletonu, ale już w 3. tygodniu miał tyle siły i wigoru, by próbować akcji zaczepnych czy łapać się w odjazdy. Potem był start w Memorial Marco Pantani, 18. miejsce. W MŚ wytrzymał do ostatniej rundy z najlepszymi. Widać było, że jego dyspozycja rośnie z dnia na dzień. Potem były już bardzo dobre występy w Emilii i Varesine, gdzie był w stanie ścigać się z najlepszymi. Nic więc dziwnego, że udało się to również w Lombardii, a przecież forma Włocha rosła - a większości rywali - jak Valverde, Bardet czy Roglicia raczej spadała.

Do czego zmierzam - ten wynik Nibalego jest raczej naturalną koleją rzeczy aniżeli czymś anormalnym. To nie wynik, który wziął się znikąd, tylko efekt ciężkiej pracy włożonej po kontuzji, tego, że potrafił przetrzymać ciężkie chwile na Vuelcie i do końca wierzył w to, że coś się uda odratować z tego sezonu.


#46

Dlaczego uważacie Giro 2016 w wykonaniu Nibalego za coś dziwnego czy nienormalnego?


#47

Bo jechał ciańko, nie nadążał za konkurencją, i nagle na dwóch ostatnich etapach stał się klasę lepszy od swoich rywali?


#48

Tym bardziej, że przecież Teuns, Uran, D.Martin czy Majka też byli słabi na MŚ…


#49

Podejrzewam, że jednak jest różnica między zdrowymi kolarzami przestrzeliwującymi z formą o tydzień/dwa, a kimś komu 2.5 miesiąca wcześniej wszczepiają cement do kręgosłupa.

Co do Giro’16, z tego co pamiętam to najpierw mu szło najlepiej ze wszystkich faworytów. Potem lekko stracił na etapie w Dolomitach, ale nie jakoś przesadnie i nad wieloma zyskał. Potem czasówka na Alpe di Siusi i totalny zgon przed dniem przerwy. W trakcie dnia przerwy dużo fermentu na temat wycofania się, jakiś badań medycznych przeprowadzonych w pośpiechu by zrozumieć skąd ten spadek formy. Po dniu przerwy kolejne 2 minuty w plecy na górzystym etapie do Andalo. No i nagle na dwóch ostatnich etapach do Risoul i przez Lombarde wszystkim odjeżdża jak chce. W skrócie wyglądało to dziwnie z boku i daje pole do polemiki. I myśle, że gdyby było jakieś dobre wytłumaczenie dla tej obniżki formy w środku wyścigu to by sie nim podzielili by uciąć dywagacje.


#50

Bardziej forma od początku nie była rewelacyjna i tracił sekundki. Czasówka na Alpe di Siusi była bardzo słaba ale to raczej następstwo poprzedniego etapu gdzie moim zdaniem wyjechał się kompletnie.

I trzeci tydzień, we wtorek bardzo słabo na etapie do Andalo gdzie co prawda sporo ciągnął przed Paganellą ale jednak straty duże. Potem etap do Risoul gdzie na ostatnich dwóch kilometrach Angello odstawał a na Risoul odjechał wszystkim łatwo. (Może uwierzył w zwycięstwo po wykładce Kruijswijka ale wyglądało to dziwnie). I etap sobotni gdzie było mniej dziwnie bo Chaves po prostu spuchł a nad Valverde i Uranem wiele nie zyskał.

Fakt że Nibali jest zawodnikiem który na wielkich tourach jeździ bardzo stabilnie dla mnie oznacza że to Giro i tylko ten wyścig jest mocno podejrzany.

A co do Lombardii to na MŚ ostatnią rundę zaczynał z najlepszymi na Igls brakło. Minęły dwa tygodnie znowu brakło z tym że sytuacja była inna. Nic dziwnego w tym nie ma


#51

Tym razem mniej o dopingu a więcej o polityce :stuck_out_tongue:

Jak wiadomo często różne wredne reżimy lubią się stroić w cywilizacyjne piórka. Są na to różne sposoby. Można np. zaprosić papieża. Kiedyś było to modne. Ale i dzisiaj czy kiedyś bardzo dobrym sposobem jest sport. Organizacja jakichś mistrzostw czy też wejście w jakąś konkretną dyscyplinę sportową. Najlepiej taką globalną jak piłka nożna. Ciekawi mnie w tym kontekście kolarstwo na Bliskim Wschodzie. Są drużyny takie jak Bahrain, UAE czy Astana. Mamy wyścigi takie Dubaj czy Oman. Mamy więc wykładanie kasy w kolarstwo, które jest tam w sumie całkiem obce, za to jest fajne wizerunkowo. Takie ściganie kojarzy się przecież z zamożnymi, krajami Europy o starej dobrej kulturze.

I tak mnie naszło w sumie. Czy nie oznacza to że kolarstwo jest jednak topową dyscypliną sportu? Wiadomo jest piłka nożna i zaraz za nią chyba lekkoatletyka.
A dalej? Weźmy ten Bliski Wschód. Przecież nie wykładają tam kasy na byle co? F1. Tenis i … kolarstwo.

Tak jest czy mi się wydaje? Może Araby dają kasę na wszystko ale ja o tym nie słyszałem i tylko wydaje mi się że kolarstwo należy do najbardziej prestiżowych sportów naprawdę globalnych?
Świat jest wielki a drużyn WT niewiele. Specyficzny sport podobny organizacyjnie do F1. Nie liczy się jak np. w piłce nożnej podział na kontynenty czy narody (lokalne ligi mistrzów). Sport czysto globalny. Nie ma większego znaczenia narodowość. Wyścigi WT są wszędzie teoretycznie z tą samą rangą.

W takim kontekście posiadanie wyścigu WT czy drużyny WT to chyba nie byle co. Mam tu na myśli częściowo kontekst narodowy. Nie tylko: patrzcie Polska ma to i to! Ale bardziej taki prywatno, elitarny. Nieliczni mają stajnię F1, nieliczni mają drużyną kolarską z globalnej ligi.

Jak wam się wydaje. Coś w tym jest? :wink:


#52

Obstawiam, że kolarstwo ma bardzo wysoki stosunek medialności do kosztów wśród sportów gdzie nie liczy się rynek indywidualnych gwiazd lub reprezentacji narodowych (tam nie ma jak wejść po arabsku) lub nie jest to rynek US/Asia (gdzie Arabów poprostu nie wpuszcza). Przy czym medialność jest budowana w ponad 75% przez TdF (patrz Bahrain Merida). Skolei koszta niewielkie za 20 mln euro rocznie można mieć bardzo dobrą drużynę, gdzie piłce nożnej nawet pół gwiazdy by nie kupili.

Aha trzeba też pamiętać, że Araby wykorzystują taki sponsoring do ostrych wałków u siebie. Patrz np. Qatar Foundation I FC Barcelona. Więc im bardziej ludzie lubią nie patrzeć dokładnie na ręce tym lepiej :slight_smile:

Plus trochę ludzi korporacyjnych z zachodu u nich pracuje, więc maja dość dobre otwarcie na sporty korporcyjne typu triathlon/bieganie/kolartwo.

Suma summarum patrząc na listę kolarstwo jest dość oczywistym dla nich wyborem.
https://www.totalsportek.com/most-popular-sports/


#53

Myślę że na pewno coś w tym jest - posiadanie czegokolwiek, czym można się komuś pochwalić to już coś. A jeżeli można się tym czymś pochwalić przed całym światem to już jest duże coś, symbol prestiżu i znaczenia w tych czy innych kręgach. Stąd zapewne takie szaleństwa na aukcjach koni arabskich, ale przecież nawet najlepszy koń nie będzie miał takiego “brania” medialnego jak drużyna sportowa, która odnosi krajowe i międzynarodowe sukcesy. Więc do bycia kimś potrzeba teraz dwóch rzeczy: kasy i wyboru dyscypliny sportowej. Z kasą na ogół nie mają tam problemu, pozostaje dyscyplina i ekonomiczna kalkulacja - tak żeby efekt był duży, a wkład był możliwie jak najniższy. Najbardziej atrakcyjną dyscypliną była, jest i będzie piłka nożna, jako sport dla mas - i tutaj Lewandowski z Messim mogą przegrywać mecz za meczem a i tak 100x więcej dzieciaków będzie nosić koszulki z ich nazwiskami niż trykoty seryjnego mistrza świata Kwiatkowskiego (oby tak się stało :wink: ) czy Kurka - ale to nieco za drogi gips, poza tym wszystko co lepsze to już zajęte. Taniej będzie w siatkówce, koszykówce czy właśnie w kolarstwie - tutaj też są setki fanów na całym świecie, a koszty zapewne dużo niższe niż utrzymywanie drużyny piłkarskich gwiazdorów. Stąd też posiadanie “własnej” drużyny WT może być jak najbardziej synonimem prestiżu. W naszym, zapatrzonym w piłkę nożną społeczeństwie może ma to mniejsze znaczenie, ale już w takiej Arabii Saudyjskiej czy innych Emiratach - wręcz przeciwnie.


#54

Częściowo problem polega na tym, że nie ma trykotu Kwiatkowskiego.
Jest trykot mistrza świata, jestr trykot druzyny Sky, ale nie ma Kwiatkowskiego.

Kiedyś w piłce nożnej tez były numery 1-11 na koszulkach + wyzsze dla rezerwowych.
Ale okazało się, że potencjał sprzedażowy się zwiekszy, jak będą stałe numery w połączeniu z nazwiskami.

Myślę, że i w kolarstwie mogloby się to przyjąć, żeby były stałe numery na cały sezon.
Np. drużyna z pierwszego miejsca w rankingu dostaje numery A1-A50 i z tymi numerami zawodnicy jadą przez cały sezon. I do numeru nazwisko na koszulce…
Potem drugie miejsce odpowiednio B1-B50

Dla zespołów Pro-Conti były numery A100-A150 / B 100-150 itd.

A zespoły Continental byłyby 4 cyfrowe.

Ten sam numer statrowy zawodnika przez cały sezon. Tym samym numerem oznaczone rowery. Wieksza personalizacja = lepsza identyfikacja = wieksza rozpoznawalnośc = większa wartośc marketingowa


#55

To ja bym musial chodzic z rozpietym rozporkiem :joy::joy::joy:


#56

Do tej pory “zmiany” w kolarstwie szły w dziwnych kierunkach. Jakieś próby zmiany formatu, pościgówki przekształcające się w chaos, odrębne klasyfikacje sezonowe za udział w tych samych wyścigach, budowanie wyścigów w miejscach, gdzie one nie mogą się przyjąć, bo zamków na piasku się nie stawia itp.
Ten pomysł, który zapodał Yev, może i jakiś taki wywołujący wewnętrzne fuj marketingowe, ale w sumie - czemu nie. Jak to ma pomóc kolarstwu, to niech będzie. Tylko czy ktoś na niego wpadnie? :wink: (choć fakt, są w niektórych ekipach nazwiska wypisane na strojach, ale nie są specjalnie eksponowane, w tv mało widoczne)


#57

Że niby takie krzaczory :smiley:


#58

Jak sie nie ma w glowie , to sie chociaz trzeba chwalic glowka :wink: