Historia kolarstwa - wspomnienia


#41

W jakiejś mierze Landaluze na Dauphine w 2005.


#42

Tego akurat przeoczyłem. Ale lepiej pamięta się wyścigi z czasów pierwszej fascynacji, czy początków fascynacji :wink:.
No i ta obrona nie była tak epicka, bo Bask aż takim drewnem w górach nie był :wink:, a bronił się etap czy dwa.


#43

podobna historia przecież z Arroyo 3 lata temu na Giro. bardzo mu kibicowałem wtedy, żeby Basso go nie wyprzedził. może i “frajerska ucieczka” (dojechało przed faworytami chyba 50 zawodników), ale następnie minimalizowanie strat przez Hiszpana było czymś naprawdę wspaniałym.


#44

Też warto wspomnieć o Voecklerze który bronił żółtej koszulki i nikt się nie spodziewał ze on tak dobrze będzie dysponowany w górach.


#45

Ale Arroyo to przecież dobry góral, o czym już wtedy wszyscy wiedzieli. Sytuacja bliższa casusowi Pereiro (nawet podobne umiejętności), przy czym Arroyo dostał tych minut znacznie mniej i w dużo wcześniejszej fazie wyścigu.

Ba, Arroyo nawet bez tych minut skończyłby wyścig na siódmym miejscu :slight_smile:


#46

no właśnie miałem napisać, że w górach to mniej więcej poziom Pereiro, ale w porównaniu z tymi, którymi wtedy walczył (Basso, Evans, Nibali) był znacznie słabszy i dlatego podkreśliłem jego bardzo mądrą jazdę, dzięki której zachował tak wysokie miejsce.

zajmując wtedy 7. miejsce, nie zajmowałby w historii kolarstwa miejsca jakie zajmuje :slight_smile:


#47

Orientuje się ktoś w kolarstwie austriackim lat 60. i 70. ??
Jaki status w peletonie amatorskim miał W.d.Austrii prócz tego, że uchodził za b.trudny?
Dlaczego ci Austriacy mimo niewątpliwego talentu (Steinmayr, Mitteregger) nie przechodzili na zawodowstwo (mimo że A.Christian przetarł szlak, choć też długo tym zawodowcem nie był)??

Jakie w ogóle były najważniejsze wyścigi etapowe wśród amatorów, prócz WP, Tour de l’Avenir, Milk Race czy właśnie Austrii (nie musi być Europa)? Bergamasca?


#48

Nie wiem, dlaczego nie zostali zawodowcami. Ale razem z nimi często rywalizowali w Dookoła Austrii Polacy i to z sukcesami. Generalki nie wygrali, ale wiele etapów tak - Szurkowski, Gawliczek, a Korycki został królem Grossglocknera.
W latach 70 -80 nasza reprezentacja / wtedy bardzo mocna w kolarstwie amatorskim / startowała w takich wyścigach, głównie jako przygotowanie do Wyścigu Pokoju:
Tour de Loir et Cher - wygrali go Hanusik, Brzeźny, Jankiewicz, Stępniewski.
Tour de Vaucluse - wygrali Szozda, Brzeźny, Lang.
Circuit de la Sarthe - Szurkowski.
Ruban Granitier Breton - Sujka.
W RFN były wyścigi Dookoła Nadrenii - Sujka i Dookoła Saksonii. Wiele krajów miało swoje “Dookoła”. Algieria - wygrał Hanusik, Bułgaria - Szurkowski, Kowalski, Serbia i Rumunia - Gawliczek, Milk Race - Brzeźny, Gawliczek i Pokorny. Wiele z nich straciło na znaczeniu, niektóre zniknęły z kalendarza, a nasz Tour de Pologne się rozwinął i awansował do WT.


#49

kurcze nie dogrzebałem się wcześniej do tego wątku ale to mógłby być super-temat do poczytania w długie wieczory :wink:
Byłbym wdzięczny gdyby starsi użytkownicy forum mogli się podzielić jakimiś ciekawymi informacjami.
Z chęcią poczytałbym o ciekawych startach polskich amatorów. Np zawsze zastanawiał mnie ten Lang rzekomo jadący po zwycięstwo w P-R (już sam nie pamiętam co tam niby się stało, że nie wyszło) albo o Gawliczku robiącym młyn na podjazdach


#50

Co do Roubaix i Langa to pamiętałem, że ktoś kiedyś pisał na forum na ten temat i znalazłem:


#51

Abstrahując od wiary w słowa Langa, przytoczę to co pamiętam jak mówił kilka lat temu na antenie ES:

  • przewaga 20 minut - tak duża, że samochód techniczny nie mógł do niego dojechać, nie miał jedzenia i osłabł.

z faktów pozwolę sobie dodać, że nigdy nie ukończył Roubaix (nawet nie wiem ile razy startował).

kurcze, strasznie żałuję, że internet nie wytrzymuje moich potrzeb dot. wiedzy o amatorskich wyścigach w dawnych czasach :slight_smile: niby trochę tych wyników można odnaleźć, ale to wciąż nie to.

tak globalnie rzecz biorąc, kolarstwo w wydaniu amatorskim było trochę jak pływanie, lekkoatletyka czy inny “pospolity” sport :stuck_out_tongue:
liczyły się przede wszystkim mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie i chyba żaden wyścig nie skupiał tylu gwiazd co u zawodowców Tour de France, nawet WP (nie mówię o podejściu gospodarzy i Sowietów i tym naszym fenomenie społecznym, bo to trochę inna kwestia), zaś z jednodniowych najbardziej liczyły się mistrzostwa kraju.

charakterystyczne jest też to, że w tamtych czasach, w tamtych wyścigach wyznaczkiem umiejętności jazdy po górach była bardziej klasyfikacja górska, aniżeli tak ja dziś - klasyfikacja generalna. Stąd też moje zainteresowanie W.d.Austrii, Tour de l’Avenir czy wyścigami we Włoszech, one właśnie były w dzisiejszym rozumieniu “trudne”.
Gawliczek zrobiłby moim zdaniem - nawet jeszcze w latach 80. - o wiele ciekawszą karierę. Szkoda, no ale takie czasy.

Tour du Vaucluse - w latach 80, stał się “open”. przez kilka edycji NRDowcy bili się z Fignonem i innymi Francuzami.
inny fajny wyścig rozgrywany “open” to W.d.Luksemburga.
Zagretdinow w 1981 wygrał sprint z S.Kelly w czasach, gdy Irlandczyk miał już na koncie triumfy na etapach Vuelty i TdF, a triumfujący w generalce Sowieci (z Barinowem na czele) zostawili w tyle takie gwiazdy jak Nilsson czy Kuiper (którzy pewnie podeszli do tego wyścigu z innym nastawieniem, ale jednak).

Naszych z kolei wpuścili na Paryż-Nicea 1974. Szurkowski rywalizował tam w sprinterskich końcówkach z Lemanem, van Lindenem i Merckxem, ale wyścigu chyba nie ukończył.

Sarthe chyba też było “open” przez kilka lat.
Pamięta ktoś inne imprezy w tej formule?


#52

Z wyścigów amatorskich najważniejszy był WP, potem Milk Race i L’Avenir. Całkiem wysoko cenione były wyścigi w północncej Afryce: Algieria, Egipt.

Wyścigi były zupełnie inne, bo nie było etykiety ani spokojnej jazdy po uformowaniu ucieczki itd. Pod tym względem były brutalne, najlepiej oddaje to ten słynny cytat z Krabbego o kolarstwie jako o życiu bez moralności :wink:

Szurkowski ukończył P-N w 1974. Na etapie w Nicei ponownie stanął na podium, ale w górach nasi spływali. Z wyścigu po kraksie wycofał się Szozda, by za 2 miesiące zdemolować z całą drużyną WP. Polacy jechali jeszcze w kilku kolejnych edycjach “Wyścigu ku Słońcu” ale już bez takich spektakularnych popisów jak w 1974. Polecam ostatni numer “Szosy” :wink:

O WP i MŚ amatorów świetna jest książka Wyrzykowskiego. Szkoda, że kończy się na 1976 roku, ale poza tym to warta jest niemal każdych pieniędzy :wink:


#53

Sowieci z kolei czasami ścigali się w W.d.Kuby :slight_smile:

Specyficzną rolę w historii kolarstwa odegrała Portugalia.
Niby od lat ścigano się tam w wydaniu zawodowym, a jednym na uboczu w porównaniu do wszystkich innych.
Volta a Portugal (o czym już zresztą kiedyś pisałem) w latach 60. liczyła po 20-kilka etapów, często rozgrywanych po 2 na dzień.

Warto przypomnieć, że Irlandczycy i Szkoci też mieli swój Milk Race. W tym drugim często startowali Polacy.


#54

Dobre było Giro delle Regioni. Sporo bohaterów WP tam startowało.


#55

Milk Race był bardzo popularny wśród Polskich kolarzy i warto dodać, że powygrywali tam masę etapów i generalkę. Startowali tam chyba co roku. Szurkowski mówił mi, że nie szykowali tam specjalnie formy, bo wiadomo WP, ale że ciągle był to często 2 najważniejszy start.


#56

Szkoda tylko że na Zachodzie , w zdecydowanej większości publikacji kolarstwo amatorskie totalnie nie istnieje. Wszelakie albumy czy podsumowania bardzo szerokim łukiem omijają amatorów i niestety wygląda to tak, jakby polscy kolarze pojawili się w peletonie pod koniec lat 80. Wcześniej był tylko chaos :smiley:
Nawet przy okazji ostatnich sukcesów Majki i Kwiatkowskiego, sukcesy Polaków w WP w latach 70. sumowane są maksymalnie jednym zdaniem. Nie ukrywam- smutne to.
Nad Wisłą mamy nasze legendy- Szurkowski, Szozda, Mytnik, Gawliczek. Zastanawiam się tylko ile te nazwiska mówią fanom kolarstwa w “kolarskick” krajach typu Francja, Włochy, Belgia czy Holandia. Muszę fhyba kiedyś przysondować ten temat


#57

Herbie Sykes napisał kilka fajnych tekstów o naszych kolarzach (Langu, Halupczoku i Królaku), plakatach WP i książkę “The Race Against the Stasi”, która opisuje sporo faktów o WP i historię Dietera Wiedemanna, który przejechał WP i Tour de France. W The Ride ukazała się seria o Nikolaiu Razouvaevie, gdzie wspomina swoją amatorską karierę. Ja zacząłem od historii WP, a w kolejnym numerze Szozda. To dopiero początek, wiele się zmienia. Dla Sykesa amatorskie kolarstwo, w tym przede wszystkim Polskie, to druga miłość po Włochach. Bardzo ubolewał, że w Polsce nikt nie chciał wydać “The Race Against the Stasi”, żeby nie powiedzieć, że był zaskoczony.

Rusza się, bo ileż można czytać o Merckxie albo Bobecie? Kolarstwo amatorskie to nieodkryte terytoria, ale też trzeba mieć dostęp do źródeł, które są w raczej egzotycznych językach, jak polski :wink:


#58

Myślę, że dla kogoś z Zachodu, kto nie interesuje się jakoś dogłębnie to Gawliczek i Mytnik mówią tyle co nic.

Tak jeszcze patrzę na W.d.Jugosławii, też mógł być ciekawy.
I tak np:
1968 - 2. miejsce G.Petterssona
1969 - 2. miejsce Zoetemelka
1970 - 3. miejsce Kuipera

choć tak poza tym to w “10” głównie reprezentanci gospodarzy (no ale właśnie kolarstwo było wówczas dosyć “lokalne”, ale zawodowe (poza Tour de France) również).

Ja chętnie poczytam o wyścigach “open”. Jeśli ktoś kojarzy jakieś przykłady poza tymi co wymieniłem i gdzie amatorzy robili jakieś wyniki to dajcie znać.

Chętnie ogarnąłbym też bardziej COORS Classic.


#59

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że były w tamtych latach dwa rodzaje amatorstwa: socjalistyczne i normalne ,czyli umownie, zachodnie.
Socjalistyczne to było “zawodowstwo dla ubogich”. Kolarze mieli etaty w zakładach pracy, milicji, wojsku, skąd otrzymywali pensję. Oczywiście fikcyjne, bo w miejscu pracy nikt ich nie oglądał. Jedynym ich zajęciem, jak u zawodowców, było kolarstwo.
Amatorstwo zachodnie, jak teraz, dotyczyło młodych. Do pewnego wieku uprawiali sport w szkółkach i klubach amatorskich, najlepsi przechodzili na zawodowstwo, pozostali od pewnego wieku traktowali kolarstwo jako hobby, po godzinach faktycznie wykonywanej pracy.
Stąd pojedynki amatorów wschodnich z zachodnimi często wyglądały tak, że z naszej strony najlepsze ekipy, a na wyścigi wysyłało się reprezentacje krajów, a z tamtej strony ekipy 19, 20-latków. One czasem startowały pod szyldem danego kraju, ale w gruncie rzeczy reprezentowały jakis klub czy szkółkę oddelegowaną na wyścig przez tamtejszą federację.

Na zachodzie amatorzy startowali głównie w jednodniówkach. Etapówki były krótkie, sporo było tego we Francji i Włoszech. Najbardziej znane i cenione były Tour de l’Avenir i Dookoła Austrii, może Portugalia. Milk Race był imprezą marginalną. To tylko nasza propaganda go rozdmuchała z uwagi na polskie sukcesy. Ale generalnie do amatorskich etapówek nie przykładano wielkiej wagi. Chodziło o to co dziś - by w miarę szybko wyselekcjonować najzdolniejszych i dać im zawodowe kontrakty.

W demoludach na odwrót, jednodniówki się zupełnie nie liczyły, poza MŚ i Igrzyskami - te były na piedestale. Panował kult WP. Ta impreza w kategorii amatorów nie miała konkurencji, wyrastała ponad resztę w znacznie większym stopniu niż TdF w światku zawodowym.

Specyfika WP, gdzie kilka ekip (ZSRR, Polska, NRD, CSRS) narzuciło styl polegający na całkowitym podporządkowaniu taktyki klasyfikacji drużynowej a nie indywidualnej, jak na całym świecie, zniechęcała młode zachodnie gwiazdy do startu. W takiej formule wyścigu oni nie umieli się znaleźć i realizować.


#60

W dodatku ta klasyfikacja drużynowa była przez parę lat / od 1969 r. / doć specyficznie liczona. Pod uwagę brano czasy 3 lub 4 najlepszych nie na etapie, ale po etapie. To bardzo zmieniało taktykę jazdy. Z góry byli znani zawodnicy, których czas się liczył dla drużyny - 3 /4 / najlepszych w klas. indywidualnej. Jesli w ucieczce był np. szósty kolarz drużyny , to nie był goniony, bo jego czas i tak nie liczył się dla drużyny. A lata 1969 - 1976 to były lata naszych największych sukcesów.