Historia kolarstwa - wspomnienia


#81

Tak, to było nadawane w tzw. prime time, jakbyśmy to dziś powiedzieli.

Wszyscy gapili się w telewizory.

Też ciekawostka, bo dwa dni później również w telewizji na głównym kanale na żywo dali pierwszy raz w historii wyścig mistrzowski zawodowców. Lemond.

Wtedy zobaczyłem pierwszy raz w życiu wyścig w którym startują zawodowcy. Nawet pamiętam kto komentował : Pan Maciej Biega.


#82

Pierwsze w polskiej tv było Giavera del Montello w 1985. Pamiętam, że po tej transmisji “zakochałem się” w LeMondzie. Był faworytem, kontrolował wyścig, ale musiał wszystko kasować sam, bo ekipę miał kiepską. No i w końcówce przeciwnikom udało się zmęczonego LeMonda urwać. Poszedł odjazd bez niego, kilkunastu, same znakomitości. Greg poganiał peleton, ale przewaga rosła w oczach, bo nikt już nie był zainteresowany gonieniem, kolarskie nacje miały swoich z przodu. Nie miał wyjścia, więc odjechał sam i sam odrobił kilkadziesiąt sekund straty. Gapiłem się jak zaczarowany. Nie wierzyłem, że oglądam to na własne oczy.
Gdy LeMond ich doszedł, to oni mniej więcej mieli takie miny, jak ci w Ponferradzie dogonieni przez Kwiatka. I z tego zamieszania skorzystał Zoetemelk i odjechał. Zlekceważyli go, bo co taki dziadek. Ale jak się zrobiło blisko mety, to wszyscy oglądali się na LeMonda, żeby gonił, ale to już było ponad siły. W ten sposób Zoetelmelk z zaskoczenia wygrał. A finisz grupki wygrał oczywiście LeMond.
Gdy rok później, w Grecji, oglądałem w tv mój pierwszy w życiu Tour de France, kibicowałem oczywiście Gregowi.

Fajnie, że przypomniałeś Macieja Biegę. Był wspaniałym dziennikarzem, pisał w “Sportowcu”, który gromadził najlepsze polskie pióra. Jeśli od kogokolwiek uczyłem się jak pisać o sporcie, to właśnie od nich. Dziś sportowi żurnaliści nawet nie zbliżają się do tamtego poziomu.


#83

w ogóle jak czyta anegdoty o mistrzach z przeszłości to trochę można odnieść wrażenie, że - przymierzając na dzisiejsze standardy - to zgraja zawistnych egoistów :smiley:
z drugiej strony, może po prostu takie czasy, że wizerunek medialny jest tak ważny. zamiast kolarzy doskakujących sobie do gardeł mamy ich żony ubliżające sobie na twitterze :slight_smile:
aż mi brakuje czasem charaterku Armstronga, o Cipollinim nie wspominając (z czasów, które sam pamiętam).

jedyny co mi nie podpadł póki co to Franco Bitossi, ew. Poulidor. :smiley:


#84

Poulidor to miałczał do mediów, za co pół peletonu go szczerze nienawidziło, vide Paryż-Nicea 1967.

Mi też brakuje tekstów Cavendisha czy innych nie dbających o PR. Pamiętam jednak też, że jak Cav nie raz walnął coś prosto z mostu, to nawet jak miał rację, to był shitstorm. Nawet tutaj.

Do czasów Guimarda jako menedżera i to dopiero w latach 80 sytuacja w kolarstwie wyglądała zupełnie inaczej. Tak naprawdę władzę mieli menedżerowie kolarzy i to oni zakładali ponad-drużynowe spółdzielnie. Kasa szła głównie z kryteriów, a drużyna zapewniała mniej więcej rowery i koszulki :wink: Niesamowicie liczyła się obecność w mediach, no i dziennikarze też chyba inaczej to wszystko opisywali i domagali się wręcz takich smaczków. Jak ktoś był słaby, ale wygadany i prasa, albo jeszcze kamera, go lubiła i mógł zaraz po etapie udzielić kwiecistego wywiadu, to kontrakt dostawał niemal od ręki. Teraz czasem, żeby pogadać z mechanikiem trzeba poprosić o zgodę oficera prasowego… No ale, nie ma się co dziwić, że doszło do takiego przesunięcia, skoro to sponsor płaci, a nie losowi organizatorzy kryteriów.


#85

Dzisiaj zmarł Klaus Ampler - zwycięzca Wyścigu Pokoju w 1963 roku.


#86

Jak szperałem za datą od której wprowadzono testy na hematokryt przypomniała mi się zabawna historia. Jednym z lekarzy Festiny był dr Ryckaert, który pomagał kolarzom “przygotować się” do wyścigów, jednocześnie przypominając sobie, że składał kiedyś przysięgę hipokratesa. Gdy nadużywanie EPO i innych środków stało się naprawdę niebezpieczne i wprowadzono kolejne testy, zesłał swoich kolarzy na przymusową dietę, ograniczając im dostęp do dopingu. Przełożyło się to na słabsze wyniki drużyny na początku sezonu w 97 i niezadowolenie w drużynie. W tym samym czasie Dr Ferrari był cudotwórcą, a jego napędzane syntetycznymi hormonami ludzkie pociski demolowały wszystkie wyścigi. Dr Ryckaert zyskał przydomek Dr Punto, od małego fiacika.


#87

Poniekąd znalazłem odpowiedź na swoje wątpliwości , docierając do takiego zagadnienia jak Ranking AIOCC (Międzynarodowe Stowarzyszenie Organizatorów Imprez Kolarskich).
Z tego co czytam, był to taki Puchar Narodów w kolarstwie amatorskim, do którego brano pod uwagę klasyfikacje generalne (indywidualne) w kilkunastu (a potem dwudziestu kilku) wyścigach amatorskich, podzielonych na kategorie.
Hierarchia ta się wielokrotnie zmieniała, ale w przybliżeniu wyglądało to mniej więcej tak:

Wyścig Pokoju był w tzw. Superkategorii, zawsze.
Razem z nim Tour de l’Avenir, Giro delle Regioni, Rheinland-Pfalz Rundfahrt, GP Wilhelma Tella, W.d.Jugosławii, ale w przeciwieństwie do WP imprezy te w różnych migrowały między Kategorią A i właśnie Superkategorią.
Kategoria A (niektóre wędrowały do B i z powrotem): Austria, Milk Race, Bułgaria, Bohemia, Algieria, Słowacja, Bohemia, W.d.NRD, Małe Giro, Turcja, Rumunia, Kolumbia, Holandia czy Tour de Pologne.

Ciekawe, że prócz T.d.l’Avenir nie wymieniają żadnej imprezy francuskiej.
Na początku liczyli też MŚ.

Polacy wygrywali to w 1970, 1971 i 1975, Sowieci triumfowali aż 11 razy.
Poza nimi tylko Czechosłowacja (3 razy), NRD (3 razy), Holandia (2 razy) i Szwecja w 1968 za sprawą wiadomych braci.

Widać po tym wyraźnie to o czym pisał Boss, czyli że młodzi Belgowie, Francuzi, Włosi, itd… nie bawili się zbyt intensywnie w takie wyścigi, przygotowali się po prostu do karier zawodowych.


#88

Posiada może ktoś mapkę wyścigu o Mistrzostwo Polski ze startu wspólnego elity ze Złotoryi (2011) ?


#89

Czy któryś ze starszych użytkowników mógłby napisać coś o Fedorze den Hertogu?


#90

Zostawił nas - tzn. umarł - Stefano Del Tongo, w wieku 83 lat. Pewnie naj… bardziej doświadczeni forumiści pamiętają żółte koszulki Del Tongo, od 1982 do 1991 r. Zaczęło się z Saronnim, potem np. Cipollini i jeden z pierwszych pociągów sprinterskich. W ostatnim roku ‘Coppino’ Chioccioli wygrał Giro. W Del Tongo ścigał się też Lang.


#91

Mi się kojarzy taki twór: Diana - Del Tongo - Animex. Początek lat 90.


#92

Dal mnie z kolei skojarzenie z połowy lat 80-tych.

Zbitka: Del Tongo-Colnago.

Ta nazwa była dla mnie synonimem Wielkiego Kolarstwa z Zaczarowanej Krainy Oz, bo tam, hen…hen jeździli Polacy: Lang, Piasecki, potem Jaskuła i Halupczok.


#93

Znajomy podesłał mi taki oto album ze zdjęciami. Czy to nie jest coś niesamowitego?
facebook.com/janusz.reda.37 … 375&type=3

Tak przy okazdji, to pracuję nad artykułem o butach od Tadeusza Zadrożnego. Jak ktoś ma jakieś ciekawostki do opowiedzenia, to z chęcią wysłucham. Sam już mam parę naprawdę bombowych, ale na to musicie poczekać do czasu publikacji :wink:


#94

Premier Włoch Matteo Renzi był wczoraj na wizytę u Colnago. Choć on jest dość młody, poznawał kolarzy w zdjęciach na ścianie. Najbardziej go interesowała drużyna Del Tongo, “on też pamiętał Polaków Lang i Piasecki, którzy nosili tę koszulkę podczas swoich karier”.
[size=85]
(cała strona dzisiejszej Gazzetty poświęcona wizycie)[/size]


#95

Jeszcze bardziej zakręcony był pod tym względem Profesore Prodi. Jak czasem Giro na Rai Tre oglądałem, to go telefonicznie fatygowali dość często, o ile nawet nie gdzieś tam do studia.


#96

To prawda. I jego przyjacielem był Giorgio Squinzi, m.in. właścicielem Mapei.

Za to Renzi został parę razy skrytykowany przez kolarzy, np. za to, że nie pojechał do Paryża na dekorację Nibalego w 2014 r. On obiecał, że niezależnie, czy będzie jeszcze premierem, będzie na Giro 2017. Mój ulubiony podjazd (Passo della Consuma, etap Ponte a Ema - Bagno di Romagna) zaczyna się parę kilometrów od jego domu, ale on chce oglądać Giro na bardziej stromym podjeździe.


#97

Byłby ktoś w stanie napisać cokolwiek o Tour de l’Avenir 1974, gdy Józef Kaczmarek był 4., Brzeźny 6., a nasi wygrali drużynówkę i kilka etapów, poza samymi wynikami i trasą wyścigu?
Jakieś ciekawostki o naszych, jak przyjmowano w kraju ten wynik, itd.


#98

Pamiętam. Po podwójnym sukcesie na MŚ w Barcelonie i dominacji kolarzy Henryka Łasaka, mało kto zwracał uwagę na “podrzędny” wówczas wyścig, poza nieliczną grupką zawodników i działaczy. Takie czasy - telefon był luksusem uprzywilejowanych, wyjazdy (wczesny Gierek) zero, informacje sportowe o zawodach tego typu jedynie w “Tempie”, “Przeglądzie Sportowym” i “Sporcie” raczej w formie suchej notatki z czasem zwycięzcy, miejscem Polaków i aktualnym liderem.
Nie było czegoś takiego jak Skarb Kibica, a jedynie w “Sportowcu” (wówczas tygodnik) jakieś okolicznościowe artykuły…


#99

Niewiele można dodać do wypowiedzi kolegi. W prasie sportowej liczył się wtedy Wyścig Pokoju, mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie, choć należy dodać, że było trochę szumu z wyścigiem Paryż - Nicea w 1974 r. No i szlaban na zawodowstwo. Pierwszym polskim kolarzem, który wyjechał oficjalnie ścigać się na Zachodzie był Zygmunt Hanusik. Startował we Francji jako tzw. kolarz niezależny .
Interesująca rozmowa slask.sport.pl/sport-slask/1 … enia_.html


#100

Rzeczywiście z Paryż-Nicea było dużo hałasu przed i w trakcie - przecież Szurkowski jechał w koszulce mistrza świata amatorów, oczekiwania były bardzo duże. Sportowo/wyczynowo Szurkowski sprawdził się fenomenalnie. Trzy razy na podium!!!
Natomiast (niestety Henryk Łasak od roku już nie żył) strategicznie i zespołowo pojechali “z wielką fantazją” na fizyczne zatracenie. Podpuszczeni przez zawodowców w rewanżu za pierwsze etapy, na których od początku forsowali tempo i próbowali rozrywać peleton zostali brutalnie skarceni i sprowadzeni do rzeczywistości.
Pomijając Szurkowskiego, to gdyby wtedy np. Janusz Kowalski/Jan Brzeźny został we Francji - byłby w niedalekiej przyszłości nie tylko mistrzem świata amatorów. Zresztą każdy z tamtego zespołu miał ogromny potencjał na zostanie gwiazdą w zawodowym peletonie.

Wspomnienia, wspomnienia - nagle tyle wzruszeń. To dzięki ówczesnym relacjom w Telewizji i opowieściom w “Sportowcu” Redaktora Wyrzykowskiego.
Bardzo Dziękuję Panie Krzysztofie!!!