Il Lombardia 2018


#62

Według mnie Majka za dużo szarpie. Powinien zaatakować raz, a porządnie. Powinien rzucić taką bombę, że nie byłoby co zbierać. Za to mamy 100 mikro ataków na 50m z których nic nie wynika, bo są zbyt słabe i wszyscy trzymają koło. Później głowa do tyłu, machnięcie łokciem i powtarzamy procedurę od nowa.


#63

A to już akurat wg mnie trochę czepialstwo.
Po pierwsze, z tego względu, że tak naprawdę niewielu kolarzy potrafi tak atakować, to wcale nie jest proste. Po drugie, nigdy nie wiesz na ile dany atak będzie skuteczny. Pinot szarpał wczoraj kilkanaście razy zanim się udało. Gdyby Nibali to zespawał, podjazdu było jeszcze na góra 1 taki atak i kto wie jak by się wyścig dalej potoczył, gdyby jeszcze dojechał. Także nie przypuszczam, by ktoś do Francuza miał pretensje, że nie zaatakował “raz a dobrze”.


#64

Owszem, niewielu potrafi ale i pewnie żaden z nich nie wie co z tego wyniknie. Ryzyko jest zawsze. Zawsze można przegrać.
Z Majką chodzi o coś innego. O inicjatywę. Skoro czuje się mocny to trzeba atakować. Nie znaczy to jednak że ma to być petarda, którą zerwie wszystkich i poleci na solo. Znaczy to jedynie że trzeba pociągnąć z głową. Na dłuższym dystansie, niekoniecznie w stylu Martina. Można zacząć wolniej i dokręcać. Zależy jakie ktoś ma preferencje. Ważne tylko by nie popuścić by wymęczyć by wykreować dużo mniejszą grupkę. Ot choćby wczoraj była realna szansa na dwójkowy odjazd Rafała z Martinem i być może łyknięcie Nibalego. Była szansa na podium.

Ale Rafał rozegrał to po swojemu. Ok. pociągnął mocniej i doszedł Bernala. Tylko że po takim, mimo wszystko mocnym ale krótkim szarpnięciu nikt nie miał siły by pójść dalej. Po co Rafał w ogóle robi te szarpnięcia? Jedynie męczy wszystkich razem ze sobą. Kto ma potem pociągnąć skoro ewidentnie to Majka jest najmocniejszy (na podjeździe) a reszta tylko próbuje utrzymać się na kole? W takiej sytuacji trzeba wykazać inicjatywę lidera, najmocniejszego kolarza, rozerwać grupę samodzielnie. Ale by to zrobić trzeba pociągnąć długo, raz a dobrze. Może i wolniejszym tempem ale na dużo dłuższym odcinku. Jeśli nie uda to no to co? Przecież jeśli nie rozerwie grupy to i tak przegra! Nie jest przecież jak Valverde, który może czekać na finisz.

Wczoraj mieliśmy właśnie takiego typowego Majkę. To on z Martinem byli najsilniejsi pod górę nie licząc Pinota. Majka doszedł szybko Bernala i … zwolnił. Niewiele wprawdzie widać z realizacji TV, która naturalnie skupiała się na czołowej dwójce ale gdy zaatakował Martin wszyscy byli praktycznie razem. Wyżej kamil7 napisał że Martin skontrował Rafała ale nie do końca się z tym zgadzam. To nie tyle była kontra co typowy atak w momencie gdy siada tempo. Gdyby Majka ciągnął do Bernala ździebko wolniej ale dłużej, nie przerywając po łyknięciu Kolumbijczyka to mógłby uniemożliwić skok Irlandczyka. Bo ciężko atakować przy mocnym silnym tempie (co zresztą jest ideą pociągu Sky w TdF). Majka był w stanie urwać wszystkich poza Martinem wtedy. A przynajmniej powinien był próbować skoro jak twierdzi walczył o zwycięstwo…
Martin mógł nie być w stanie potem wyskoczyć jak torpeda. Może był a może nie był. Należało po prostu to sprawdzić!
Pewne jednak było że sam Martin na kole Majki to właśnie była szansa a nie błąd. Gdyż Irlandczyk nie jest kolesiem, który ciąga się na kołach innych. Lubi podejmować inicjatywę. Więc gdyby wtedy, po dłuższym pociągnięciu Majka zaprosiłby go do współpracy Martin zrobiłby to z pewnością.
A ludki z tyłu musiałyby rozstrzygać dylemat, kto teraz się poświęci i poprowadzi resztę wraz z dwójką sępów z Bahrajnu…
Tak to działa w klasykach. Selekcja. Przejmowanie inicjatywy a nie liczenie na to słabsi pod górę od Majki poświęcą się pociągną by Rafał mógł uciec na szczycie.

Ja nie wiem czy Majka kiedykolwiek to zrozumie. Jeśli nie zrozumie w każdym razie to nigdy nie osiągnie sukcesu w wyrównanej walce z najlepszymi, kiedy trzeba umiejętnie używać swoich atutów, samodzielnie kombinować a nie czekać na innych.


#65

Swoją drogą niesamowite, że Martin, Majka i Uran tak bardzo próbowali oderwać się od tej grupki pod górę, a ujechany Nibali po prostu na nich wszystkich spojrzał i odjechał.
To drugie miejsce i “powrót” Nibalego jest niewątpliwe dużym pozytywem wczorajszych rezultatów, bo to przede wszystkim on (i Roglić) “zrobił” ten wyścig, zdecydowanie “zasłużył”. Podium Teunsa z kolei takim trochę przeciwieństwem, był chyba najmniej aktywny z tej grupy pościgowej, pojawił się też w niej bodajże jako ostatni (w moim odczuciu dość podobny przypadek do zeszłorocznego Moscona). Gdyby podium uzupełnili np. Izagirre z Teunsem, a Nibali zajął 9. miejsce, ocena wyścigu jako widowiska byłaby niewątpliwie ciut niższa.

Jeszcze jedno, Ameryki nie odkryję, wręcz trochę się powtórzę, ale wczorajszy wyścig pokazał, że z Bernalem i Nibalim w formie, końcówka wyścigu w Innsbrucku mogłaby przebiegać zupełnie inaczej :stuck_out_tongue_winking_eye:


#66

No tak, ale oni raczej tam się nie kasowali nawzajem, tylko robili to Izagirre i Pozzovivo, którzy oczywiście Nibalego nie ścigali.

A Bernal rzeczywiście niesamowity. Już drugi raz w tym sezonie wraca po kontuzji w świetnym stylu. Ktoś może wie, w którym momencie on przeskoczył do czołówki? Bo wyglądało to na atak na zjeździe, ale kamera była cały czas przy prowadzącej trójce, ewentualnie przy Valverde, a reszta była niechętnie pokazywana.


#67

Moim zdaniem w początkowej fazie zjazdu był taki rzut z góry na grupę pościgową na którym widać było kolarzy w konfiguracji 1 + 8 + 2 oczywiście z niewielkimi odstępami. Ten pierwszy na 95 % był ze Sky więc stawiam że był to przeskok w całości wykonany na zjeździe jeżeli o to pytasz