Jaki procent peletonu stosuje doping?


#1

Jaki procent peletonu PT stosuje doping, a jaki procent jest "czysty"?

  • Zdecydowana większość kolarzy stosujących doping, prędzej czy później jednak “wpada”. A więc w skali całego peletonu, są to jednak nadal tylko nieliczne przypadki.
  • Kontrole owszem, istnieją, obecnie nawet dosyć staranne, jednak nie udaje się dzięki nim wykryć wszystkiego. Mimo to sądzę, że ilość kolarzy korzystających z niedozwolonego wspomagania, spokojnie zamyka się w liczbie 10%.
  • Liczba kolarzy mających “coś na sumieniu”, to maksimum około 20%. Reszta na tyle liczy się choćby z możliwością dyskwalifikacji, że tego nie robi.
  • Około 1/3-cia peletonu, to kolarze korzystający z dopingu.
  • Można powiedzieć, że w przybliżeniu mniej więcej połowa peletonu “bierze”, drugiej to nie dotyczy.
  • Zdecydowana większość peletonu to kolarze na ogół na dopingu. Szacuję, że będzie to może 2/3-cie, a może nawet 80%.
  • Kolarstwo światowe, to jeden wielki spisek kolarzy i działaczy. 90%, a nawet ponad, całkiem regularnie wspomaga się w niedozwolony sposób, a ta znikoma mniejszość nie robi tego z sobie tylko znanych powodów, i z reguły przyjeżdża na końcu peletonu.
  • Problem dopingu rozkłada się mniej więcej na cały peleton. Raz na dopingu jadą jedni kolarze, drugi raz inni, właściwie chyba wszyscy z zawodowych kolarzy w ciągu sezonu zaliczają starty, podczas których nie byli “czyści”.

0 głosujących

Interesuje mnie, i mam nadzieję że nie tylko mnie, jak w odczuciu osób interesujących się kolarstwem, samych kolarstwo trenujących, czy też jakoś z nim związanych, na podstawie docierających do nich informacji i własnych przemyśleń jak wszystko może funkcjonować, przedstawia się problem, który zawarty został w tytule. Piszę “w odczuciu”, bo ciężko chyba znaleźć osobę, która by to wiedziała na 100% - kolarz, który stosuje doping, stara się przecież z tym ukryć; - grupa, w której istniałaby zorganizowana forma dopingu, też się nie będzie obnosić z tym raczej przed konkurencją. Temat jest w ostatnich dniach bardzo aktualny, i jak zwykle przy omawianiu spraw dopingowych, nie brakuje wcale nawet głosów o charakterze “biorą przecież wszyscy”. Znalazłem już co prawda na tym forum :arrow_right: podobny wątek , ale jednak było to w sumie tylko kilka głosów, w przypadku ankiety jest natomiast nadzieja, że da ona pełniejszy obraz. A zatem, sprawdźmy, czy większość z nas oglądając kolarstwo w telewizji, czy śledząc wyniki innych wyścigów, uważa, że przeważająca część jadących tam kolarzy to ludzie w sensie sportowym uczciwi, czy większość z nich to kombinatorzy? Czy większość, świadomie, w celu poprawienia swojej formy sportowej, częściej lub rzadziej, korzysta z niedozwolonych praktyk dopingowych, czy jednak większa część przez cały sezon nie ma z tym nic wspólnego?
Zastanawiałem się jaki okres czasu poddać ocenie i jaką grupę kolarzy, bo może rzeczywiście różnie to mogło w poprzednich latach wyglądać, ale myślę że najlepiej skupić się na obecnie panującej sytuacji, czyli na sezonie 2008, już nie wnikając, czy - i jaki - opracowanie metody na wykrycie CERA miało wpływ na te statystyki. Osobiście mam nadzieję, że aż tak ogromnego jednak nie miało, tak jak uważam, mimo iż interesuje mnie tu tylko sezon 2008, że powszechność dopingu podobnie wyglądała tak w roku ubiegłym, jak i będzie wyglądać w sezonie 2009. A jeśli chodzi o część peletonu której mamy się przyglądnąć, to proponuję skupić się głównie na kolarzach grup ProTour. Jest to chyba ta rywalizacja kolarska, która jest najszerzej przedstawiana, a więc przez to najbardziej wszystkim znana. “Głównie” kolarzach ProTour, bo wszystkie opcje ankiety dotyczą procentowego rozkładu albo w całej interesującej nas grupie (18 ekip x średnio dwudziestu kilku kolarzy = prawie 500), albo statystycznego wyścigu w sezonie serii ProTour lub organizatorów Wielkich Tourów (grupa stu kilkudziesięciu kolarzy), czyli też w takim przypadku kilku ekip drugiej dywizji.
Na koniec tylko dodam, że osoby których głosy nie będą się pokrywały z przekonaniami zakładającego temat, nie będą ani poszukiwane, ani też w żaden inny sposób piętnowane :slight_smile: .


#2

Willy Voet pisał w swej książce “Przerwany łańcuch”, że w czasach “świetności” (lata 90te do 98` roku) około 2/3 peletonu regularnie korzystało z nielegalnych środków dopingujących. Dużo to czy mało? Nie mamy przede wszystkim odniesienia do czasów współczesnych, myślę jednak że ten procent się zmniejszył, ale o ile… nie mam pojęcia. Prawdopodobnie niewiele, a jeśli już to przestali brać Ci słabiej opłacani, których nie stać już na nowoczesne metody dopingu, do czasu niewykrywalnego. Wcześniej kontrole były tak naprawdę wybiórcze i przypuszczam, że tylko garstka wpadała tak naprawdę. I to niekoniecznie Ci najlepsi. Było to głównie spowodowane przez przypadek, kiedy zastosowano nową metodę wykrywania o której wcześniej nie wiedziano, albo podkładany mocz osobnika z zewnątrz zawierał przypadkiem jakieś nielegalne substancje. Względnie zawodnik na własną rękę coś brał, bez konsultacji z masażystą/lekarzem i potem wpadał przez własną głupotę.


#3

generalnie, jesli sie potwierdzi doping u kirchena i u CSC, to bedzie mozna uznac to za sukces walki z dopingiem, Amerykanie wpadna.


#4

No dobra, ale co będzie jak doping się nie potwierdzi, bo chłopaki nie brali :wink: ?


#5

No to chyba jeszcze lepiej :wink:


#6

Ja wybrałem pierwszą możliwość.
Też przeczytałem książkę Willy Voet „Przerwany łańcuch”
Ale książka bardziej mnie skłoniła do dopingu niż odwrotnie.
Niestety nie wiem dla czego. Może każdy chcę zaistnieć w czołówce czy bez dopingu czy z jaka to różnica.


#7

wybrałem 6 odpowiedz gdzie 2/3 kolarzy jest na dopingu

uważam tak ponieważ w przypadku gdy kolarze z czołówki biorą, a wiadomo że tacy są szczególnie “obserwowani”, to tym bardziej zawodnicy z środka i końca stawki wspomagają się.

Można powiedzieć, jak oni biorą skoro nie mają wyników, ale oni nie mają mieć wyników tylko pomagać swoim liderom i w czasie etapu pracować.

Poza tym doping dopingowi nierówny. Chyba w TdP99 wykryli u Zamany marihuanę, a nie wierzę aby wtedy kolarze z czołówki światowej nie mieli lepszych środków wspomagających.


#8

Mi też książką dało dużo do myślenia. Przede wszystkim pewien sposób powszechnego przyzwolenia na stosowanie dopingu. Chodzi mi o wyzbycie się zasad moralnych po wejściu do środowiska kolarskiego, które dotyka znakomitej większości. Skoro bowiem każdy bierze i jest to część Twojej pracy, to czemu masz z tego rezygnować. Dla tych, którzy nie czytali, przytoczę jeden z fragmentów, bardzo dobrze zresztą ilustrujący całą wypowiedź Voet`a:

“Przed San Sebastian, trzej kolarze Festiny: Brochard, Virenque i Hervé przeszli to samo przygotowanie: hematokryt minimalnie powyżej 49 procent – siedem miesięcy po wprowadzeniu limitu 50 procent, kiedy już nie można było zbytnio szarżować – trzy zastrzyki po dwie jednostki hormonu wzrostu na tydzień przed mistrzostwami świata; zwyczajowe kortykoserydy, 10 mg Diprostenu w piątek i 20 mg na godzinę przed startem. Nie ma się czym podniecać.”

Nie wiem czy to dobre porównanie, ale to podobnie jak z żołnierzami na wojnie. Większość początkowo brzydzi się zabijania ludzi z zimną krwią, ale po jakimś czasie przyzwyczajają się do tego i traktują jako codzienność. Mózg człowieka nie może cały czas funkcjonować w stanie permanentnego napięcia, musi sobie zrobić “odpoczynek”. Takim rodzajem odpoczynku jest m.in. rutyna, który pozwala na przechodzenie obok różnych rzeczy beznamiętnie, bez głębszej refleksji nad popełnianymi czynami. Może właśnie od tej strony należy spojrzeć na zjawisko dopingu?


#9

Wtrącę też swoje trzy grosze.

A co ma do gadania szeregowy żołnierz/parobek w sprawie warunków wykonywania swojej pracy w profesjonalnym teamie?
Skoro jest płatnym/najemnym pracownikiem, skoro na wyścig zostaje opracowana określona taktyka, skoro lider teamu wrzeszczy by pracownicy kasowali ucieczkę, by nadawali mordercze tempo, by robili pociąg przygotowujący liderowi finisz, by …. etc., to jakie ma wyjście by się utrzymać w zespole?
Lider sobie spokojnie wiezie swoje cztery literki, zostawia siły na końcowy atak (nie zawsze skuteczny) i mimo tego się koksuje. Więc co taki robotnik ma zrobić by zaspokoić żądania lidera i dyrektora sportowego i być tak dobry, jak się od niego oczekuje?. No co ma zrobić? Koksuje się i to na potęgę, bo inaczej fora ze dwora, szukaj sobie frajerze grupy na rok następny.

Na ogół mówi się o dopingowaniu herosów i o ich wpadkach. Moim zdaniem niesłusznie, bo coś mi podpowiada, że proceder takiego dodawania sobie animuszu i werwy jest dość powszechny na niższych szczeblach hierarchii w zespołach. Wszak przytoczona na wstępie mojej wypowiedzi krótka charakterystyka obowiązków parobka dobitnie wskazuje, że oczekiwania wobec pomocnika są o niebo większe aniżeli od lidera. To pracownik haruje przez cały etap, by po wykonanej pracy, już wycieńczony dowlec się w grupetto do kreski. I co mam uwierzyć, że pomocnicy tylko chlebek z dżemikiem zajadają i na takim pożywieniu mają tyle energii?

Wydaje mi się, że bardzo wielu pomocników jest o wiele mocniejszych od swoich liderów, jedynie tylko przypadek (brak nazwiska, kiepski manager, itp.) lub brak ambicji awansowania w hierarchii sprawił, że wykonują pracę taką a nie inną, bez możliwości pokazania się na finiszu. Sporo się mówiło o tym po incydencie, kiedy rozprowadzający Boonena tak się zagiął wykonując swoją pracę, że na finiszu urwał z koła swojego lidera i niechcący etap wygrał. Pewnie byłoby jeszcze kilku podobne mocnych pomagierów, którzy też by tak potrafili uciec swojemu liderowi.
Zatem, są ci pomocnicy tacy wspaniali, fantastycznie wytrenowani? Czy też walą do pieca ile wlezie, mniej ryzykując. Bo przecież jest faktem, że na kontrole antydopingowe na ogół biorą tych z podium.

Stawiam tezę, że cały zawodowy peleton to jedna wielka spalarnia koksu :smiley:


#10

Wydaje mi sie ze doping stosuje/stosowala zdecydowana wiekszosc kolarzy, glosowalem na odpowiedz o 80%. Moze nieliczni sprinterzy i mniej znani kolarze jezdza na czysto, ale sa to pojedyncze ludziki.
Duza czesc ludzi zafascynowanych kolarstwem nie chce w to wierzyc, ciezko zaakceptowac ta gorzka prawde… kolarstwo jest jak rajska kobieta, ktora najpierw uwodzi swoim pieknem a potem czestuje zakazanym owocem :wink: