Kim był dla nas Marco Pantani ?


#81

Nie czytałem tematu, ale odpowiem na pytanie z tytułu tematu.

Dla mnie był przede wszystkim oszustem, dopiero później wybitnym kolarzem. Nie rozumiem uwielbienia wobec niego, a podporządkowanie tegorocznego Giro pamięci Pantaniego przerosło wszystkie formy absurdu.

Śmierć Armstronga też przywróci go do łask? Może mu nawet ASO odda zwycięstwa :slight_smile:


#82

Widocznie każdy wybitny kolarz musi być oszustem.


#83

Dla mnie też te wielkie uwielbienie jego osoby jest chore. Nie dajmy się zwariować…


#84

Dla mnie to też dziwna sprawa. Jeszcze jak Lemond powiedział, że nieważne czy był na koksie czy nie pozostanie wielkim kolarzem. Kolarzem owszem był świetnym i pięknie się go oglądało, ale nie widzę potrzeby o nim w takich superlatywach rozpowiadać na ekranie. W zaciszu domowym przy butelce piwa a i owszem można pogadać i wspomnieć jego jazdę po górach i tyle. Ale wybielanie jego historii to zaciąga bardzo. Taki Lance skurczybyk został zniszczony a tu taka histeria na temat Pantaniego. Jak juz nie dostał bana to niech tak zostanie, ale też nie ma co na siłę go przywoływać.


#85

W tej całej sprawie, trzeba oddzielić od siebie dwie rzeczy: kolarstwo, jako pewien etos, oraz kolarstwo jako zawód. Rozpatrując etos, dochodzimy do wniosku, że Pantani był po prostu niesamowity w tym, co robił. Do sportu, w którym powoli zaczynała dominować kalkulacja i minimalizowanie strat, wprowadził znowu szaleńcze ataki. Zrobił to w wielkim stylu. Nikt mi nie powie, że nie robią na nim wrażenia ataki pod Oropę czy rajd dający mu zwycięstwo w TdF '98. I to dlatego LeMond i inni kolarze mówią o nim z taką estymą.

Jeżeli bierzemy pod uwagę kolarstwo jako fach, to oczywiste jest, że oszukiwał. I za to, w żaden sposób nie można go podziwiać.

Jednak jeśli cofniemy się do jego młodości, to widać, że i bez EPO byłby kozakiem.


#86

Racja, Kuba. Przy założeniu, że inni też odstawiliby EPO, Pantani i tak byłby debeściakiem. To po prostu “urodzone górskie zwierzę”.

O ile w przypadku Armstronga zdanie, że gdyby nikt nie oszukiwał, Armstrong też by wygrał, może budzić jednak pewne wątpliwości, o tyle w przypadku Pantaniego wierzę w to całkowicie.


#87

Jako że ja również dopiero teraz natrafiłem na ten temat to na pytanie postawione na wstępie odpowiem i to nieco inaczej niż większość z Was :wink:
Otóż lata świetności Pantaniego i schyłek jego kariery przypadły na okres, w którym dopiero zacząłem “zarażać się” kolarstwem i był to dość delikatny proces w postaci sporadyczno-wybiórczego oglądania transmisji z Giro czy Vuelty, bez zagłębiania się w zaplecze światowego kolarstwa. A dla takiego początkującego i powierzchownego kibica Marco Pantani w szczytowej formie jawił się wówczas jako półlegendarna postać “w szmacie na głowie”, która znakomicie radziła sobie na górskich etapach (a nie pamiętam czy nie przenosiłem wówczas tego wyobrażenia również na wszelkie inne trasy) - o dopingu czy narkotykach nie było w tym pomnikowym wyobrażeniu mowy… I w podświadomości do tej pory nazwisko 'Pantani" kojarzy mi się raczej z górskimi wyczynami niż dopingiem. I tak chyba zostanie pomimo tego iż wiem już że nie jest to w pełni obiektywny obraz.


#88

dzisiaj byłby szczęśliwszy.
pamiętajcie ile czasówek rozgrywano za jego czasów.
W jego przypadku można zadawać pytanie co było bardziej nieprawdopodobne, ta niesamowita jazda w górach czy ta bardzo przyzwoita w ITT w 1998/1999.

Ten TdF 1998 był właściwie skrojony pod Ullricha.
115 km ITT, 2 górskie finisze… Armstrong w 2000 pokazał mu jednak jak obrońca tytułu powinien jeździć w deszczu :smiling_imp:


#89

YT zablokował dziś film z powodu zgłoszonych praw autorskich. Kto zdążył obejrzeć, tego korzyść :slight_smile:


#90

Kurde. Dwa dni temu miałem zamiar go ściągnąć z YT. Pomyślałem jednak, że zrobię to później … :unamused:


#91

[*]


#92

Legenda jak dla mnie, mój wujek kolaż zawsze o nim wspominał.


#93

[*]


#94

[*]
A żeby nie było tak posępnie, to przypomniała mi się historia, którą opowiadał Daniel Marszałek kiedyś podczas komentowania Giro Italia - to był taki górski etap, w którym kolarze jechali dnem wąwozu o wysokich pionowych ścianach wzdłuż szumiącego potoku, było tam prawie całkiem ciemno. Daniel mówił, że kiedyś w górach Pantani jechał w czołowej grupie, a za nimi kawałek dalej jechał, wcześniej odpadnięty, jego kolega z drużyny Carrera - Claudio Chiappucci. W pewnym momencie Claudio, z najwyższym trudem, dogonił grupkę Marco i przemówił do niego mniej więcej następującymi słowy:

  • Pantani, miałeś zaatakować w momencie gdy zrobi się bardzo trudno.
  • Istotnie, pamiętam o tym Chiappucci.
  • Ale to już było!
  • Najmocniej przepraszam, nie zauważyłem. Natychmiast się poprawiam.
    Po czym Marco bezzwłocznie przyśpieszył.
    PS: Tylko nie pamiętam czy oni mówili do siebie po nazwisku, czy po imieniu. Gdyż jak wiemy po nazwisku to po pysku.