Komentatorzy

“A couple of years ago” znaczy “parę, kilka lat temu”.

Ha, ha, no właśnie nie. Znaczy nie kilka, tylko dokładnie około 2 lata temu. Najlepiej zapytać jakiegoś Anglika lub Amerykanina.
Też mi to kiedyś nie pasowało (bo jako dziecko nauczono mnie, że znaczy parę/kilka lat), ale w końcu się zorientowałem o co chodzi.
Couple to dwa, czyli para - 2 sztuki. I to ma zastosowanie nie tylko do czasu, ale też do przedmiotów.

Ale to jest to samo co po polsku, mówiąc parę lat nie mamy na myśli dokładnie dwóch (mimo, że też występuje słowo para), a kilka lat. To samo jest w angielskim.

Chłopaki, bez sensu ciągnąć tę dyskusję, bo jest nie na temat. Ale…
… w Polsce źle uczą. Couple znaczy dwa, nie kilka. Zwłaszcza dla Amerykanina. W Polsce para może znaczyć kilka, w US para znaczy para=2.

“a couple of years ” (BE) or “a couple years ” means, “around 2 years ”. It would probably mean something between 18 months and 3 years . It would certainly be misleading if “a couple of years ” was used to mean a period of substantially more than 3 years
A couple of hours connotes a time period of about two hours , maybe one-and-a-half to two-and-a-half hours . A few hours is more vague; its meaning depends on context.

3 Likes

Mnie się zdaje że w Polsce też kiedyś parę lat temu musiało oznaczać 2 lata temu, ale zaczęto tego nadużywać i się przyjęło że to kilka

Ps a dlaczego to w wątku o komentatorach?

We wszystkich moich językach “parę (lat)” znaczy dokładnie to samo: 2, max 3 (lat). A w Polsce czasami mówiłem “parę (lat)” i PARĘ razy poprawili mnie: “masz na myśli ‘dwa lata’, natomiast ‘parę lat’ znaczy więcej, przynajmniej 3-4 lat”…

1 Like

Tak, u nas parę to w zasadzie to samo co kilka

Z całym szacunkiem dla Adama Probosza, ale to jest aż nieprawdopodobne, jak można tak bardzo nie radzić sobie z obcymi nazwiskami. To nie jest tak, że wszyscy kolarze są anglosasami :wink:
We francuskim, niemieckim (skoro saterlin, to czemu nie dżasza?) i beneluksiańskich tak na prawdę jest może z kilkanaście, kilkadziesiąt zbitek literowych, które nastręczają problem (czyta się nie tak jak po polsku czy angielsku), a pojawiają się często. Można się ich nauczyć. NIe mówiąc nawet o tym, że nazwisk na każdym wyścigu nie ma więcej niż 200, więc można się przygotować…

3 Likes

Najgorsze są francuskie, tam to się można solidnie potknąć

To do francuskich niech się przygotuje, bo Francuzi nie grają głównych skrzypiec i nie ma ich dziewięciu w pierwszej dziesiątce na mecie. Wielu szarych kolarzy fdj czy ag2r pewnie nikt za bardzo nie zna, więc może mówić " teraz na czele kolarz zespołu FDJ, który ma chrapkę na zwycięstwo bo ich pociąg zawiera świetnego sprintera - Arnaud Demare’a".

1 Like

temat rzeka ale pomijając może bardzo pojedyńcze nazwiska (dajmy na to afrykańskich zawodników typu: NZAFASHWANAYO Jean Claude) to naprawdę przy odrobince dobrej chęci wszystko się da. Wystarczy odpalić youtube z komentarzem z danego kraju i sprawa załatwiona. Słowo honoru, ciężko mi znaleźć coś na usprawiedliwienie kaleczenia np Groenewegena który od już co najmniej 2-3 sezonów jest jednym z najlepszych sprinterów świata.
Zdaje mi się (mogę się mylić, bo nie jestem expertem) że np u komentatorów piłkarskich wygląda to o wiele lepiej/profesjonalniej i nie sadzą takich baboli, mimo że tam mają zawodników z dosłownie całego świata

1 Like

Może i tak, ale np. poprawnej wymowy Cristiano Ronaldo to ja jeszcze nie usłyszałem. :wink:

Ja korzystam z forvo. Mają większość nazwisk, które przyszło mi do głowy sprawdzić.

1 Like

Temat wraca jak bumerang na forum od wielu lat.

Kiedyś uważałem się za językowego purystę w tej kwestii. Tak było, do momentu, kiedy dowiedziałem się jak powinno się wymawiać Hushovda i jakoś postanowiłem podejść do tego zdroworozsądkowo😉

Poza tym zawsze można wpaść w pułapkę takiej poprawności. Nie znam niderlandzkiego, ale słyszałem, ze mimo niewielkiego terytorialnie zasięgu dialekty: brabancki, holenderski, flamandzki i limburski zasadniczo się różnią w wymowie. Kiedyś ktoś tu chyba tłumaczył na podstawie Kruijsvijka.

Chyba wiedza połączona ze zdrowym rozsądkiem i wyczuciem powinna wystarczyć.

4 Likes

Prawda jest taka, że każdy język ma inny zestaw głosek i można natrafić w obcym języku na taką głoskę, którą rozpoznać ze słyszenia i prawidłowo wymówić zajmie wiele treningu. Chyba nie zawsze warto dla poprawnej wymowy jednego czy dwóch nazwisk sportowców. :stuck_out_tongue:

“Ui” w niderlandzkim było dla mnie dość trudne do wymówienia, natomiast ze słyszenia rozróżnić “ă” od “a” w rumunskim sprawiało mi sporo problemów. Mimo kilkudziesięciu prób wymówienia nazwy Eyjafjallajökull naśladując filmik na youtube z wymową tego wulkanu, pewnie dalej moje próby wzbudziłyby uśmiech na twarzy rodowitego Islandczyka.

Aczkolwiek jakieś minimum przyzwoitości należałoby zachować i unikać takich kwiatków jak np. wymawiania Sutterlin według fonetyki angielskiej, albo Deignan według fonetyki francuskiej. :stuck_out_tongue:

A jak się wymawia Deignan po francusku? Deżę?

Coś jak „deńą” lub „dejnią” z akcentem na ostatnią sylabę.

1 Like

Ja uważam, że nie ma co przesadnie porywać się z krytyką komentatorów pod względem wymowy obcych nazwisk. Pomijając jakieś najbardziej oczywiste błędy to mimo wszystko margines tolerancji kibiców i sympatyków kolarstwa (zresztą nie tylko) powinien być szeroki. Komentator przede wszystkim powinien mieć coś ciekawego do powiedzenia, a przy tym być zrozumiałym dla widzów/słuchaczy i umiejętnie budować atmosferę sportowego spektaklu. Stąd też osobiście zwracam większą uwagę na poprawność językową (polską :wink: ), zasób słów (ubogi prowadzi do wielu powtórzeń, co brzmi fatalnie), tembr głosu, odpowiednie tempo itp., niż oryginalną wymowę nazwisk: Greoenewegen, De Buyst itd. Natomiast specyficznie (a w pewnym stopniu nawet śmiesznie) brzmi komentator, który za wszelką cenę stara się wymawiać nazwiska w sposób jak najbardziej zbliżony do ich ojczystej wymowy. Nierzadko jest to po prostu komiczne, kiedy w jednym zdaniu akcent i brzmienie komentatora są aż tak zmienne. Swoją drogą można kiedyś zapytać np. Łukasza Wiśniowskiego czy przywiązuje uwagę do brzmienia swojego nazwiska w relacjach zagranicznych komentatorów. Kto wie, może cały ten wątek jest praktycznie bez sensu? :wink:
Tymczasem, nie odbiegając daleko od tematu, idę posłuchać czegoś z repertuaru Ajron Mejden :smiley:

4 Likes

Mnie u polskich komentatorów razi brak emocji w komentarzu. Jedyny Baranowski jeszcze w miarę ratuje sytuację. Najgorszy pod tym względem jest ostatnio red. Jaroński, którego bardzo cenię, ale który w ostatnim czasie ewidentnie spuszcza z tonu.
Kirby to może czasem przesada :wink: ale zdecydowanie wolę jego - choćby dlatego, że łatwiej mi wtedy przekonać żonę, że te ważne rzeczy, które właśnie się dzieją, naprawdę są ważne :wink:

5 Likes

Często się dziwię jak tu w forum ludzie komentują, że jakiś etap lub wyścig był nudny, kiedy dla mniej był emocjonujący. Potem przypominam sobie, że sam czasami zasypiam, kiedy oglądam na polskim Eurosporcie.

Też chciałem o tym napisać. Wszystkie 3 ostatnie klasyki były całkiem ciekawe, wciągające ale zbytnio z komentarza tego nie odczułem. Analiza tego co się dzieje trochę zimna, nawet jeśli jest profesjonalna.
Jaroński jeszcze niedawno był mistrzem ostatniego kilometra ale teraz trochę słabiej. Choć tak szczerze to i tak go podziwiam że obejrzawszy tyle wyścigów tak długo dawał radę…