Mazovia mtb marathon


#1

MAZOVIA MTB MARATHON
Startowałem pierwszy raz w maratonie MTB.
Wyścigi szosowe to bułka z masłem w porównaniu do maratonów MTB.
Na szosie można się przewieźć na kole do samej mety, nie będąc dostatecznie przygotowanym. W maratonie, kto nie trenuje odpowiednio i uczciwie do mety w czole nie dojedzie. Ale, żeby to wiedzieć trzeba wystarować. Jeżdżę regularnie od 1975 roku i wcale nie mało. Okazało się, że chyba za mało. Po 2 godzinach jazdy na tętnie 8-10 udeżeń ponad progiem korba odbiła i światło zgasło. Ostatnie 20 km jechałem już tylko 10-15 km/h i mimo szczerych chęci, nic szybciej.
Trzeba zmienić system treningu, odpowiednio do MTB. Za tydzień znowu maraton, ale nie na 65 km tylko 90 km.
Czapka z głowy dla maratończyków MTB.
Pozdrawiam

[size=75][ Dodano: Pon 01 Maj, 2006 21:36 ][/size]
BikeMaraton
Po 2-ch tygodniach treningu o specjalizacji MTB, 23 kwietnia wystartowałem na identycznie tej samej trasie i dystansie co 9 kwietnia. Do tej pory jeździłem tylko po szosie - lekko i przyjemnie. Teraz trenuje w cięźkim leśnym terenie. Zrezygnowałem z dystansu giga, żeby porównać się do poprzedniego startu, no i żeby, co najważniejsze znowu mi światlo nie zgasło na “giga”. Konkurencja była znacznie większa, bo i wyścig najwyższej rangi, BikeMaraton. Na starcie około 1100 uczestników. Od poczatku ruszyłem ostro, z tym, że juz pod kontrola, nie przekraczałem progu beztlenowego. Pirwsza rundę (33km) przejechałem w dobrym tempie i podejżewam, że byłem w okolicy pierwszej dwójki zawodników w mojej kategorii wiekowej (M4). Na około 40 km korby mi odbily i około 10 km łapałem oddech. Przeszło mnie wtedy ze 40 zawodników. Na metę dojechałem w dobrej dyspozycji jak na mój aktualny poziom. Poprawiłem sie o całe 20 minut. Na “mega” byłem 6 w swojej kategori wiekowej. Do 2 miejsca miałem 3 min, a do 1 miejsca juz 20 minut. Pierwszy więc poza zasiegiem. Drugie miejsce jest całkiem realne. W nogach nadal brak siły, miękkną na podjeździe. Teraz juz będzie trudniej z podnoszeniem poziomu, bo najwiecej skacze sie w góre na poczatku, potem idzie znacznie wolniej. Złapałem się w limit czasowy na boksy, więc następnym razem nie bedę stał juz godzine przed startem w tłuku, tylko sie zozgrzeje i staje w drugim boksie, czyli na poczatku stawki. Nadal jestem zdania, że MTB to cholernie ciężkie wyścigi. Nie ma tu czasu na wypoczynek. Na zjazdach tętno też nie spada bo są za krótkie. Za tydzień startuje na 50 km w maratonie “Liga Otwocka”. Będę eksperymentował z treningie, żeby poznać swój aktualny organizm.

[size=75][ Dodano: Pon 01 Maj, 2006 22:15 ][/size]
LIGA OTWOCKA
W międzyczasie zapisałem sie do Teamu MTB, Grzegorza Wajsa, byłego dobrego kolarza. “Wajsport Team” z Wołomina.
Na wyścigu (2 x 25 km) obsada całkiem niewielka w porównaniu do poprzednich startów, około 150 zawodników na strcie. Stałem w pierwszym rzedzie na starcie. Oczywiście młodzi ruszyli jak “harty afgańskie” i czoło trzymałem z 5 km. Po moich eksperymentalnych treningach w tygodniu, coś od startu noga wybitnie nie podawała. Nie zdążyłem optymalnie wypocząć. Tętno nie dochodziło do progu, a nogi już więcej nie mogły. Męczyłem się do bólu przez całe 50 km. Od 10 km prawie do końca musiałem jechać ze średniej tarczy (32) bo z dużej (42) nic szybciej nie jechałem, a nogi bardziej stały dęba. Bezpośrednio za mna jechał konkurent z mojej kategorii, kontrolował moje poczynania. Na 10 km do mety zarzuciłem na dużą tarcze i postanowiłem go urwać. Oddałem skoka i zacząłem mu odjeżdżać. Ale tylko przez 2 km, bo noga przestała iść. Mój konkurent przeszedł mnie i odjechał mi na 100m. Do końca szedłem w trupa bo liczyłem, że teraz on stanie, jak mnie przechodził to nie wyglądał świeżo. Nic z tego nie stanął. Na ostatnim 300-400m podjeździe (22X32) na kilometr przed metą też go nie doszedłem, więc na zjeździe już sie nie spieszyłem. Wynik, 2 miejsce (w open 20). Wnioski: a/ jakbym nie atakował na 10 km do mety tylko na 1 km to bym z nim wygral, bo na skoku był słabszy. b/ złe bezpośrednie przygotowanie, bo noga nie szła, a było już znacznie lepiej.
Za 3 dni Mazovia MTB Marathon, Czarka Zamany w Warszawie. Trasa ma być płaska, ale że będzie lekko, to już w to nie uwierzę. Jak nie zdąże wypocząć to blado się widzę. Mam juz pewne małe doświadczenie, ale chyba nie zdążę z niego zkorzystac do 3 maja.