Nasze wyprawy rowerowe

Jutro rano ruszam ( w sumie to juz dzisiaj poznym wieczorem plyne promem ) z Rostocku do Berlina
( przelajowka , troche bocznymi asfaltami , a troche lasami i polami ) . Jade pierwszy dzien z kolega , ktory w srode rano wraca na Rostock , a ja rano biore pociag z Berlina do Drezna i wale na Czechy
( przez Hrensko gdzies tak do Novego Mesta pod Smrkem ) . Trzeci etap , to Nove Mesto - Zielona Gora . Zyczcie mi powodzenia ( szczegolnie jutro , bo to ponad 260 km ! ). Kolega jest typowym DIESLEM-dlugodystansowcem , ja raczej nie az tak bardzo :grimacing:

1 Like

Cos takiego ( wstepnie ) mam w planach :

Tyle ze ja NIGDY sie sztywno niczego nie trzymam . Jestem elastyczny jak guma do zucia :wink:

Jade przelajowka na oponach 37 mm , wiec kiepskie drogi mi nie straszne . Szczerze to byla to jedna z opcji ( Sieniawka - Bogatynia i dalej ).

Nie martw się Jarko Dypold z Grunbergowa na pewno dasz radę :joy:

Ps wrzucaj phota przelajki :yum:

Tak na szybko to znajduje tylko to :

Jak go budowalem , to byla to jedna z pierwszych ram z tarczowkami . Dzisiaj ( z blotnikami ) sluzy mi glownie jako zimowka , choc jak sie okazuje to rowniez jako GRAVEL :wink:
Za 5 min. przychodzi kolega , walimy po browcu i udajemy sie na pociag do Trelleborga ( na prom ) . Mielismy jechac ( to tylko 25 km ) , ale ma NIESTETY potwornie lac od 21.00 - do 24.00 . Dlatego zarzucilismy pomysl.

Śliczny a ile ma zebow z przodu i tyłu

Dobre pytanie ! Przelozenia dosyc szosowe raczej , ale moze kaseta jakas 32. Jak pisalem uzywam go bardziej jako ZIMOWY ( do normalnych treningow na szosie )

1 Like

Może i dobry pomysł że omijacie tą drogę do Bogatyni i jedziecie po czeskiej stronie. Droga przy kopalni dziurawa i duży ruch do Sieniawki i Bogatyni, jedyna atrakcja to że z roweru to można na luzie zobaczyć jedną z największych dziur w Polsce i te gigantyczne koparki (samochodem trudno jest gdzieś stanąć).
Jeśli będziecie chcieli zobaczyć Oybin (z Jonsdorf rzut beretem) to polecam zwiedzanie klasztoru na bazaltowym wzgórzu.


Dalej do Luckendorfu (zaraz za Oybinem) jest droga z 17% ścianką (krótki odcinek)
Dalej to możecie pojechać przez Oldrichovske Sedlo (Oldrichov v Hajich) tam jest taka karczma trochę w hrabalowskich klimatach (dawno tam nie byłem ale jakieś wypchane zwierzaki, jacyś miejscowi brodacze przy piwie itp. klimaty) i oczywiście masa szutrowych dróg na rower i można się przejechać taką drogą do Hejnic (Ferdinandov) i z stamtąd do Novego Mesta przez Lazne Libverda i Obri Sud (Prebytek) gdzie stoi knajpa w kształcie olbrzymiej beczki.

1 Like

A co po Zielonej Górze? Będzie czwarty etap?

Jak juz , to omijam ! Kolega wraca z Berlina do Rostocku . Trase “czeska” robie sam .

1 Like

Raczej pociag do Swinoujscia. Choc NIGDY nie wiadomo :wink:

W OBRIM SUDie to wypilem juz WIELE piw . Znam te rejony z MTB ( bylem kilkukrotnie ) ,+ z dziecinstwa. Jezdzilem tam czasem z rodzicami . W beczce ( po czesku BECZKA , to wlasnie SUD ) bede moze spal . Maja tam teraz tez hotel . Chocvc raczej TUTAJ : https://www.booking.com/hotel/cz/bartlova-bouda.sv.html?aid=304142;label=gen173nr-1DCAEoggI46AdIM1gEaMgBiAEBmAEluAEXyAEM2AED6AEBiAIBqAIDuAL3nPz4BcACAdICJGY5OGVmMjc2LTVlMDItNDJmZS04NzlkLWI3OWFjOTQxY2MzOdgCBOACAQ;sid=6ff1a9e3380a6033a920425fc621e877;atlas_src=sr_iw_btn;checkin=2020-07-29;checkout=2020-07-30;dest_id=-544921;dest_type=city;dist=0;group_adults=1;group_children=0;highlighted_blocks=513236901_179805834_2_2_0;no_rooms=1;room1=A;sb_price_type=total;type=total;ucfs=1&

Chialem jak zawsze U KYSLIKA , ale ma wszystko zarezerwowane. https://www.airbnb.se/rooms/19710390?source_impression_id=p3_1595873538_4aoC5%2BeWAzIbOk1j&guests=1&adults=1

U Kyslika spalem dwa razy , ale zawsze przyjezdzalismy z takim stanie , ze nawet z nim chyba nigdy nie gadalem ( rano jak wyjezdzalismy , to on z kolei jeszcze spal ) :joy:

Ludvikov fajne miejsce z ładnymi widokami w przeciwieństwie do Novego Mesta które jest mniej interesujące. A jak masz nocleg w Białym Potoku to tylko jechać na Chatę Smedavą albo dalej przez Izerkę (wstępując do karczmy) i do Harachova.

Ja Polecam z Oybin skręcić na Hain i tam w lewo na Hochwald. Z 2km ścianki 15-20% i nie odpuszcza nawet na chwilę.

2 Likes

Jarko żyjesz

Jestem z powrotem w Malmö ! Pozniej opisze moje przygody :slightly_smiling_face:

2 Likes

Etap 1 - Rostock Berlin

Ze wzgledu na ulewe NIE pojechalismy rowerami na prom do Trelleborga ( ok 25 km ) , ale wpakowalismy sie do kolejki podmiejskiej. Po pogadaniu z Tomka ( moj towarzysz podrozy podczas 1 etapu ) siostrzencem (siostrzeniec jest I oficerem na innym promie , ktory wyplywal prawie razem z naszym i tez do Rostocku ) postawilismy rowerki na pokladzie samochodowym i poszlismy na NIEZASLUZONA kolacje. Kolega jest weganinem , ale na wyjazdach przeistacza sie w wegetarianina . Pojedlismy , walnelismy po piwku i lulu do kabiny , bo pobudka o 5.30 ! Rano zabki , przebieramy sie i plan jest taki aby wyjechac z Rostock i na przedmiesciach znalezc jakas kawiarenko - piekarenke w celu konsumpcji sniadanka ( ze zrzutem kolacji w toalecie ) + w pierwszym sklepie zatankowac bidony. Wszystko sie udaje , tankuje jakies “ajsti " do bidonow ( jakos mi ten napoj pasuje jako “wodopoj” na wyjazdach ) i w droge. Jedziemy bokami i czesto oznaczonym ( nawet niezle ) szlakiem rowerowym KOPENHAGA - BERLIN . Teren lekko pofalowany , ale bez zadnych trudnosci , choc niektore hopki maja pewnie okolo 8-10 % , tyle ze maja moze ze 20-30 m przewyzszenia. Po okolo 60 km zaczynamy zblizac sie do Gustrow i teren z hopkowego robi sie pagorkowo-jeziorowy. Jedziemy wzdloz brzegow jezior , nalezy tutaj dodac , ze pieknie zagospodarowanych. Gustowne domki , chodniki , laweczki . Po prostu NIEMCY ! 25 km za Gustrow dojezdzamy do Krakowa , ale jest to Krakow am See :wink: , tam znowu jeziorka i kierunek na Alt Schwerin gdzie jezorek jeszcze wiecej . Jest to ( te wszystkie jeziorka ) Mecklenburgische Großseengebiet , czyli Pojezierze Meklemburgskie po naszemu . Piekna okolica , ktora przecinalem dotychczas tylko autostrada Rostock-Berlin. Plan na obiad to wysepka w Machlow na 115 kilometrze. Dojezdzamy do Machlow , instalujemy sie na wysepce i zamawiamy obiadek
( z drugim i ostatnim dzisiaj piwem ! ) . Mnie rusza sie dosyc ciezko po obfitszych posilkach i jest jest tez tak tym razem. Obiadek “uklada” mi sie prawie 30 km i zaczyna byc mi lzej . Po obiedzie chcialem posiedziec w Machlow chwile dluzej , ale Tomek niestety jest troszke “zestresowany” i chcial gnac , choc nikt na niego w Berlinie nie czekal . Po obiedzie zaczalem tez odczuwac troche moje"siedzenie” i chyba zaczelo robic mi sie male obtarcie. Problem byl taki , ze pojechalem w spodenkach w ktorych smigam na szosowce ( szybkie i krotkie , takie do 4 godz. jazdy treningi ) , a tutaj nie dosc ze dystans
( a moze bardziej czas ) w siodle znacznie dluzszy , no i drogi duzo gorsze ( byly lesne sciezki , szutry i duzo dziurawych sciezek rowerowych ). Nogi krecily jak nalezy , dupa zaczynala bolec coraz bardziej , no i brzuch mialem dalej pelny. Kilometry pykaja , jezior coraz mniej ( choc jeszcze sie zdarzaja i to czesto BARDZO ladne ). Pijemy kilka razy w przydroznych sklepikach , jemy tojakiegos zelka , to ciacho i ciagle krecimy. Dupa zaczyna doskwierac juz powaznie i jade wiecej na lewym poldupku ,a na wiatrach Tomek bierze sie za ciagniecie ( on jest wysoki i dobrze zaslania wiatr ) , a ja probuje przezyc. Noga daja rade , ale zmieniam pozycje chyba 20 razy na kilometr. Ostatnie ciacho i napoj w Reisenberg i gnamy w strone Berlina . Drogi coraz szersze , ruch coraz wiekszy.
Ja postanawiam , ze biore S-BAHN gdzies na polnocnych rubiezach , bo po pierwsze , ze nie chce mi sie jechac przez Berlin ( kolega mieszka niestety na dole ) , a i dupa juz niewiele wytrzyma. Ustalam z Tomkiem , ze koncze moje meczarnie w Kremmen. Nogi ( jak juz wiem ze 30 km do konca ) kreca jak szalone , biore wiekszosc zmian na siebie i po ponad 10 godzinach laduje na dworcu w Kremmen. Wczesniej na skrzyzowaniu zegnam sie z Tomkiem , bo on jednak postanawia dojechac do swojego hotelu na Tempelhof . Szczesliwy siadam w pociagu i udaje sie na berlinska stacje Sudkreuz gdzie odbiera mnie moj przyjaciel mieszkajacy w Berlinie.
Do pociagu w Kremmen zrobilem ( zrobilismy ) 226 km ze srednia predkoscia 24,8 km/h.
Dupa zbita jak po zasnieciu w stanie nietrzezwosci w “Blekitnej Ostrydze” i wykorzystaniu jej ( dupy ) przez WSZYSTKICH przebywajacych tam gosci :joy:
Pomimo to radosc ogromna , bo BARDZO dawno nie pokonalem 200 km . Jak pozmniejszam fotki to zamieszcze kilka najciekawszych z tego odcinka .

1 Like