Polskie ... Calpe czyli ?


#1

Witam, kręcąc już jakiś czas po płaskich drogach Mazowsza, tydzień temu miałem okazję pierwszy raz pojeździć po górach/pagórkach świętokrzyskich. Spodobało się, nie takie góry straszne jak je malują a nawet lepiej, było lekko przyjemnie i … inaczej. Jako że tu nic mnie nie trzyma, postawiłem sobie za cel wyprowadzkę… i szukam "Kolarsko-życiowej okolicy " w Polsce.Konkretne pytanie : W jakie miejsce polecacie wyprowadzkę pod względem sportowo-ekonomicznym, nie mam wielkich wymagań, żyję sam, więc w grę wchodzi nawet wynajem pokoju oraz praca nie koniecznie na wielkich stanowiskach. Priorytetem jest ciekawy region z dobrymi jakościowo drogami oraz połączeniami (pociągi/samochód) Proszę o wszelkie opinie, dlaczego tak i dlaczego nie (minusy).


#2

Cześć. Odpowiadam “z telefonu”. Ciężko mi redagować tekst i zebrać myśli.

Mieszkam w Warszawie. Mój trening to 3 godziny z wiatrem i 5 godzin pod wiatr, gdzieś w okolice Płocka lub Włocławka. Nudno bo płasko. Kielecczyzna świetna ale relatywnie za daleko (kilka godzin w KM, nie jeżdżę samochodem).

Mam taki plan na przyszłość (na razie w stolicy trzyma mnie zbyt wiele spraw) aby przenieść się w okolice Suwałk.

Okolice na północ od miasta to takie flandryjskie hopki. Niedaleko Rutki-Tartak całkiem wymagajace. Asfalty przyzwoite choć rozwarzalbym posiadanie rowery do treningu po szutrach.

Po za tym mnóstwo lasów i jezior wolnych od turystów. Swietne jedzenie: białe sery, ryby (sielawa na Serwach), sękacze…

Na Litwie także można “poszaleć”. Teren jest podobnie wymagający.

Suwałki rozwijają się i rzeklbym są jednym z ładniejszych średnich miast w Polsce.

Na minus kiepski dojazd w inne czesci kraju. Pociąg Hańcza ma specjalny przedział rowerowy ale na dostanie się do innych miast schodzi wiwle godzin.

Klimat też nie jest łaskawy… To takie anty-Calpe.

Przepraszam za tak lakoniczne sformułowania. Ciężko mi pisać w forumowym oknie odpowiedzi na małej klawiaturze. Chętnie rozwinę swoją odpowiedź po powrocie do domu (o ile ten kierunek wyda sie Tobie interesujący).


#3

A ja odwrotnie, potrzebuję gór i tych znajdę tylko przy południowej granicy Polski. Lubię Dolny Śląsk, więc z Wrocławia przeprowadziłbym się do Wałbrzycha lub Świdnicy lub Dzierżoniowa i oszczędzałbym te kilkadziesiąt płaskich kilometrów w nizinie wrocławskiej. Opcja B to Sobótka: blisko Wrocławia (pół godziny samochodem), blisko gór, no i Ślęza z podjazdami (p. Tąpadła), kolarska mekka w Polsce, kolarskie rodziny (Wrony, Huzar, itd.)


#4

Cóż, perfekcyjne pod tym względem są okolice Bielska-Białej. Z jednej strony góry - Beskid Śląski, Mały, Żywiecki z całą masą podjazdów. Jest kilka klasyków 4-6-kilometrowych z nachyleniem 5-7%. Jest “kiler” z 12% na 3,5 km i kilka innych krótszych ścianek z kultową ścianą Orle Gniazdo (jeszcze się tak nie nazywa? hmmm). A w drugą stronę jest opcja a - hopki tak do 80 m przewyższenia - też s kilkadziesiąt można znaleźć lub płaskacze w kierunkach Oświęcimia, Pszczyny, Brzeszcz i ogólnie strefy przed Górnym Śląskiem - okolice na granicy tegoż ze Śląskiem Cieszyńskim. Z tym że na tych płaskaczach to i tak na 50 km zawsze będzie ze 200 m przewyższenia.
Drogi - różnie to bywa. Na teraz Szczyrk-Wisła mają dobre asfalty. Ale ruch nie jest tam umiarkowany (chyba żeby zajechać do Wisły czy Istebnej i tam pojeździć po doskonałych i w dużej mierze nieruchliwych drogach leśnych). Podobnie fantastyczne zadupia można znaleźć w rewirach płaskich - drogi zazwyczaj dobre, choć mogą być momenty ospowate. Samo Bielsko lepiej objeżdżać zadupiami (wiadomo, wybory były, to miasto jest teraz rozkopane i zakorkowane).

Ale żeby to wszystko Calpem mianować, to nie wiem, nie wiem :wink:


#5

Swietny jest też Karpacz z legendarnym podjazdem pod Orlinek, a niedaleko też podjazd pod Przełęcz KArkonoską - najtrudniejszy podjazd w Polsce


#6

Sam pochodzę z Dolnego Śląska i uważam, że - jak na polskie realia - Sudety to dość dobre tereny do jazdy na szosie. Dodatkowym atutem jest bliskość Czech, gdzie jest już o niebo lepiej. W młodości jeździłem sporo po Górach Izerskich (zwł. po czeskiej części) i byłem bardzo zadowolony. W ostatnich latach częściej przebywam w okolicach Gór Sowich i jest tam również bardzo ładnie. Niestety pod względem perspektyw zawodowych są to dość biedne i słabo rozwinięte regiony, więc tutaj trzeba by było iść na duże kompromisy.

Jak tak się zastanowię, to Sobótka chyba rzeczywiście może być najlepszym wyborem. Dojazd do Wrocławia do pracy, a na miejscu zamieszkania ciekawe tereny i - jak wspominano wyżej - “kolarski klimat”. Dodatkowo też dość blisko na wypady w Góry Sowie.


#7

Góry Sowie są bardzo w porządku jeśli chodzi o podjazdy - jest kilka solidnych sub 10 minutowych ścianek. No i jest przełęcz jugowska plus walimska na ciut dłuższe zabawy. Tylko asfalt często jest bardzo słaby lub tragiczny więc na zjazdach mocno trzeba uważać. No i jeżdżą cieżarówki z jakimiś kamykami albo drwale i zasyfiają mocno drogi.

Dużym problemem jest brak podjazdu na minimum 25 minut na wysokich obrotach. Przy testowaniu FTP to jest jednak must-have.

Niemniej kolarzy szosowych I mtb jest dużo, więc jest klimat I można się czasem psychicznie pościgać :slight_smile:

No i ruch samochodowy mały więc nawet bezpiecznie człowiek się czuje.

Minus, że nie ma tam amatorskich wyścigów szosowych - znam tylko Koronę Gór Sowich.

Dojazd samochodem z Wrocławia przez DK 8, więc częste korki i wypadki. Ale obiecują S8 do Kłodzka, więc za te kilka lat wypad z Wrocławia będzie w okolicach 30 minut. Zamiast tej od 1h do 1h 20 min.


#8

Wisła/Ustroń ewentualnie Bielsko-Biała.
Stałem przed podobnym dylematem i postawiłem właśnie na Beskid Śląski. Gęsta sieć bocznych dróg do eksploracji na terenie trzech państw. Podjazdy krótkie, długie, ścianki. W zasięgu mniej więcej 2h autem masz dostęp do świetnych tras w Małej i Dużej Fatrze, Niskich Tatrach, Jesionikach. Sporo wyścigów w okolicy a w sezonie naprawdę wielu kolarzy.


#9

Edit: zepsułem formatowanie, proszę wybaczyć.

Raz z jakiegoś powodu zamiast przez DK8, Łagiewniki i Dzierżoniów pojechaliśmy do Pieszyc - tradycyjnego miejsca startu treningów w Sowich - wzdłuż DK35 prawie do Świdnicy, a potem na południe, zostawiając Ślężę po naszej lewej stronie. Ku mojemu zdziwieniu ten sam czas podróży. No i wielu osób jedzie nawet na rowerze z Wrocławia przez Mietków - Świdnicę - Lubachów - Walim.


#10

Kocham klimat Karkonoszy , uwielbiam tez Kotline klodzka , ale najrozsadniej z puntu widzenia “zycia” wychodzi jednak to co pisze Dobry . Gory jeszcze lepsze kolarsko , choc klimatycznie to lata swietlne od Karkonoszy ( sorry Dobry , ale tak niestety jest … ) , no i najlepsze mozliwosci znalezienia pracy . Nie wiem ile masz lat , ale jak przed 30 to pakowalbym manatki i spadal do jakiejs Hiszpanii . Gdybym kiedys wiedzial JAK pochlonie mnie rower , to dawno temu emigrowalbym do Wloch , Francji lub Hiszpanii , a nie do Szwecji . Dzisiaj majac rodzine , 11 letnia corke pozostaja mi czeste wyjazdy na rower szosowy do tych krajow ( + MTB na moje ukochane Balkany ).


#11

Przecież masz w Swecji świetny klimat, słoneczne lato / przynajmniej w tym roku tak było /, mnóstwo podjazdów. W sam raz na całoroczne przejażdżki. :wink:


#12

Fantastycznie że temat rozrósł się w tak szybkim czasie, serdecznie dziękuję. Co do wyjazdu za granicę Jarku, nie jestem jeszcze aż takim hardkorem… bardzo wyhamowały mnie problemy zdrowotne, co niestety staje się dość powszechnym trendem, nawet wśród sportowców. Dlatego w obecnej chwili obrałem taktykę małych kroków, dla spokoju i takim pierwszym krokiem, byłaby zmiana klimatu, jeszcze na “własnym podwórku”. Teraz piłka po mojej stronie, oczywiście chętnie poczytam kolejne ciekawe sugestie :slight_smile:


#13

Jak na polskie warunki, asfalty w Górach Sowich nie są takie tragiczne moim zdaniem, przynajmniej na tych najbardziej znanych podjazdach. Nie wypowiem się na temat codziennego ruchu i warunków, bo bywam tam raz na rok, przy okazji przyjazdów do Polski (mieszkam na stałe w Szwajcarii). W każdym razie, jeżdżąc tam, nie miałem złych doświadczeń. Ale oczywiście wciąż jest bardzo dużo do zrobienia, jeśli chodzi o infrastrukturę.

Z kolei problematyka S8/DK8 jest mi znana i zgadzam się, że ta droga jest tragiczna, ale powiem szczerze, że po kilku ostatnich wizytach w Polsce znacznie bardziej kląłem na wyrób autostradopodobny o numerze A4 na odcinku między Krzywą a Wrocławiem.


#14

Anegdota: parę lat temu znany kolarz zawodowy postanowił ścigać się na MP na czas. Kilka dni przed zawodami on podjechał pod Jugowską mocny odcinek 20-minutowy i sprawdzał jaką miał średnią moc. To chyba jego pierwszy test tego typu w tamtym roku. W wyścigu postanowił trzymać tę moc minus parę procent. (…) dzięki stałej mocy wygrał brążowy medal.

Niech zgadnę - chodzi o Huzara? :slight_smile:


#15

Ja tego nie powiedziałem… ale nie znam wielu innych polskich (byłych) kolarzy osobiście :wink:


#16

Tutaj gdzie mieszkam ( Malmö) klimat dosyc lagodny. Dosyc cieple lata ( no w tym roku to jakis wyjatek jednak byl ) , brak prawdziwych zim . Sezon praktycznie 365 dni jak ktos lubi zima jezdzic. Dookola troszke pagorkow i teren rzadko plaski. Calkiem fajnie rowerowo-szosowo ( gorzej troche z MTB , tutaj juz trzeba rower do auta i odjechac od 50 do 80 km , aby pojezdzic w “gorach” ) . Nie narzekam , ale kocham GORY ktorych tutaj brak ( morze jest mi obojetne , choc w lecie kapie sie codziennie gdyz mieszkam niedaleko plaz w Malmö ) .


#17

Mozesz zdradzic jaki region Szwajcarii ???


#18

Mozesz zdradzic jaki region Szwajcarii ???

Region berneński


#19

Wspaniały temat. Podoba mi się Twoje podejście - wyprowadzić się tam gdzie się fajnie jeździ na rowerze. Jeśli faktycznie celujesz w całą Polskę to pomyśl o południowym zachodzie - klimat jest tam łaskawszy niż w Warszawie i na pewno dużo łaskawszy niż na Białostocczyźnie.
Na pewno pod tym względem wygrywają okolice Wrocławia i Sobótki, tym bardziej że jest tam też sporo mniejszych hopek a i w prawdziwe góry blisko. Polscy kolarze od lat organizują zgrupowania wczesną wiosną właśnie w okolicy Sobótki.


#20

Fajny temat! Mam nadzieję że będzie ciągnięty przez jesienno-zimowy przestój.
Ja mieszkam w Holandii gdzie jeśli chodzi o infrastrukturę i popularność tego sportu, to jest totalny raj dla takich jak my. Jedyny minus to oczywiście brak gór- do hopek w Limburgii mam minimum 2h jazdy, do ciut wyższych w Ardenach pół godziny więcej a do pierwszych sensownych gór (np Wogezy) minimum 6/7h jazdy autem. To jest rzecz, która mi tu bardzo doskwiera, no ale nie można mieć wszystkiego. Wiadomo jednak że za to komfort życia jest bardzo wysoki.
Co do Polski to jeśli myślałem o powrocie to najpierw myślałem o Rzeszowie, bo to czyste i przyjemne i dynamicznie rozwijające się miasto. Na plus niezła komunikacja (A4), niedaleko w moje ukochane Bieszczady, niedaleko na Słowację i Ukraine, blisko do Krakowa czy np w Beskid Sądecki.
Ostatnio jednak myślałem sporo o jakimś „zadupiu” gdzieś na południu Dolnego Śląska, np w okolicach Dzierżoniowa. Raczej wybrałbym opcję mieszkania na wsi lub w małym mieście. Na pewno zwróciłbym uwagę na dojazd, stan deóg i stan powietrza, bo tam gdzie często bywam (Świebodzice) powietrze wręcz śmierdzi. Co do pracy to również kwestia szczęścia, ale na pewno warto wziąć pod uwagę możliwości znalezienia czegoś sensownego w danej okolicy.