Polskie ... Calpe czyli ?


#41

Ja jakbym był bez obciążeń, to jednak wybrałbym Bieszczady. Kocham je za tą dzikość, za to, że przypominają trochę Kresy! Jestem tam co roku. Mam też Koło Sanoka rodzinę. Z zarobkami szału nie ma, czy to w budowlance czy w biurze, ale co roku sytuacja się poprawia.


#42

Hmm, muszę się zastanowić… :wink:


#43

Jak widze Wlochow mieszkajacych za granica ( Wloch ) zawsze sie zastanawiam ; CO oni tu ( tam ) robia ??? :wink:
Moj lekarz jest Wlochem majacym zone Polke , a mieszkaja w Szwecji . Jak do niego chodze to ja witam go zawsze : buongiorno dottore , a on odpowiada mi ; dzien dobry Jarek , a pozniej przechodzimy na szwedzki :joy:

P.S. zmykalbym do Wloch - Francji - Hiszpanii . Wlochy ZAWSZE na 1 miejscu :wink:


#44

Szymonbike jest bananowym dzieciakiem, ma zamożnych rodziców. Nawet jeśli udało mu się osiągnąć jako taką niezależność i utrzymuje się z blogowania i malowania płotów przez 2 tygodnie w Norwegii to miał na to szansę właśnie dzięki kapitałowi od rodziców.
Mi to nie przeszkadza, miał chłopak szczęście i bardzo fajnie. Problem w tym, że on wszystkim sprzedaje tą swoją couchingową nowomowę, że przecież każdy tak może, chcieć to móc i sky is the limit. No nie każdy. Bo raz jak wszyscy zostaną blogerami to nikt nie będzie blogerom płacił za reklamę, dwa żeby móc poświęcić czas i nakłady na rozwój takiego bloga i doprowadzenie go na szczyt trzeba mieć jakiś kapitał - kasę na utrzymanie, albo płacących za nie rodziców, wolny czas - czyli znowu nie musieć pracować i kapitał kulturowy - to nie jest przypadek, że takim światowym kolarzem został bananowy chłopak ze stolicy, a nie młody adept kolarstwa z Sanoka.


#45

Patrząc jeszcze z perspektywy Wrocławia i układu dróg, to myślę, że warto dojeżdzać na treningi do:

  1. Góry Sowie - wiadomo. ~1h 10 min autem (liczę do Pieszyc)
  2. Karkonosze - ~1h 50 min autem do takiej Sosnówki / Szklarskiej / Kowary
  3. Duszniki Zdrój - ~1h 50 mi i okolice Zieleńca z czeską stroną Destne / Polanicy Zdrój / Droga 1000 zakrętów, itd.
  4. Głuchołazy / Bela pod Pradedem - 2h i mamy wypad na grubego zwierza aka Praded / Dlouhe Strane
  5. Świeradów Zdrój - ~2h 20 min i mamy Stóg Izerski
  6. Park krajobrazowy Doliny Bobru - ~2h i fajne hopki

Szkoda, że w PL koleje dolnośląskie kuleją. Bo, aż prosi się żeby do takiego Dierżoniowa pociąg jechał ~40 minut. Albo 1h do Jeleniej góry.

Co do wyścigów z podjazdami, bo w takich gustuje :slight_smile: , to w okolicy kojarzę następujące:

  1. czasówka Kowary - Okraj
  2. cykl czasówek Karkonowskich - głównie krótkie strome ścianki
  3. korona gór sowich przy grodach piastowskiej.
  4. supermaratony.pl i klasyk kłodzki, radkowski i maraton kargula i pawlaka
  5. czasowki pod Praded i Dlouhe Strane organizowane przez kluby kolarskie z opolszczyzny
  6. via dolny Śląsk ma coś w szklarskiej
  7. był wspomniany baranowski tour w Wałbrzychu
  8. no i górskie szosowe mistrzostwa Polski amatorów w sosnówce

Może ktoś zna jeszcze inne?

P.S. Co do Szwajcarii jak już jesteśmy to najlepiej mi się jeździło w dolinie Valais. Specyficzny klimat pogodowy. Dużo epickich jazd na 2000+, dużo podjazdów do stacji narciarskich utrzymanych w zimie, więc sezon na grubego zwierza praktycznie od połowy marca do połowy listopada. Mieszkałem przez parę lat w Zurichu I największy atut Szwajacarii to koleje: wsiadasz na dworcu i w mniej niż 1.5h możesz wjeżdżać na epickiego kolosa powyżej 2000 metrów. Ale to na weekendy. W ciągu tygodnia treningi po pracy też się da fajnie ogarnąć, gdyż jest kilka hopek z przewyższeniem do 200m i fajnym nachyleniem >6%. Plusem jest też to, że jest na tyle droga i jest tyle fajnych miejsc, że ruch na drogach jest w miaŕę mały. Ale nie ma co się łudzić i debile są wszędzie, zwłaszcza emerytowane dziadki w sportowych autach i na niemieckich blachach.


#46

Odnośnie wyścigów po górach, to epicki jest Karkonosuv w Trutnovie ale jest tego dużo więcej w Czechach.


#47

Kilka lat temu kilka razy jechaliśmy na rowerze z Wrocławia w Sowie (przez Sobótkę/p.Tąpadła i Pieszycę), kończąc w Wałbrzychu. Powrót do Wrocławia sama przyjemność: szybko, tanio, pociąg nowoczesny i rower za złotówkę. Szkoda, że tak nie ma do Dzierżoniowa.


#48

Mówisz o pociągu Wałbrzych - Dzierżoniów czy Wrocław - Dzierżoniów? Bo do Wrocławia już od kilku lat jeździ i rower też za złotówkę. Jeśli chodzi o to pierwsze to z przesiadką w Jaworzynie zajmie nam to godzinę, więc też nie jest tragicznie (inna sprawa, że rowerem podobnie :wink: ).


#49

Tak, wiem, ale jakoś zbyt skomplikowane dla mnie. :smiley:

No za parę lat będzie Wrocław - Sobótka, choć to dopiero będzie szybciej rowerem niż pociągiem.


#50

To, że będzie za pare lat to słyszymy od paru lat :smile:


#51

rzadko kiedy aż w takim stopniu się z Tobą zgadzam :wink:
jedyne właśnie co mnie naprawdę mocno dobija to dokładnie to glindzenie o tym że właśnie “każdy tak może blablabla”. Parę razy cisnęło mi się żeby mu parę słów prawdy na temat normalnego życia napisać, ale zawsze odpuszczam bo po co. Niech chłoptaś żyje w sowim urojonym świecie
sorry za OT


#52

Ja Ci mówiłem, że wbrew pozorom możemy mieć więcej punktów stycznych niż Ci się wydaje :stuck_out_tongue:

A wracając do tematu, wszystkie miejscówki tu wymienione są super. Okolice Krakowa - teren idealny do jazdy, ale ten smog… Okolice Bielska - też wspaniałe tereny, bardzo lubię tam jeździć bo jest wygodny dojazd pociągiem z Warszawy - 3h Pendolino i jestem w Bielsku, które jest świetną bazą wypadową. Nie wiem czemu ludzie jeżdżą do Wisły czy Ustronia, które są dalej skoro można tam pojechać z Bielska rowerem. Karpacz- to polskie Alpy, wspaniałe podjazdy pod Okraj, blisko do Czech, piękna architektura (ale nie w Kapraczu tylko w Jeleniej Górze i okolicy, te wszystkie małe miasteczka w Pl i Czechach są urocze).

Mimo wszystko ja bym jednak brał pod uwagę to gdzie zima jest najłagodniejsza, gdzie śniegu jest najmniej i gdzie mrozy są najmniejsze i tutaj zwyciężają okolice Wrocławia gdzie tereny do jazdy również są super i wygodnie można dojechać np do Karpacza w lato żeby sobie pokręcić w większych górach.


#53

Jak juz macie juz tyle “punktow stycznych” to przejdzcie moze na randka.pl :wink:

Jak piszemy o polskim Calpe , to nie piszmy moze , ze mozna do tego “Calpe” dojechac w 1-3 godz.
On chce mieszkac W , a nie dojezdzac ( no moze 15 min rowerem ) …


#54

Wiem. Dlatego cały czas piszę o rejonie, w którym jest najcieplej. O dobrym dojeździe pisałem w kontekście mojej ulubionej bazy wypadowej z Warszawy.

P.S.
Teraz się korzysta z tindera, a nie jakichś portali randkowych. Kto wie, może się tam we trójkę zmatchujemy :wink:


#55

Okolice Bielska mają też ten plus, że jest to (precyzyjniej mówiąc, Istebna) epicentrum Road Maratonów. Od kwietnia co miesiąc jest wyścig dla amatorów na górskiej trasie. Wiadomo, częściowo jakoś się trasy pokrywają, ale mimo wszystko, mają różne specyfiki.
W kwietniu zaczyna się w Ustroniu (krótki wyścig na trudnych rundkach (góra - dół, ale maks 100 m przewyższenia czy jakoś tak) + finisz na Równicy, czyli 5 km i średnio 6-7%)
Potem Ujsoły, czyli wypad na Słowację - trochę górek, ale też trochę płaskiego, finisz chyba też pod górkę.
W szczycie sezonu to klasyka, czyli Pętla Beskidzka. Kiedyś był fajny wyścig na rundce w okolicach Stecówki, ale… nie zawsze łatwo taką imprezkę zorganizować. Pozostała klasyka z trzema dłuższymi podjazdami na pętli i finałem na Zameczku (a pętli bywa więcej - opcjonalnie)
Potem jeszcze ciekawsze rozwiązanie - etapówka Road Trophy w sierpniu. Organizator “zawodowo” zajmuje się drogami w gminie Istebna, więc jak tylko gdzieś wytyczy jakiś nowy asfalt, to od razu go testuje na RT. Specyfika jest taka, że na RT ścianka ściankę ścianką pogania. Do tego jest jakaś czasówka typu uphill i jest na prawdę trudno. A jest bardzo fajnie, bo startuje tak około 100 zawodników, więc nie ma tłoku, a poziom bardzo wysoki (startuje też ekipa z Belgii - już wiedzą, że 23 ząbki z tyłu to za mało :wink: - a rywalizacja z nimi to dodatkowy smaczek). Jest szansa, że za jakiś czas @Leopejo przekona się, że to fajna impreza. :wink:
Na koniec sezonu jest jeszcze Rajcza, która kiedyś miała łagodny przebieg i dużo płaskich momentów na trasie po słowackiej stronie (choć też były czasy, że zahaczała o Krowiarki), ale teraz bliżej jej charakterem do Road Trophy. Natomiast wytyczacz tras był ostatnio niezadowolony, że niby za trudną jazdę urządził. Jak go znam, klina zabije klinem, więc za rok będzie jeszcze trudniej :smiley:
Przy niektórych imprezach pojawiają się też uphille (np. Zameczek, Równica).
A w ramach cyklu, w promieniu 100 km można jeszcze kilka innych imprez znaleźć. W Orzeszu, Suszcu czy na Górze św. Anny. - wychodzi, że ze dwa wyścigi w miesiącu bez specjalnych komplikacji można zaliczyć. A jeśli się do tego startuje w MTB… To ja nie mam pytań :smiley:

Ja w tym roku zacząłem też eksplorować górki po czeskiej stronie - byłem na Łysej Górze i Jaworowym. Łysa to jedyny w okolicy 8-kilometrowy podjazd (tak że nie zastanawiamy się, czy to już, czy jeszcze nie, jak na Salmopolu). Z BB jest tam na szczyt w okolicy 80 km.


#56

A gdybyśmy byli w stanie przekonać do startu @Eder , to byłoby dopiero coś.


#57

Pelne spoko ; jestem czlowiekiem ktory wyznaje zasade , ze w zyciu trzeba WSZYSTKIEGO sprobowac …


#58

Eder “idzie” w kariere czasowca , a nie wspinacza …


#59

Od Wigginsa do Dumoulina i Roglicia, jest pełno dobrych przykładów dla Edera czasówkarzy, którzy zaczęli dobrze jechać po górach :wink: Choć chyba żaden z wyżej wymienionych nie próbował swoich sił na trudniej trasie Road Trophy.


#60

Leo dowcipniś… :smiley: