Przygód kilka wróbla Ćwirka


#1

Czy Naczelny jest dzielny?

  • Dzielnym jest Naczelny
  • Naczelny nie jest dzielny (UWAGA! widzę, kto jaki oddał głos!)

0 głosujących

OK, nasza firma jest specyficzna. Niegdyś zakupiliśmy kilka rowerów, które jednak stoją odłogiem w biurze. Dziś postanowiłem to zmienić (po raz kolejny - wcześniej ręce mi opadały, ale o tym za chwilę).

Miałem dziś spotkanie. Niedaleko od naszego biura, w kierunku centrum. Samochodem to może jakieś 10 minut jazdy. Rowerem - 30/45 przy bardzo spokojnym tempie. Przyszedłem wcześniej do biura, sprawdziłem pocztę i takie tam po czym przebrałem się w koszulę i marynarkę (i takie tam :wink: ) i stwierdziłem - komu w drogę, temu Aviomarin.
Ale coś mnie tknęło - nie jest dziś gorąco, słonko świeci, ja mam całą godzinę do spotkania. Szkoda mi po prostu samochód na taką straaaszną wyprawę odpalać. No to pojadę rowerem. A co. W końcu Naczelnym rowery.org, więc Naczelnić od czasu do czasu trzeba i na siodełku :smiley:

Kolega, który miał jechać ze mną stwierdził jednak, że on się wypisuje. Spoci się, będzie woniał na spotkaniu, a poza tym to nie ma kondycji i go zgonię (ponoć). Nie to nie, rzekłem na to i umówiłem się z nim, że spotkamy się pod budynkiem jakieś 5-10 minut przed wyznaczonym terminem. Mnie w to graj, bo chciałem jeszcze zajrzeć do sklepu po drodze.

Ruszamy. Do sklepu dojazd zajął mi jakieś 5 minut. Średnia - 14.2 kmph. I kogo ja bym miał takim tempem zgonić :question: Zakupy w sklepie to kolejne 5 minut. Wychodząc pomachałem koledze, który właśnie ruszył samochodem spod firmy.

Kolejny odcinek, pojechało mi po ambicji bo minęliśmy się pod sklepem - średnia 18.9 kmph. Na swoje usprawiedliwienie dodam, iż z iPoda miło grał Robert Marsalis, więc jakoś tak podkręciłem - zupełnie nie jak rowerzysta na holendrze. Ale co mi tam.

Poza tym, tak na marginesie, drogi są pełne pijanych morderców, dla których jedyną życiową ambicją pozostało już tylko zabić moją skromną osobę. Nie, nie widać mnie przecież - mam 2 metry wzrostu, wielką żółtą kamizelkę odblaskową na plecach oraz, pomimo dnia, włączone światełko z tyłu i z przodu. Czarna dziura na ulicy, szlag by ich…
Ale to inny temat.

Dojazd na miejsce, 20 minut do spotkania. Co mam robić tyle czasu? Dzwonię do kolegi - stoi w korku, ale korek mały i zaraz ruszy. Hmm… skrót przez tory dał mi niezłą przewagę. OK, skoro stoi, to ja idę na górę za 5 minut. Rozglądam się, ale miejsca aby bezpiecznie porzucić i przypiąć rower to w Warszawie nie ubaczysz. A już na pewno nie poza utartymi ścieżkami - czyli akurat tam, gdzie są potrzebne. (Kto teraz rządzi? PiSs?)
Szybka decyzja, biorę rower na górę. Oni tam mają wielki hol, nie będzie przeszkadzał. Chwilę później powalczyłem z windą - 1:0 dla windy - i poszedłem schodami. W progu już słyszę krzyk, że przesyłki kurierske zostawia sie na dole w recepcji ochrony… eee… kurier w marynarce?.. eee… Pan na spotkanie??.. eee… no niech Pan zostawi go tutaj, może nie będzie przeszkadzał.
Może :question: Z każdej strony od roweru ok. 5 m wolnej przestrzeni :exclamation: Może nie będzie przeszkadzał.


Po spotkaniu czas na powrót. Znowu walka przy drzwiach, aby obrócić na schody. Nie, nie widać mnie i wszyscy nagle zapragnęli wyjść równocześnie ze mną z biura. Ech, luz. Poczekam. Cierpliwy jestem. Jeszcze tylko 6 pięter w dół - swoją drogą na moje oko do winy wózek inwalidzki też by nie wszedł… - i można jechać do swojego biura. Pomachałem koledze, który właśnie zapłacił 16 zł (sic :exclamation: ) za parking strzeżony i w drogę.

Tutaj znowu powinienem pomarudzić na tych pijanych morderców, ale jakoś przeszło mnie bokiem - znalazłem w sieci w czasie spotkania Guns ‘n’ Roses Welcome to the Jungle, które jakoś wydawało mi się być bardzo na miejscu, i jechałem mając cały świat w głebszym poważaniu.

Dotarłem chwilę po koledze - znowu stał w korku, biedaczysko :smiling_imp:

OK, trzeba jechać jeszcze na pocztę :question: :exclamation: Nie ma sprawy.

Ciekawe czy i tam, o ile nie będzie stojaków, wpuszczą mnie z rowerem.D


#2

Dobrze, że w Warszawie nie mieszkam :stuck_out_tongue: .


#3

Ja mam takie pytanie, czy będą dalsze części przygód :question: Bo ciekawy jestem jak było z tą pocztą :wink:


#4

Jak wrócę, to napiszę.


#5

Do kanonu “dzielności” brakuje mi: “Naczelny jest niedzielnym rowerzystą” :wink: W Warszawie to ja bym się chyba nie odważył. Przynajmniej nie po przyjeździe z takiego miasta jak Wieluń, gdzie ja jestem Panem Szos a konserwy jeżdżą poboczami :d :laughing: Chciałbym :stuck_out_tongue:


#6

Są jeszcze na świecie szczęśliwi ludzie :))
Warszawa to kliniczny przykład. Nie ma wystarczającej ilości parkingów dla autek, nie ma stojaków by zaparkować rowerkiem, nie ma - nie wiem jak to nazwać - uchwytów by uwiązać psa by wejść do sklepu (coś na wzór westernowych dla koni, gdy kowboj szedł do saloonu się zabawić), nawet idąc chodnikiem można zostać stratowanym przez innego zaspanego/nieprzytomnego przechodnia/żula. Ja to muszę znosić gdy pojadę do naszej kochanej stolicy popracować.


#7

Niedzielnym rowerzystą nie jestem, ale po mieście, szczególnie po Warszawie, jeździć po prostu nie lubię. Fee, duży ruch, wokół sami już spóźnieni kierowcy. Makabra.

Wolę wyjechać, jak to się mówi, do lasu i takie tam. Mieszkam na północy, mam blisko do Kampinosu - a tam to aż przyjemnie się jeździ.

A na poczcie źle nie było. Pani nie krzyczała, że rowerek wprowadzam do budynku. Bo na zawnątrz, rzecz jasna, stojaczka nie ubaczysz. Żeby nie było to poczta jest tuż obok ścieżynki dla rowerów…

A Pokwa i Pantani^ mają u mnie krechę :smiling_imp:


#8

:laughing: zrobiłem to specjalnie :stuck_out_tongue:


#9

Pokwa, nie tłumacz się. Moderatorzy dostali już odpowiednie dyspozycje. :smiling_imp: :laughing: :wink: