Rozmowa z Dariuszem Baranowskim


#1

Jestem naładowany energią. Trenuję już normalnie, w Hiszpanii. Chcę jak najszybciej nadrobić zaległości. Zły nastrój już minął. Zapomniałem o trzytygodniowym rozbracie z rowerem i szukam pozytywów tej sytuacji. Jednym z nich jest fakt, że mogłem pójść na koncert mojego ulubionego zespołu “Depeche Mode” w Katowicach - mówi nam Dariusz Baranowski, jeden z najbardziej doświadczonych polskich kolarzy, trzykrotny zwycięzca Tour de Pologne.

Najpierw Giro d’Italia

Pierwszego marca Baranowski debiutował w tym sezonie - w wyścigu Vuelta a Murcia. Do mety dojechał ostatni ze sporą stratą i… grymasem na twarzy. Nie z powodu słabej formy, a odnowionej kontuzji lewego kolana. Był załamany. Nastrój przygnębienia pogłębił się jeszcze, gdy usłyszał, że musi zsiąść z roweru aż na trzy tygodnie. - Przynajmniej miałem czas dla rodziny, ale martwiłem się, czy wystarczy mi go potem na dobre przygotowanie się do Giro d’Italia. Przecież ten wyścig startuje już na początku maja. Teraz wierzę, że to się uda - mówi nam jeden z trzech Polaków (obok Sylwestra Szmyda i Piotra Mazura), który startuje w grupie Pro Touru, czyli kolarskiej Ligi Mistrzów.

Giro d’Italia to jeden z trzech wielkich tourów, obok Tour de France i Vuelta a Espana. Trwa trzy tygodnie i samo ukończenie go jest bardzo trudne. Baranowski ma być głównym pomocnikiem liderów swojej grupy Liberty Seguros. - Niestety, przed wyścigiem Dookoła Włoch wezmę udział tylko w trudnym wyścigu w Szwajcarii - Tour de Romandie. To trochę mało, ale z drugiej strony ani ja, ani menedżer mojej grupy Manolo Saiz, nie chcemy ryzykować zbyt wczesnego wejścia w rytm wyścigowy. To może się źle skończyć dla mojego kolana i w ogóle mojej formy. Dlatego obawiam się, że mogę nie dojechać do mety Giro d’Italia w Mediolanie - opowiada nam Baranowski.

Potem Vuelta a Espana

Teraz trenuje na południu Hiszpanii. Na razie jeździ sam, bo - jak żartuje - aktualnie słabszą dyspozycją nie należy się chwalić kolegom i rywalom. Po wpadce dopingowej Roberto Herasa (wygrał w zeszłym sezonie po raz czwarty Vuelta a Espana, ale został później zdyskwalifikowany), cała uwaga grupy jest skupiona na starcie Aleksandra Winokurowa w Tour de France. - Nie mam tego wyścigu w kalendarzu, za to mam wystartować w Vuelta a Espana. Czy w związku ze spokojnym początkiem sezonu pojadę jednak w “Wielkiej Pętli”? Nie jest to wykluczone, choć raczej mało realne. Wolę startować mniej, ale bardziej efektywnie - zapowiada Polak, który w zagranicznych grupach zawodowych ściga się od 1996 roku.

MARCIN KARDA - Przegląd Sportowy