Siłownia/ MTB czy trenazer ?


#1

Dzien Dobry, To moj pierwszy post na tym forum, Od kilku lat czytam to Forum.
Utowrzyłem w końcu konto gdyż po 5 latach trenowania na szosówce postanowiłem aby w końcu przyszły sezon był przełomowy i chciałbym się doradzić . Przez 4 lat podniosiłem swoje rezultaty ( patrząc na dystanse i średnie predkosci ), niestety w tym roku było gorzej. Myślę że wszystko zabił nadmiar trenażeru w zimie ( około 3000km na trenażerze przy średniej poniżej 25km/h - co oznacza duży opór - na te chwile dysponuje najtańszym modelem Btwina).

W tym roku postawiłem sobie za cel by w przyszłym roku podnieść swoją formę. Chciałbym przeznaczyć na to około 2000 tys zł. I własne pytanie do Wasz , na co najlepiej widać:
A) trenażer - albo Zwiftem, albo z My-etraing.
B) rower MTB
C) Atlas do ćwiczeń.

Jeśli chodzi o mnie to jeszcze kilka dni temu byłem pewien żeby przeznaczyć pieniądze na MTB, po przegladnieciu ofert z rowerami stwierdziłem że w takiej cenie to bez rewelacji jeśli chodzi o sprzęt ( nie ukrywam wolałbym nówke ) , do tego zacząłem się zastanawiać czy jazda w zimie na MTB coś zmieni. Na szosówce zdarzało mi jeździć nawet przy -10.

Drugim wariantem nad jakim myślałem to wymianę trenazera na jakiś z którym można podłączyć się do aplikacji co by urozmaiciło treningi. Tu dochodzi problem z braku komputera z przyzwoitym procesorem. Do tego nie wiem czy by taka aplikacja wiele by zmieniła.

A dziś wpadłem na pomysł by kupić Atlas i przez zimę zbudować siłę nóg , oczywiście jeżdżąc też na trenażerze którego posiadam ( może nie w takiej ilości jak rok temu ).

A więc waszym zdaniem co jest najlepsze na budowanie formy w zimie ? MTB + trenażer w domu , Siłownia + trenażer w domu czy tylko trenażer ale jakimś softem sprawiającym rozerwanie ?


#2

Cześć, na Twoim miejscu zakupiłbym pomiar mocy, komputerek i literaturę na temat treningu z mocą.

Zamiast atlasu, możesz kupić karnet na siłownię (można dorwać i za 49zł/miesiąc), a zamiast zwifta naściągaj wyścigi z torrentów. Możesz też trenować w domu korzystając z kettla i masy własnej, maty, gum oporowych.
Tak czy siak, siłownia i streching obowiązkowo!

Jeśli trenujesz pod kątem szosy/wolisz szosę, to mtb jest zbędny. (Za 2 tyś. lepiej kupić używany)


#3

Niestety zbyt dużo czasu nie mam by jeździć dodatkowo na siłownie, wolałbym zrobisz “siłownie” w domu. Dlatego myślałem by widać na atlas ( któryś z tańszych), pewnego czasu naczytałem się literatur na temat treningu , nawet pracę inżynierską na zbliżony temat napisałem ale w praktyce to jednak u mnie się nie sprawdzało. Pomiar mocy tez brałem pod uwagę ale to już trochę większe koszty a nie poprawi to u mnie chęci do treningu na trenażerze. Oglądanie wyścigów też się u mnie nie sprawdzi.

Nad MTB się zastanawiałem gdyż pomyślałem ze jednak maratonów MTB jest zdecydowanie więcej i od czasu do czasu bym wystartował, tym bardziej ze w wyścigach na MTB jednak i startują jeszcze słabszy ode mnie :smiley:


#4

Zgadzam się całkowicie z xyz: pomiar mocy (i oczywiście do tego Garmin lub podobny, jeśli nie masz), to najlepsza inwestycja na przyszłość. Przy okazji, będziesz mógł korzystać z starego trenażera całkiem inacze, o wiele skuteczniej.

Co do atlasu, albo prawdziwy stojak na sztangę (i odpowiednie przygotowanie podłogi), albo lepiej pójść przez zimę na siłownię (no i do celów czysto kolarskich można robić i siłę na rowerze, choć wiemy, że Sagan i Bodnar robią inaczej :smiley: ).

Co do MTB, xyz nie jest fanem. Mogę powiedzieć, że (już były niestety) kolarz zawodowy, Polak, którego wszyscy znamy, oczywiście miał dobry trenażer w domu, ale nie używał więcej niż kilka razy w roku. Całą zimę trenował bardziej na MTB niż na szosie. Oba rowery oczywiście miały pomiar mocy. Po prostu większy comfort, mniejsze prędkości.
Ja natomiast parę lat temu kupiłem sobie przełajówkę używaną. Dla mnie to najlepsze rozwiązanie jako zimówka, mogę jeździć wszędzie, na szosie nie czuję się tak wolny, jak na MTB no i w razie czegoś mam zapasową szosówką - wystarczy zamontować szosowe opony/koła.


#5

Tobie też odpowiem.

  • atlas nie wiem jak to skuteczny. Chyba że chcesz po prostu robić masę. Dla kolarza mi się wydaje, że najważniejsze to z jednej strony trening funkcjonalny i core - tego nie robisz atlasem; a z drugiej, ewentualnie (ale nie każdy korzysta), ćwiczenia jak przysiady lub przynajmniej leg press - w tym też atlas nie pomaga.

  • pomiar mocy jest koszt właśnie ok. 2000 zł (jednostronny) lub nawet mniej chyba. Zmienia Ci trening przy trenażerze i daje Ci większą dawkę motywacji - przynajmniej większości kolarzy, niekoniecznie Tobie.

  • nie wiem, gdzie mieszkasz, ale coraz więcej jest wyścigów szosowych dla amatorów. Tutaj w okolicach Wrocławia na pewno więcej niż MTB. Są też różne maratony rowerowe na szosie. Co do poziomu, prawdopodobnie nie będziesz ostatni - chyba że startujesz w wyścigu tylko dla mastersów, jak w cyklu ŻTC (?).


#6

Leo, sam jeżdżę na co dzień na 18-letnim mtb, więc jestem jak najbardziej za, ale nie w tym przypadku.
Pomiar mocy można kupić używany albo spróbować np. IQ2. Z dobrym licznikiem (polar m460?) zmieści się w 2000zł. (Stosunkowo tanie są piasty powertap)

Zgadzam się z Tobą, że są lepsze wyjścia od atlasu. Stojaki do przysiadów, sztanga z obciążeniem, do tego porządna mata, trx, kettlebell, gumy i można zrobić formę jak ta lala. Na dłuższą wolałbym jednak siłownię.


#7

Co do miernika mocy nie jestem przekonany, nie wiem czy by mnie to motywowało. Np. na pulsometrze gdy trenowałem to się wnerwialem :slight_smile:

Na te chwile startuje tylko najbardziej amatorskich wyścigach , za sobą dopiero 3 starty :wink:
Garmina posiadam , Garmin Edge 705.
Jak rozumiem aby korzystać Zwifta wystarczy komputer i antena do Laptopa ? Tylko na ile realne jest korzystanie z tego oprogramowania mając odczyt danych z tylnego koła a nie bezsposrednio trenazera ( pomijam czujnik mocy ). I czy inne oprogramowania można połączyć mając zwykły trenażer i czujnik prędkości na tylnym kole ?

Atlas planowałem w celu tylko budowy mięśni nóg , mam w domu juz sztangę ale straszne kolana cierpią moje na przysiadach.


#8

Mi się wydaje, że wszystkie takie strony, nie tylko Zwift, mają trzy możliwości:

  • trenażer smart
  • trenażer zwykły + pomiar mocy
  • trenażer zwykły + czujnik prędkości.

Ten ostatni system jest oczywiście niedokładny. Jeśli twój trenażer jest w liście zwykłych trenażerów w Zwifcie to oni wiedzą mniej więcej, jaka jest zależność między mocą, a prędkością przy tym modelu trenażera (choć jak to dokładne, np. przy różnych temperaturach lub siłach mocowania, tego nie wiem). A jeśli trenażera nie ma na tej liście, to wtedy ta moc jest po prostu wymyślana.

(trenażera nie mam, Zwifta nigdy nie używałem, dla jasności)


#9

Ja od kilku lat zimą nie jeżdżę w ogóle, zamiast na rower idę pobiegać, albo na biegówki, albo na basen :slight_smile: Trenażer i rolki sprzedałem w cholerę. Spokojnie da się w ten sposób zrobić formę na rower. No chyba że liczysz na podpisanie jakiegoś kontraktu z drużyną World Tour, albo dostałeś powołanie do kadry :wink:


#10

Oczywiście nie chodzi mi o budowanie jakieś formy którą mógłbym powalczyć nawet wyścigach dla amatorów o zwycięstwo.
Chodzi mi o zbudowanie formy takiej że za rok w październiku będę zadowolony że zrobiłem progres, tego zabrakło w tym roku. Każdy kto trenuje amatorsko chyba chce podnosić swoje wyniki.

Tak dziś po przeglądałem aplikacje na trenażer które by działały na androidzie. Wpadłem na dwie ciekawe opcje :.
1 ) B, Twin Trainer - udało mi się połączyć moimi czujnikami.
2) Rouvy - niby wykrywało czujnik , łączyło się ale nie mogłem zacząć treningu.

Korzysta ktoś z tych aplikacji lub innych ? Jak tak to jakie wrażenia ? I jak rozumiem pierwsza ma kilka opcji darmowych ale żeby mieć pełny dostęp trzeba już płacić ( nigdzie nie znalazłem ile ) , a druga ma 14-dniowa wersję próbną a później ceny zbliżone do Zwifta ?


#11

Jazda na rowerze/trenażerze zimą nie jest koniecznym warunkiem progresu. Natomiast za dużo treningu jak już zauważyłeś może spowodować regres :wink:

W przypadku amatorów, którzy pracują i mają swoje życia i obowiązki najważniejszy jest chyba jednak odpoczynek i odpowiednia ilość snu. Ja np w tym roku (zanim zepsuł mi się licznik) zauważyłem progres mimo, że jeżdżę mniej, a zimą nie jeździłem w ogóle nawet na trenażerze. Zamiast tego biegałem, ale nie będę kłamał że miałem jakiś plan biegowy :wink: Ale przede wszystkim zacząłem się wysypiać, spać ile wlezie bez oglądania się na to, że muszę wstać rano na trening bo zrozumiałem, że ja przecież nic nie muszę :slight_smile:

Z doświadczenia wiem, że trenażery, plany treningowe i liczniki tylko przeszkadzają w odpoczynku i cieszeniu się jazdą :slight_smile: