Suplementacja - duskusji prawdziwej ciąg dalszy


#1

lol nie było mnie 3 dni a tutaj tony postów. Po pierwsze wyzwiska to chyba nie sposób, żeby
dyskutowac. Debile, koksiarze… mozna sobie tego oszczedzic.

Jak już wcześniej mówiłem la doyenne (i teraz widze kuman7) jest bardzo radykalny w swoich pogladach. Ale ja zwalam to na brak dobrej znajomosci fizjologi czlowieka co widac po wielu wypowiedziach.
Tak jak wspominalem suplementacje aktualnie mozna podzielic na 2 czesci: dietytyczna i hormonalna. Ta druga zdecydowanie zalicza sie do dopingu, gdyż w naturalny sposób (oprocz wytwarzania przez organizm) nie jesteśmy w stanie podniesc pewnych substancji w naszym organizmie.
Jednak suplementacja dietetyczna to nic innego jak “spakowane” jedzenie. Równie dobrze mozna by zakazać używać w codziennym spozyciu zupek chińskich, mrożonek, Vibovitu, kawy rozpuszczalnej, białego cukru itd. Bo wszystko to sa produkty przetworzone chemicznie i majace na celu w jak najmniejszej objętości dostarczyć nam pewnych substancji odżywczych.

Niestety dla kolarza wydatek energetyczny w czasie 1 dnia wyscigowego okolo 180 km w tempie ponad 40 km/h to zapotrzebowanie rzędu 8000 kcal. Wezcie pod uwage, że taki wyscig zwykle trwa okolo 5-6h. Przed startem okolo 1-2h nie jemy nic wiekszego. Od zakonczenia wyscigu do dojsc do domu trzeba przyjac okolo 1h. Mamy wiec juz poswiecone 9h na wyscig. Spanie to kolejne 8h. Jest juz wiec 17h z glowy z 24h dnia. Jak myslicie czy przez te 7h jestes w stanie zjesc posilek zawierajace okolo 7000 kcal (powiedzmy, ze to 1000 kcal zaspokoimy w czasie jazdy).
Nic tak nie obrazuje jak przyklady, wiec podam ile to mniej wiecej jest 7000 kcal w różnych produktach:

  • 46 jajek
  • 1900 g makaronu (jedna paczka ma chyba 200g)
  • 2,8 bochenka chleba (dużego)
  • 4,3 kg filetu z kurczaka

A to tylko podałem wartosci ilościowe a nie jakościowe. Teraz trzeba tak ułożyć dietę, żeby miala odpowiednie skladniki odżywcze itd.
Jak sami widzicie w 7h jakie zostalo na zagospodarowanie dnia musielibyśmy caly czas jesc, co chyba nie musze mowic, ze tez nie jest obojetne dla zdrowia. Taka ilosc pokarmu zalegajac w żołądku obciaza nasz uklad pokarmowy, krwionosny (krew idzie bardziej do trzewi zamiast pozostac na obwodzie), nerwowy (wlacza sie trawienie wiec ogolnie stajemy sie bardziej senni, mniej aktywni itd) itd.
Suplementacja natomiast jest zdecydowanie w tym przypadku mniejszym złem bo wypijając shake białkowy 400 ml mamy już dostarczoną wartość równą porządnemu kotetletowi. Oczywiscie po takim koktajlu jemy także “normalne” jedzenie bo on sam nie wystarcza. Ciezko to bedzie zrozumiec osobie nie zajmujacej sie dietetyka. Uwierzcie mi jednak, gdyz z racji doswiadczenia i wiedzy jaka posiadlem na studiach+wlasnych zainteresowań wiem, ze wlaczenie suplementacji dietetycznej do dobrze ulozonego jadlospisu przynosi dla zdrowia organizmu wiecej pozytku niz zaspokojenie tego zapotrzebowania sama jakze obszerna ilosciowo dieta.

Ufffff sie rozpisalem po przerwie.


#2

Prawda, rozpisałeś się Quibo, moim zdaniem całkiem niepotrzebnie, bo osoby które interesują się suplementacją wiedzą o co chodzi, a Ci którzy się tym nie interesują albo co gorsza mają swoje wyrobione na ten temat zdanie oparte o niewiedzę, Twój opis i tak zignorują.

Do Twojej wyliczanki rodzajów suplementacji dodałbym jeszcze “leczniczą”, jako metodę leczenia/usprawniania organizmu w przypadku chorób na tle przmiany materii i/lub wchłaniania /np. anemia/. Nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale pewnie nie, że tak rozpowszechnione wieloskładnikowe zestawy witaminowo-mineralne, jak np. Plusze, Centrum itp. są bardzo mało efektywne, bowiem zawierają składniki będące wobec siebie antagonistami /szeroko rozumianymi, np. jeżeli chodzi o środowisko i warunki wchłaniania przez organizm/. Stąd ich łykanie jest bez sensu, bo w innym środowisku i warunkach jest wchłaniana witama A, z grupy B, C i inne.
Spotkałem się kiedyś z przypadkiem z pogranicza anemii zawodnika, którego składu chemicznego krwii w ogole nie poprawiały nasze witaminki i minerały podawane właśnie razem jako zestaw complex. Dopiero po badaniach włosów /była to wówczas nowatorska metoda niemożłiwa do wykonania w Polsce - obecnie sa już laboratoria krajowe robiące tanio i szybko takie badania/, przeprowadzonych w USA, zawodnik otrzymał dokładne wyniki, opisujące typ jego przemiany materii oraz czego i ile miał w organiźmie za mało lub za dużo i na dodatek jakie były proporcje tych elementów względem siebie /bardzo jest to ważne/. Wyniki badań uzupełniał opis, w którym zostały zaordynowane suplementy, składające się z witamin, enzymów, minerałów, białka, z wyraźnym rozpisaniem ile, kiedy /dokładna pora dnia i czy przed - czy po posiłaku/ i co brać. Najważniejszą była jednak dla mnie wyraźnie zaznaczona konstatacja, iż łączenie suplementów jest zabronione, z racji szkodliwości i niskiej wówczas efektywności oddziaływania przyjmowanych razem składników. Po zamówieniu zaordynowanych suplementów i po przyjściu paczki okazało się, że wszystkie suplementy były JEDNOSKŁADNIKOWE, tabletki były wielkosci paznokcia kciuka /piguły/, więc i paczka była rozsądnych rozmiarów. Fakt, że 5 miesieczna kuracja kosztowała parę tysięcy złotych, ale bardzo trudny przypadek anemii został szybko i skutecznie zlikwidowany, a wyniki chemiczne /nie mylić z morfologią/ krwii zawodnika były niemal wzorcowe a zawodnik kipiał energią i witalnością. Potwierdziło to ponowne przebadanie próbki włosów, wykonane przez to samo laboratorium w Dallas.

Na marginesie dodam, ze wiele nieporozumień wśród dyskutantów w temacie “suplementacja - doping” bierze sie z tego, iż:
-nie określa się pola dyskusji, czyli czy mówimy o sporcie uprawianym rekreacyjnie, amatorsko, wyczynowo,

  • mylone są pojęcia wspomagania z dopingowaniem się. Aczkolwiek nie ma tutaj zasadniczego błędu, ale należy zawsze zaznaczać mówiąc o dopingowaniu się, iż mamy na myśli “dozwolone dopingowanie się” albo “niedozwolone dopingowanie się, zabronionymi preparatami i metodami”. Wszak szeroko rzoumianym dopingiem jest używanie/posiłkowanie się w treningach np. pulsometrem albo maściami relaksująco-przeciwbólowymi.
  • nie dokońca, o ile w jakimś zarysie, znane są elementarne zasady z zakresu: trenigu sportowego/wyczynowego, fizjologii wysiłku, medycyny sportowej, funcjonowania układu krążeniowo-oddechowego, krwiotwórczego, rehabilitacji, itp.

Ojej, też się nadmiernie rozpisałem :(( sorry


#3

Mozesz cos wiecej napisac nt badania wlosow?
Do tej pory slyszalem o tym tylko w aspekcie poszukiwan arszeniku u skutecznie podrutych truposzy :wink:
Szczegolnie interesuje mnie gdzie i za ile, dobrze bylo by wiedziec jak sie sprawy maja.


#4

Częściowo trzeba jednak przyznać rację na przeciw. Do pewnego poziomu wystarczy po prosty racjonalnie i zdrowo się odżywiać. Wszystkie potrzebne substancje znajdują się w wystarczających ilościach w powszechnie dostępnych produktach spożywczych. Jednak firmy farmaceutyczne sztucznie nakręcaja psychozę i wciskają co się da.
Substancje zawarte np. w jajku są niemal całkowicie wchłaniane przez organizm, a tych substancji jest całkiem sporo, bo jajko to esencja życia. Te same substancje zawarte w pigułce mają wchłanialność już rzędu 20%, o ile w ogóle są wchłaniane, co słusznie zaakcentował lucjan.
Z tego co się orientuje to chyba nawet branie zwykłych witaminek wypada konsultować z lekarzem, ale mało kto tak robi.

Mogę zrozumieć oburzenie la doyenne w sytuacji, gdy młodemu człowiekowi dopiero zaczynającemu treningi wyskakuje się najpierw z łykaniem tuzina kolorowych tabletek i podstawą suplementacji zamiast skupić się na prawidłowym treningu.

Nie moge jednak wyjść z podziwu nad agresywnością kolegi la doyenne. To kolejny temat, po wątku o dopingu u Armstronga, w którym kolega szaleje i miota się jak zwierz w klatce. Kolega raz przeprasza, by potem ponownie zaatakować i obrażać rozmówców, edytuje swoje posty oraz nadużywa znaków graficznych. Dawno tak histerycznie zachowującego się osobnika nie widziałem.

Chyba dość racjonalych argumentów za tym dozwolonym dopingiem się pojawiło w temacie. Temat chyba służy tylko emocjonalnemu wyładowaniu się i bynajmniej nie chodzi o sportową złość.

Jednak coś mnie w tym temacie zainteresowało, mianowicie wegetarianizm a sport typu kolarstwo. Z czystej ciekawości bym o czymś takim poczytał. Coś mi wegetarianizm nie pasuje do zwiększonej aktywności fizycznej.


#5

W tej dyskusji spotkały się faktycznie dwa bieguny, i ciężko będzie je pogodzić - ale spróbuję. Może coś rzeczowego (w przeciwieństwie do innych) do niej wprowadzę…

Z suplementacją, jak i ze wszystkim, trzeba zachować i głowę, i umiar.
Sam z suplementacji korzystam. A jakże, jestem w końcu wyłącznie człowiekiem, choć Naczelnym. Codziennie rano dawka witamin i minerałów. Powód - jestem zabiegany, zapracowany i nie zawsze mogę stosować się do zasad właściwego żywienia. Dodatkowo w czasie panujących upałów przyjmując taką ilość płynów, jaką przyjmuję, szybko te składniki z organizmu wypłukuję. Kiedy tego nie robiłem, a było to nie dalej jak rok temu, skończyło się np. krwotokami z nosa. Przyjmowanie witamin w postaci substytutu wytworzonego to także, zgodnie z najprostszą definicją, suplementacja. Tak jak w innych przypadkach dawka przyjmowanych przeze mnie witamin jest dokładnie dobrana do mojej masy ciała i trybu życia. Tutaj konieczna była pomoc dietetyka, badanie krwi oraz regularna kontrola.

Z dodatkowych suplementacji korzystam już sporadycznie.
Czasem kofeina. Szczególnie, jak czeka mnie długa, nocna podróż “za kółkiem”. Coby nie mówić, smaku kawy nie cierpię, ale czasem zmuszam się do jej przełknięcia, bowiem kofeina podnosi trochę poziom “aktywności” i pozwala zachować czujność w czasie jazdy.
W momencie, kiedy leczyłem kontuzję korzystałem z innych suplementacji. Wapno na wspomożenie zrostu kośćca, tran na wzmocnienie wątroby celem oczyszczenia krwi z toksyn wprowadzonych do organizmu przez leki, itd. Zgodnie z definicją to także suplementacja, bowiem wszystkie te substancje mógłbym przyjmować z pokarmem ogólnym. Jednak w tym wypadku wzmocniona dawka była konieczna, bowiem sprzyjała przyśpieszeniu leczenia organizmu.

Czy jestem koksownikiem? Nie sądzę. Nawet jeśli w okresie wzmocnionych treningów przyjmuję także inne środki, jak aminokwasy dla przykładu. Ich przyjmowanie, zgodnie z zaleceniami dietetyka, to absolutna konieczność, jeśli chce się zachować na starość jako takie zdrowie. Mocne treningi oraz przyjmowanie dużej ilości płynów w okresie letnim skutecznie wypłukują z naszego organizmu substancje niezbędne do włąściwej regeneracji i działania człowieka jako całości. Oczywiście mógłbym z nich zrezygnować i zdać się na naturę, ale przedłużyłoby to okres konieczny do odbudowy zapasów przed kolejnym treningiem i zmusiłoby do ścisłego (co do minuty) przestrzegania zasad żywieniowych. Skoro mogę całość uprościć bez szkody dla siebie to czemu z tego nie skorzystać?

W całej tej dyskusji zastanawia mnie jej motywacja. Jeden z piszących napisał, że przyjmowanie suplementatorów jest równoznaczne z koksowaniem. Jest to, moim zdaniem, bzdura. Suplementatory to substancje, w przeważającej mierze, naturalne, które można przyjmować w formie żywieniowej. Jednak dietetycy już dawno stwierdzili, że aby przyjąć całą konieczną dawkę wymaganych przez organizm sportowca substancji nie miałoby sensu, jako że uciążliwość takich posiłków oraz ich objętość jest po prostu niepraktyczna.
Oczywiście, i tutaj można przesadzić albo pod szyldem “suplementatora” przemycić jakąś substancję, która za niedozwoloną winna być uznana. Jednak świadomy sportowiec z takiej suplementacji nie będzie korzystał, świadomy lekarz jej nie zaleci a świadomy trener nie zaakceptuje. Jeśli ktoś chce być koksownikiem, to nim zostanie i suplementacja nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli zaś chce zachować zdrowie, to suplementacja mu w tym może wyraźnie dopomóc.

I to tyle. Dawno nie poświęciłem tyle czasu na wyrażanie swojej opinii na tym forum, więc jeśli dyskusja ta znowu przerodzi się w klasyczny flame war, to będę karał absolutnie belitośnie i jak popadnie. Mam nadzieję, że w tej kwesti forumowicze mnie zrozumieją…


#6

Nie będę pisał, bo trzeba by epopeję jakowąś stworzyć, ale podam Ci link salve.net.pl/info.php . Z tej stronki dowiesz się wszystkiego najważniejszego o tkankowej analizie włosa, jej istocie, zasadach i warunkach oraz miejscu badania.

Dołoże jeszcze od siebie cokolwiek. Na stronie, SALVE zostało napisane, iż: “Analiza stężeń pierwiastków śladowych we włosach jest najlepszą metodą oceny stanu mineralnego organizmu.”. Jest to prawda, aczkolwiek nie do końca oddaje aktualność tego stanu. Otóż włos do badania musi mieć określona długość /musi pochodzić z okresu 2-3 miesiecy/ zatem ustalony przez badanie stan oddaje zawrtość pierwiastków z takiego właśnie okresu. Ostatnio furrorę robi jednak badanie chemiczne krwi, które pokazuje co w niej jest wg zasady: “tu i teraz, na dziś”, co pozwala niezmiernie dokładnie określić aktualne potrzeby splementacyjne organizmu. Problem jest tylko jeden, specjalistówmogacych takie badanie zrobić i potrafiących właścicie zinterpretować wyniki jest kilku, a kasa na opłacenie takiego badania musi być spora.


#7

Tym razem ja się rozpiszę :slight_smile:
Suplemencja w sporcie amatorskim (o zawodowym nie mogę mówić, bo mam za małą wiedzę i zerowe doświadczenia).

  1. Suplemencja nie jest dopingiem, definicja mówi o “uzupełnianiu diety minerałami, witaminami, aminokwasami, substancjami dietetycznymi…”.
  2. Suplementy mogą być przyjmowana gdy pożywienie nie zawiera dostatecznej ilości danego składnika (na pozomie amatorskim MOIM ZDANIEM nie ma potrzeby sięgania po suplementy).
  3. Żeby używać suplementów trzeba przeanalizować wydatkowanie kcal na czynności życia codziennego oraz trening, przeliczyć przyjmowane kcal i stwierdzić czy rzeczywiście są niedobory – bez pomocy osoby doświadczonej uzyskanie rzeczywistego wyniku nie będzie łatwe. Metodą chybił-trafił można zrobić sobie więcej szkody niż pożytku.
  4. Dodatkowa chemia w chemicznym świecie nie jest niczym dobrym dla organizmu.

Przynajmnie ja :smiley: mam za małą wiedzę żeby eksperymentować z suplemencją, jeśli zrobię ciężki trening, nikt mnie nie zmusza do jazdy kolejnego dnia, czy za dni dwa. Trzeba słuchać swojego organizmu i stale z nim wsółpracować żeby chodził jak dobry zegarek.

Np. Aborygeni z Nowej Gwinei pobierają 20-30 g białka z pożywienia, norma dzienna w zależności od aktywności, wieku, płci itd. wynosi o ile dobrze pamiętam ~70 g.
10-15 g pozyskują z powietrza, w jelitach kilka odmian drobnoustrojów produkuje białko z azotu powietrza rozpuszczanego w sokach trawiennych.

Napoje izotoniczne i żele uzupełniają niedobory “tu i teraz”, trudno na trasie oczekiwać cudów, czyli natychmiastowego wchłaniania składników odżywczych do organizmu ze zwykłego pożywienia.
Bez rozpisywania się wg mnie tego typu suplemencja przynosi tylko POŻYTEK.

Kawa to używka, ja przeciwnie bardzo ją lubię, ale piję okazjonalnie.
Wapno po złamaniu to raczej leczenie, nie suplemencja, ale nie chciałabym w to wchodzić :smiley:, za dużo drzew.

Na koniec godzący dwa bieguny cytat z Carmichaela:
“Czy sportowcy naprawdę potrzebują suplementów? Odpowiem na to, że wielu ludzi może odnieść korzyści z umiarkowanego stosowania suplementów, ale nie każdy jej potrzebuje”.

Wegetarianizm w sporcie
Hmm… jest wielu wegetarian wśród ludzi uprawiających sport zawodowy, miałam kiedyś w ręku spis sportowców wegetarian. Jaki jest odsetek? Nie mam danych.

Tu jest trochę w j. polskim: tinyurl.com/pfqwb
tinyurl.com/oyd9u

Od 17 lat jestem semiwegetarianką (od czasu do czasu jem ryby). Nigdy nie lubiłam mięsa, za to miejscowe psy i koty przepadały za mną.
Nigdy nie uprawiałam żadnego sportu poważnie.Tu mogę tylko domniemywać. W zawodowym sporcie, szczególnie wytrzymałościowym, uzupełnianie upraszczając - “wyjechanych” składników dietą nie jest proste, ale pewnie nie niemożliwe, ale wymaga sporej wiedzy i doświadczenia.

Na poziomie amatorskim, z własnego doświadczenia wiem, że trzeba przeczytać kilka książek i poeksperymentować z jedzeniem żeby było DOBRZE, nawet w diecie wegetariańskiej. Sport mnie nie wyniszcza, przeciwnie. Ważę 61-63 kg/178cm, mam mięśnie i sporo siły, nie choruję.

W tym roku, z różnych względów, uczciwie przepracowanych “jednostek treningowych” miałam bardzo mało, jednak w zeszłym roku odżywiając się właściwie i tak samo odpoczywając utrzymywałam się na masterskich kołach i choć nie było łatwo często dawałam rade próbującemu mnie zerwać. Eh ci faceci :slight_smile:
End and over


#8

Evka dzięki śliczne za linki. Zagadnienie wegetarian sportowów jest dość ciekawe. Co ciekawe, w tych artykułach rzadko pojawia się porada suplementacji. Duży nacisk jest położony na prawidłowe i zbilansowane odżywianie się. Interesujących rzeczy można się dowiedzieć.


#9

Kawa, pomimo tego, że jest traktowana jako używka, IMO może być również zaliczona do suplementatorów - dostarczas organizmowi substancji naturalnej, która jest substytutem dla związku przez Twój organizm produkującego.
Ba, w zasadzie większość substancji na siłę dałoby się podpiąć pod tę grupę…

Nie o to chodzi.

Problem postawiony w tej dyskusji brzmi: Czy suplementacja jest potrzebna? oraz Czy suplementacja może być uznana za pewnego rodzaju formę dopingu?.

Odpowiem zatem na pierwsze.

Suplementacja nie jest czymś złym sama w sobie. Organizm ludzki może w z pokarmu wchłonąć określoną ilość niezbędnych do życia substancji (są nawet do tego wzory matematyczne :wink: ). Nie wszystko, co jemy może zostać w odpowiednim czasie rozłożone w układzie trawiennym i wchłonięte. Czasem, przy wysiłku i/lub przy spożywaniu dużej ilości płynów, część może zostać wypłukana z organizmu. Ba, nawet nasz pot zawiera część składników odżywczych z organizmu.
Owszem, rozważny sportowiec, czy zawodowiec czy amator, odpowiednią dietą oraz metodyką odżywiania powinien być w stanie dostarczyć przeważającą większość substancji potrzebnych organizmowi. Wymaga to jednak sporej wiedzy i bardzo dużo uwagi. I tu pojawiają się pierwsze problemy…

Przeciętny człowiek nie ma tak naprawdę żadnego pojęcia o diecie. Spytajcie kogokolwiek ze swoich znajomych, nie-sportowców, ile białka i węglowodanów potrzebują w czasie dnia. Odpowiedzią będzie albo spadaj, albo szczere nie wiem. Ludziom brakuje elementarnej wiedzy żywieniowej, a cały ich know-how opiera się na informacjach przyswojonych z telewizji. A przecież dietetyka to ogromny zasób informacji! Przeciętny obywatel, który rozpoczyna swoją przygodę z jakimkolwiek sportem, nie potrafi kontrolować swoich nawyków żywieniowych oraz przygotować sobie pełnowartościowych posiłków. W ich przypadku łagodna suplementacja powinna być koniecznością. Witaminy, aminokwasy czy jakiekolwiek inne substancje w postaci przetworzonej powinny być przez nich przyjmowane w sposób regularny. Jest to w zasadzie analogiczna sytuacja do podawania rosnącym dzieciom zestawów odżywczych, vide Vibovit i okolice. Tu jest oczywiście poważny problem, bowiem w większości są to ludzie dorośli, którzy miast po bezpieczny zestaw witominowo-mineralizujący sięgną po poważne odzywki przeznaczone dla zupełnie innej grupy sportowców. To efekt dostępności tychże środków, małej ich szkodliwości co znowu prowadzi do agresywnej i szeroko zakrojonej ich reklamy w mediach. Parafrazując słowa pewnego małego i złego człowieka: Jakie to szczęście dla biznesu (było: rządów), że ludzie nie myślą…

Kiedy duch sportowy w człowieku dojrzewa, zwykle pojawia się też zrozumienie swoich potrzeb i odrobina elementarnej wiedzy. Równocześnie pojawiają się także jendak zwiększone potrzeby. I problemy. Ja osobiście trenowałem wiele lat. Kiedy byłem młody i mogłem poświęcać swój czas na rózne głupoty, bardzo dokładnie kontrolowałem swoją dietę oraz rodzaje i dawki niezbędnych suplementatorów. Rozpisywałem dokładnie dietę na cały miesiąc, planując ją zgodnie z przyjętym kalendarzem traningów. Moja matka bardzo cierpliwie znosiła moje wymysły i gotowała dla mnie osobne posiłki, jeśli tak było trzeba, bo z drugiej strony nie chciała tolerować mojej destruktywnej obecności w kuchni i okolicy :wink:
Po kilku latach, kiedy tego czasu po prostu nie mam na tyle, aby móc go poświęcać na tego typu rozrywki, muszę coraz częściej uciekaj się do pomocy nowoczesnej produkcji. Brak regularności w posiłkach, coraz częstsze odżywianie się w oparciu o tzw. lunche biznesowe, gdzie moja dieta może się spakować i pojechać na Bermudy - to wszystko konsekwencje cywilizacji. I tu, aby ta cywilizacja nie ugryzła mnie mocno w tyłek, muszę korzystać z jej dobrodziejstw. Suplementatorów na pułce w kuchni jest kilka, korzystam w zależności od cyklu treningowego, jego intensywności lub braku :wink:. Jest to jednak korzystanie świadome, zdaję sobie sprawę zarówno z zalet jak i konsekwencji ich wykorzystywania.

Suplementator sam w sobie zły zatem nie jest. Złe jest to, iż dzięki zaklasyfikowanie tychże substancji do grupy substancji żywieniowych, nie zaś do grupy substancji farmakologicznych, w ich marketingu panuje iście wolna amerykanka. A hasła, których tam się używa trafiają do gawiedzi, spragnionej super-szybkich efektów. Głupota ludzka w tym przypadku jest silniejsza, niż potrzeby żywieniowe i faktyczne potrzeby organizmu. Jeśli chodzi o ogół, to winy szukał bym wśród producentów, bo same substancje faktycznie złymi nie są.

Suplementacja nie ma także, zarówno w sporcie amatorskim jak i zawodowym, żadnych znamion dopingu. Wraz ze zwiększaniem intensywności treningów oraz samych zawodów, dietetycy muszą wspomagać się niejednokrotnie suplementatorami, aby chronić zdrowie sportowców w ich codziennym życiu. To nie jest koksowanie, choć niewątpliwie można w ten sposób podnieść chwilową wytrzymałość oraz przyśpieszyć cykl regeneracji z dnia na dzień. Właśnie dzięki zdobyczach wiedzy w zakresie dietetyki oraz medycyny sportowej zawodnicy mogli obciąć czas wjazdu na najgorsze podjazdy czy podnieść prędkości w czasie etapów. Ich organizmy bowiem są poddawane codziennie skomplikowanym zabiegom mającym na celu wzmocnienie wydolności, skróceniu czasu regeneracji oraz zachowaniu zdrowia i sił.
I tu, znowu, można powiedzieć o konieczności zachowania rozsądku. Tak samo tutaj motywacja, która nakłaniania do korzystania z nielegalnych substancji napędza niewłaściwe i szkodliwe wykorzystywanie zdobyczy cywilizacji. Suplementatory, ale także i inne środki medyczne, są nadużywane w peletonie po to, aby jeszcze bardziej podkręcić wynik! To może być szkodliwie i uważam, iż pomimo niewątpliwych sporadycznych nadużyć nie jest to powszechne i nie jest to patologią.

Bo, kończać już ten przydługi post, suplementator nie jest koksem. To nie ta sama grupa susbtancji. Dlaczego? Bo suplementator to zestaw czegoś, co organizm potrzebuje aby żyć. Nie można zabronić zawodnikom pić mleka, skoro jest im to potrzebne do życia. Jeśli któryś z nich będzie na tyle głupi, aby wypić go 20 razy ponad dawkę dzienną, to mimo może i lepszego wyniku, koniec końców tak naprawdę niczego nie poprawi.
Bo jest jedna prawda - jego organizm jest mądrzejszy od niego…

Jak będę miał czas to rozwinę tę myśl. Nawet wyciągnąłem ku temu książki z półki. A co! :slight_smile:
Ale na dziś muszę już kończyć, obowiązki wzywają…


#10

Podobnie “histerycznie” zachowuje się teraz UCI i wielu ludzi ze srodowiska. “Histeryczny” ton przeważa w wypowiedziach LeMonda, Lefevre, Manzano, Voighta, całych Niemiec, za to Landis i Ulle zachowuja sie jak powazni, zrownowazeni ludzie i mowia prawde w kazdym swoim slowie. Edytowac posty to zaden grzech, zwlaszcza kiedy nie uda sie dobrze wstawic cytatu, czy zauwazy sie błąd ortograficzny. Wobec tego ostatni raz: CZEP SIĘ TRAMWAJU! I nie probuj juz wiecej przemycac oskarzen pod moim adresem wynikajacych z niecheci do mojej osoby.

Wracajac do tematu:
Wszystko ładnie pięknie tylko gdzie się podziała KREATYNA?


#11

La Doyenne - nie przeginaj, bo sposób odpowiedzi znowu powoduje wzrost ciśnienia u wielu…

Histeryczne zachowanie to trochę przemyślane PRowe działanie, które jest efektem abusrdalności całej sytuacji wokół Landisa. Jednak zgodzę się z większą częścią tej wypowiedzi - należy zaostrzyć kary i znacznie dokładniej egzekwować ograniczenia i zakazy skoro żadna inna metoda działań nie przynosi oczekiwanych rezultatów.

Kreatyna nigdzie się nie zapodziała, po prostu ja sam jej nie używam więc pominąłem w dyskusji. Jak ktoś odczuwa potrzebę, to się wypowie…


#12

Wypowiedzi wcale nie histeryczne, bo walą prosto w mordę, ale jeszcze rok?,dwa?(kiedy to bylo?) lata temu Manzano nikt nie traktowal powaznie. Dzis jest czesto cytowany, bo dopiero dzisiaj w jego bardzo cennych wypowiedziach dostrzezono jakąkolwiek wartość.
Suplementacja - dyskusji prawdziwej ciąg dalszy. Przypominam, ze taki jest temat i dotyczy on wszystkich a nie tylko mnie tak, jak kara. Ale brak konsekwencji w karaniu poprzewracal co niektorym w glowach.
KREATYNA reklamowana jest jako najdoskonalszy z suplementów. Dlaczego? Bo ma działanie najbardziej zbliżone do dopingu. Oddaje ona pełną ideę suplementacji, czyli osiągnięcie czegoś szybciej niż można w naturze, ale bez skutków ubocznych. Została tu bardzo zgrabnie pominięta przez tych, ktorzy wypowiadali sie na jej temat w wersji hardcore tematu.
Pogarda dla “zwykłego”, normalnego jedzenia jest u zwolenników suplementacji rażąca :smiley:


#13

Przypominam, ze taki jest temat i dotyczy on wszystkich a nie tylko mnie tak, jak kara.

Temat dotyczy tyc, którzy chcą się wypowiadać :stuck_out_tongue: .

Ale brak konsekwencji w karaniu poprzewracal co niektorym w glowach.

Ja tu żadnego braku konsekwencji nie widzę, wręcz przeciwnie.

A co do meritum, to nie będę się wypowiadał, bo:

  1. Nie znam się.
  2. Jakoś nigdy nie miałem potrzeby się poznać :mrgreen: .

#14

w tym temacię nieda się dowieśc kto ma rację czy suplementacja to doping czy nie(ale nie rozumię tego że tak można się do siebie odzywac ) proponuję wypowiadac się w temacię a nie naskakiwac na siebie bo ktoś tam ma inne zdanie bzdura,panowie i panie trzeba się dogadac a swoje krytyki zachowac dla siebię wkoncu jesteśmy dorośli :slight_smile:


#15

w tym temacię nieda się dowieśc kto ma rację czy suplementacja to doping czy nie

Obawiam się, że Sebkaaa trafił w sedno. Choć z punktu widzenia przepisów antydopingowych dopingiem jest to, co jest jako doping określone w tych przepisach. Wszystko inne będzie stosowaniem dozwolonych środków (czy suplementacją, jeżeli ktoś tak woli). Jeżeli zaś spojrzeć na to z punktu widzenia znaczenia suplementacji, to suplementacją będzie uzupełnienie diety o niezbędne składniki.
Z tych dwóch punktów, tylko pierwszy ma jasne kryterium rozgraniczające doping od niedopingu. Co do suplementacji, to każdy może mieć własną jej “definicje” i mało prawdopodobne jest przekonanie go do innej racji. A dowiedzenie tego jest niemożliwe.


#16

No co wy. Na temat kreatyny dosc sporo napisałem wtedy, kiedy jechalismy sie jak szmaty. Jest jeszcze tauryna, ktora ma juz chyba bardziej uzasadnione zastosowanie w kolarstwie, ale skutki uboczne(!) tez nieciekawe.


#17

la doyenne prosze poczytaj uwaznie powyzsze posty (wiem, ze dlugie) ale napisalem w nich oraz inni z tego forum, że obecnie pod suplementacje podciaga sie bardzo wiele rzeczy i czesc z nich kwalifikuje sie pod doping (jest takze zakazana przez wiele organizacji).

Jednak okreslanie całości suplementacji jako srodkow dopingujacych nie tylko swiadczy o nieznajomosci tematu, ale jest blednym generalizowaniem. To tak samo jak powiedziec, ze kazdy Polak pije albo każdy murzyn ma dużego.

Juz wyzej podalismy 3 podzialy suplementacji i nie bede sie powtarzal. Po prostu przeczytaj i zobaczysz, ze nie wszystko jest “beee”.


#18

Panowie (i Panie, o ile czytają :wink:, trudno będzie przekonać do jakichkolwiek racji la doyenne, który wykazuje się mentalnością dyskusyjną przedszkolaka wkładającego kij w mrowisko celem przeprowadzenia “poważnego eksperymentu naukowego”. To jak próba dyskusji z Giertychem na temat wolności ekspresji seksualnej albo z Lepperem na temat niekaralności polityków. Skoro moje posty, pisane z życiowego dorobku a nie przepełnione nic nie mówiącymi tematami nie zachęciły wyżej wspomnianego do refleksji i rzeczowej lub osobistej wymiany opinii, nic nie pomoże…


#19

Panowie kolarze :smiley: we flame war to nie “bawie sie” tutaj tylko ja. Macie cos na mnie, ja mam tez na was :smiley: :

Jesli zmieniamy konwencje na wlasne zyczenie to sie jej trzymamy! A nie udajemy, ze jestesmy grzeczni i uprzejmi a w srodku postu przemycamy bomby. Na bomby jestem zmuszony odpowiadac, ale potem czytam: la doyenne nie przeginaj. Wszystkie powyzsze posty albo rozpoczynaja sie atakiem na moja osobe albo konczą. Zamiast czytac moje posty i na nie odpowiadac, kaze mi sie tu po 20 razy czytac swoje. Gdyby ktos czytal moje wypociny wiedzial by, ze ja wiem co to jest suplementacja i ze stwierdzilem, ze uzupelnianie niedoborow wtedy, kiedy nie jestesmy w stanie uzupelnic ich normalnie jedząc jak człowiek jest w pelni uzasadnione. Ale takie przypadki to tylko na skutek chorób. Zdrowy człowiek suplementacji nie potrzebuje. Wszystkie powyzsze argumenty o tym, ze jest łatwiej, szybciej i w ogole smaczniej są mocno naciągane. Śmiem twierdzić, że zamiast zrobić porządne zakupy, zwolennicy suplementacji dali się najzwyczajniej w świecie zwieść reklamie i wydają masę pieniędzy na tabletki. Gdzieś przeczytałem, że nie 8000, tylko 6000 kcal. Przypominam, że taki Jan Ullrich musiał się hamować, żeby nie zjeść za dużo, bo to najzwyczajniejszy w swiecie obżartuch był. Więc argument, że nie jesteśmy w stanie przyjąc wszystkiego w zwykłym jedzeniu jest chybiony. 2kg makaronu zapewne nikt nie zje, ale 6000-8000 kcal jest w stanie przyjąc w ciągu całego dnia w najrozmaitszych naturalnych formach. Inaczej nie mielibyśmy tylu tłuściochów.
Ja napisalem jednemu ze zwolennikow suplementacji kreatyną, że żeby się nią suplementować musial by jej przyjmować nie więcej niż 1gr. Organizm potrzebuje 2gr. 1gr produkuje sam, drugi musi przyjąc. Ten mnie nawyzywal, ale kary nie dostał. Albo zapanuje tu porządek i zaistnieje konsekwencja w karaniu i prowadzeniu dyskusji albo się obrażę. Pana, który na wstępie powiedział: “uciszcie tego człowieka” też nie spotkały żadne konsekwencje. Przypominam, ze w dyskusji o LA także ignorowano wszystkie moje argumenty (OD TEGO SIE ZACZELO!) i powiedziano mi, ze doszukuje sie ukrytych znaczen, zaczeto sie czepiac jakichs dziwnych nic nie znaczacych szczegolow i kazano mi isc sobie popedałować. CHCECIE FLAME WAR :question: MACIE FLAME WAR :exclamation: :imp:


#20

la doyenne masz racje pisząc:

Z drugiej strony każdy producent będzie szedł w zaparte, że najpierw należy zbilansować diete, a potem sięgać po suplementy, choć liczy, że klient zrobi dokładnie odwrotnie. Wolny rynek, walka o klienta. Przeciętny człowiek ma jak najbardziej szanse uzyskiwać wszystko czego potrzebuje z pokarmu, tyle, że jak słusznie zauważył Naczelny, taki człowiek nie ma pojęcia o diecie.

O dopingu mówimy chyba wtedy, gdy ktoś zażywa określoną substancję celem sztucznego i ponad normalnego dla siebie podniesienia wydolności swojego organizmu. Jeżeli ta sama osoba przyjmuję tę samą substancję z przyczyn zdrowotnych, to nie mówimy już o dopingu. Nie środek, ale cel jest ważny. Nie każdy kto bierze suplementy jest więc od razu koksiarzem.

A co do Janka, to może i zaczynał TdF z nadwagą, ale kończył zawsze troche wychudzony.
[/quote]