Suplementacja - potrzebna czy też nie? kiedy jest to doping?


#1

Suplementacja - doping czy jednak nie doping?

  • doping
  • zdrowy dodatek diety
  • doping wtedy, kiedy nadużywana
  • głupota, jeśli nadużywana, ale nie doping

0 głosujących

Temat budzący ogromne emocje, miał burzliwe przejścia i gorących dyskutantów.

Historia:
Wątek 1
Wątek 2
Wątek 3

Ale temat, według niektórych, nadal nie zamknięty. Przenoszę więc go do hyde-parku i chcę dalej kontynuować. Mam nadzieję, że ta przeprowadzka ostudzi nasze emocje i pozwoli rzeczowo dyskutować…


#2

Na czym stanęło? Ja zajmę swoje stanowisko.

Suplementacja w mojej opinii nie stanowi dopingu jako takiego.
Po pierwsze większość (jeśli nie wszystkie - może ktoś mnie sprostuje) suplementorów diety to substancje całkowicie naturalne. W organiźmie człowieka ich występowanie jest konieczne lub też wskazane, a niedobór może powodować uszczerbek na zdrowiu lub też na wydolności czy odporności organizmu. Część z suplementatorów stosuje się także w przypadku leczenia, jako wsparcie lub substytut środków farmakologicznych, vide leczenie złamań oraz przyjmowanie wapna.
Po drugie w przypadku wyczynowych, a nawet amatorskich sportowców wskazane może być wspomaganie naturalnej diety suplementatorami waśnie. Oczywiście nawet nie próbuje mówić, iż mogą one stanowić namiastkę czy substytut tejże, zgadzam się bowiem absolutnie z opinią, iż zdrowa dieta to podstawa zdrowego organizmu. Jeśli jednak wysiłek powoduje utratę substancji potrzebnych do zdrowego funckjonowania organizmu, to wskazanym jest ich uzupełnienie. Jeśli zaś nie ma możliwości zdrowego przyjęcia ich wraz z pokarmem (dania w racjonalnych ilościach), to dopuszczam absolutnie sztuczną formę ich dostarczenia. Tym bardziej, że badania medyczne potwierdzają ich skuteczność i brak szkodliwości dla organizmu, o ile dawki są zgodne z wymogami organizmu.

Równocześnie

Jestem przeciwnikiem nadużywania wszelkich środków. Wszystko w życiu z umiarem, jak mówi stara mądrość życiowa. Nie można przejadać się, bo umiar w jedzeniu jest potrzebny i tak samo nie można wpychać w siebie suplementorów, bo tu umiar jest konieczny. Tak, uważam, że autobusy teamów zawodowych wypchane po brzegi odżywkami to mocna przesada, jednak - przyznam szczerze - takowego nie widziałem. I tak - postawa australijskich sportowców, wspominana przez la doyenne jest moim zdaniem skandaliczna i ówłaczająca godności sportowca. Zatem nadużywaniu suplementacji mówię stanowcze nie.

Zatem gdzie jest tzw. złoty środek. Czy dopuszczamy suplementację w formie umiarkowanej, czy kategorycznie jej się przeciwstaiwamy?
W świetle ostanich wydarzeń w peletonie (czyli tzw. afery Landisa) chciałoby się powiedzieć, że lepiej byłoby zabronić wszelkich wspomagaczy, co może by w końcu oczyściło atmosferę. Ale czy tędy droga? Jak możnaby kontrolować ich używanie oraz ew. nadużywanie?

Forumowicze, w ostatniej próbie przedyskutowania tematu, miast rzeczowej dyskusji, wszystkim puszczały nerwy a niektórzy posuwali się dość poważnych słów. Bądźmy ponad to, pomóżcie spróbować znaleźć odpowiedź w tym temacie!


#3

Ta definicja wręcz idealnie pasuje np. do testosteronu, czyż nie?

A z całą resztą mogę sie jak najbardziej zgodzić. Suplementacja - TAK, ale tylko w rozsądnych ilościach! Innaczej stawiam ją na równi z dopingiem.


#4

Masz niewątpliwą rację: definicja

No to nadal pozostaje problem porządnej definicji suplementacji jako takiej.


#5

Moj glos w ankiecie - glupota, jesli naduzywana, ale nie doping.

Osobiscie nie zgadzam sie z pogladem, ze temat nie jest zamkniety. Wg mnie wszystko zostalo juz powiedziane. Obie strony przedstawily i powtorzyly swoje argumenty tysiace razy. Nie doprowadzilo to jednak do chocby najmniejszej zmiany stanowiska zadnego z biegunow dyskusji.
Sadze, ze jest niemal niemozliwe wniesc w tej chwili cos nowego do tematu.
Mysle, ze dobrym pomyslem jest wiec po prostu oddanie glosu w ankiecie i krotkie rzeczowe przekazanie swojego stanowiska przez chetnych forumowiczow.
Odpuscic natomiast nalezalo by chyba proby wzajemnego przekonywania do zmiany pogladow.

Moje stanowisko w kilku streszczonych punktach:

1)Dopingowi mowie zdecydowane nie.
Wg moich przekonan nie powinno byc w sporcie na zadnym szczeblu (szkolnym,amatorskim,zawodowym) miejsca dla jakiejkolwiek formy dopingu. W tym momencie nalezy sobie samemu odpowiedziec jak szerokim kregiem obejmiemy pojecie “doping”.

2)Suplementacja dopingiem nie jest.
Jest to konieczny zabieg dla osob uprawiajacych kazdy sport na kazdym poziomie. Sluzy uzupelnianiu diety. Czlowiek prowadzacy srednio aktywny tryb zycia jest w stanie zapewniac organizmowi pelna rownowage poprzez rozsadna diete. Inaczej jednak zachowuje sie organizm narazony na duzy wysilek. Powoduje on bowiem niedobory wielu substancji. W tej sytuacji sukces w ksztaltowaniiu zdrowego organizmu dac moga w glownej mierze dieta i wlasnie suplementacja.
Byc moze z czysto medycznego punktu widzenia nie wspomagane sztucznie zywienie moze wystarczyc do uzupelnienia wspominanych niedoborow. Ale to podejscie czysto teoretyczne. Cos w stylu “diety idealnej”. W praktyce natomiast jest to niemozliwe. Diete trzeba uzupelnic.
Akceptujac powyzsze podejscie do tematu nie trudno dojsc do wniosku, ze suplementacja jest konieczna, wrecz wskazana w celu zadbania o wlasne zdrowie.

3)Suplement nie jest z zalozenia szkodliwy.
Nie zgadzam sie z “teoria spiskowa” zatwardzialych wrogow suplementacji, mowiaca ze twierdzenie o nieszkodliwosci suplementow (przyjmowanych zgodnie z potrzebami organizmu) jest jedynie chwytem reklamowym, czescia kampanii marketingowej.
Przy odpowiednim dobraniu i stosowaniu suplementow organizm moze tylko zyskac, a na pewno nic nie straci!

4)Naduzywanie suplementacji jest glupota, a nie dopingiem.
Mysle, ze ten punkt glebszego komentarza nie wymaga. Obzeranie sie suplementami nie daje anabolicznych super efektow. Nie moze wiec byc traktowane jako doping. Za glupote mozna to natomiast uwazac, gdyz nieodpowiednie dozowanie suplementow rzeczywiscie moze powodowac skutki uboczne.
W tym momencie pragne jednak nadmienic, ze nie pozwalam na generalizowanie sprawy jak czynili to niektorzy forumowicze, w oczach ktorych kazda osoba stosujaca suplementacje jest “koksiarzem” i kazda taka osoba pozera tony sztucznych skladnikow.

5)Zabronienie suplementacji nie jest zlotym srodkiem.
Przeciwnie. Przy obecnych obciazeniach w sporcie wyczynowym, calkowite odrtzucenie suplementacji bylo by skazywaniem sportowcow na wyniszczanie organizmu.
Ten poglad podpieram argumentami z poprzednich punktow.

W tych piecu punktach staralem sie omowic wszystkie proponowane mozliwosci wyboru w ankiecie, a takze wszystkie glowne watki calej dyskusji.
Celem mojego posta jak juz pisalem na wstepie nie jest przekonywanie nikogo do konkretnych pogladow, a jedynie wyrazenie mojego punktu widzenia na poruszone sprawy.
Jednoczesnie podkreslam, iz moja wypowiedz jest krotka i dosc ogolnikowa, gdyz jak pisalem we wstepie obie strony przedstawily juz po wielokroć swoje argumenty, zaglebiajac sie przy tym w aspekty medyczne, etyczne i marketingowe zagadnienia.
Doglebna analiza w tym momencie bedzie jedynie powielaniem przedstawionych juz tez i niekonstruktywnym wałkowaniem zagadnienia.


#6

Wahałem się do co sprawy nadużywania: głupota, czy doping ?
Skłoniłem się ku dopingowi. Dlaczego ?

Pod pojęciem suplementu występują zarówno środki multiwitaminowe, jak i cała masa tajemniczych substancji dostępnych nie w aptekach, ale sklepach dla kulturystów. Myślę, że tylko kwestią czasu jest, aż jakiś pomysłowy zdolny człowiek wykombinuje jakiś kociołek. Pomysłowość ludzka nie zna granic. Producenci nie są w stanie przewidzieć jak ich produkty zostaną użyte. Potencjalnie pewna kombinacja jakiś, całkowicie legalnych, substancji zwanych suplementami, w odpowiednich proporcjach, w odpowiednio końskich dawkach, może dawać przedziwne rezultaty. Efektem ubocznym będzie oczywiście rozwalona wątroba, nerki i pewnie coś jeszcze, więc to też głupota…

Suplementy używane rozważnie i pod nadzorem lekarza na pewno dopingiem nie są. Również bilansowanie diety u sportowców przy pomocy suplementów, według mnie, dopingiem nie jest.


#7

Będę mało merytoryczny ale to co zobaczyłem za linkiem do tematu suplementacji na procycling.org to nazwałbym dopingiem bez wahania. Te chłopaki kochają się w tabletkach, prochach i Bóg wie czym tam jeszcze. Jeśli to jeszcze nie jest doping to na pewno przedszkole dopingowe bo kształtuje podejście do kolarstwa w sposób następujący - do wyniku potrzebny jest trening i prochy. Mowa oczywiście o wyniku w kategoriach młodzieżowych. Weźmy takiego Landisa o którym ostatnio głośno. Gdy ten gość miał 13-18 lat to po prostu pedałował i o pierdołach nie myślał. Dziś… ech… weźmy takie kryterium w Nysie w zeszłym roku. Mój chłopak miał szczęście bo dostał torbę a wszyscy powyżej niego w nagrodach w kategorii MŁODZIK! dostali po wiadrze prochów i wierzcie mi, g… mnie obchodzi co tam było. Zawodowcy to w sumie dorośli ludzie niech robią co chcą, ich sprawa ale płakać się chce nad dzieciakami w których wyrabiana jest mentalność koksiarzy. A jak myślicie o czym taka młodzież sobie dyskutuje potem, o metodach treningowych i ciężkiej robocie? Bynajmniej. Czy mi się zdaje, że gdy chodzi o narkotyki to największe ćpuny często zaczynały od niewinnego i nieszkodliwego skręta?


#8

Tylko, ze tam są wypisane tyllko suplementy czyli automatycznie je uważasz za doping bez względu na użycie (nie mowie o glupiej wzmiance jednej osoby o EPO, bo to byl niesmaczny żart). Zgadzam się natomiast, że dzieciaki 13-14 lat nie powinny wogóle się tym interesować bo potem już cały czas będą myśleć, że to jedyny sposób. Ciężko im jednak jest wytlumaczyć, że suplement to uzupełnienie, a nie środek do celu.

Zgadzam sie, że suplementacja może być dopingiem jeśli służy nam do podniesienia naszych osiągnięć czyli to jest prawie równoznacznie z jej nadużyciem. Nie nazwałbym jej dopingiem w momencie, gdy jej celem jest tylko uzupełnienie niedoborów lub przeciwdziałanie patologiom, które mogą wyniknąć w wyniku długotrwałego wysiłku (głownie mam na myśli tutaj stawy).

Z suplementacją jest jak z alkoholem - wszystko jest dla ludzi, ale tych co używają tego z głową.


#9

Tak racja tylko, ze ludzie nie umieją sie obchodzić z alkoholem z głową to z suplementacja bedą?


#10

Jedni umieją, inni nie.

Dlatego jedni stosują suplementację w celu podwyzszenia swoich osiągnieć (co jest złe), inni by uzupelnić niedobory diety.
Jej zakazanie dałoby tyle co zakazanie alkoholu, narkotyków, czyli nic. Byloby tez krzywdzace dla tych co wiedza jak z tego korzystac.


#11

Jednym słowem, na bazie nawet tego co piszesz, przekonywało by mnie używanie suplementów w konsultacji z lekarzem. Wtedy wiadomo czego brakuje i ile. Ale żarcie czegoś bo koledzy też żrą i niby gazu im od tego przybywa to klasyczny doping w przedszkolnym, choć wcale nie w bezpiecznym, wydaniu.


#12

Zgadza sie jeśli nie ma się wiedzy na temat dietytyki to powinno się użycie suplementacji skonsultować z dietetykiem, fizjoterapeuta, lekarzem. Zastanawiałem się tutaj nad trenerem, jednak jest to bardzo wątpliwe, bo wiele takich osób nie zna się na tej dziedzinie.

Zakładam jednak, że każdy kto sięga po suplementy wcześniej na ten temat czytał (nie tylko u producentow supli), zna trochę fizjologię itd. i jest świadom tego co robi.


#13

A ja mam pytanie z innej beczki. Googlałem za odpowiedzią, ale nic nie znalazłem takiego, co zasługiwałoby na miano informacji. Zatem pytam tu, może ktoś ma porządne źródła:

Czy nadużywanie suplementorów w dawkach większych, niż wskazane do uzupełniania niedoborów, może być dla zdrowia szkodliwe?

To ważne pytanie w świetle powyższego. Poniżej definicja dopingu z Wikipedii

[i]Doping wydolnościowy, sztuczne podnoszenie wydolności fizycznej i psychicznej zawodnika metodami wykraczającymi poza normalny, “naturalny” trening, choć w praktyce granica między dopingiem i treningiem jest często bardzo trudna do ustalenia. Ogólnie za doping uważa się metody medyczne, potencjalnie szkodliwe dla zdrowia, które zostały oficjalnie zabronione.

Doping jest często szkodliwy dla zdrowia, czasami może wywołać kalectwo lub śmierć, szczególnie jeśli jest stosowany nieostrożnie, bez naukowych podstaw. Niektóre, współczesne metody dopingu stosowane pod ścisłą kontrolą specjalisty są niezwykle trudne do wykrycia, a umiejętnie stosowane wcale nie muszą powodować ujemnych efektów zdrowotnych, przynajmniej w okresie aktywności sportowej. Ich efekty uboczne mogą się jednak ujawnić już po zakończeniu kariery sportowej, gdyż bezpieczeństwo większości stosowanych metod i środków dopingowych nie jest tak dobrze przebadane jak dostępne na rynku legalne środki farmakologiczne.[/i]

Tutaj pojawia się zatem powyższe pytanie natury medycznej - ponowię: czy suplementacja może być szkodliwa dla zdrowia przy przedawkowani? jeśli nie, to w jakiej sytuacji?


#14

Suplementacja jest szkodliwa w przedawkowaniu, tak jak większość rzeczy jakie spożywamy. Oczywiście skutki mogą być różne.

Jeśli weźmiemy produkty uzupełniające np. białko, to po prostu w wyniku ich nadmiernego zjedzenia dostaniemy nic innego jak przysłowiowej “sraczki”. Jednak to samo stanie się jeśli w naszym naturalnym pożywieniu będzie za dużo białka. W tym przypadku więc różnic między suplementacją a pokarmem nie ma (przynajmiej znaczących).

Natomiast są inne środki w suplementacji, których przedawkowanie może doprowadzić do dużo poważniejszych skutków. Podam tutaj najbardziej używany produkt na siłowniach, który często jest zupełnie niepotrzebnie nadużywany - mowa o kreatynie. Jej przedawkowanie może prowadzić do nieodwracalnych zmian w naszym organiźmie. Zwykle mówimy w tych przypadkach u uszkodzeniach nerek i czasami wątroby.

Wogóle nie chce wspominać o takich suplementach jak Therma, Dibencozide, Tribusterol, których obecność w tym dziale jest dla mnie głupotą. Nie rozumiem jak można takie produkty dawać do jednego worka z białkiem, węglowodanami i witaminami.
Przedawkowanie przykładowo takiej Thermy Pro doprowadzić może do kołatań serca, nadmiernego wzrostu ciśnienia krwi, a w skrajnych przypadkach do śmierci.

Jak widać do suplementacji wrzucono bardzo wiele środków, z których część ma typowo dopingujące działanie. Myślę, że to właśnie z tego powodu jest ona przez wielu tak negatywnie postrzegana i mają do niech niechęć. Niestety, nie każdy umie ją sobie umiejętnie podzielić na te, które ewentualnie można zastosować w celach uzupełniających dietę, a inne kategorycznie odrzucić.
Problemem jest więc brak wiedzy na temat tej dziedziny, a nie sama suplementacja.


#15

:smiley:

Ale nie przypadek. Skojarzenia…

Zastanawiając się nad tym, czy suplementacja jest szkodliwa czy nie, trzeba wziąść pod uwagę jej SKALĘ. W sporcie, zawodowym ale juz i amatorskim, suplementuje się zawodników codziennie i to w solidnych dawkach. Moja teza jest taka, że zawierzyliśmy suplementacji zbyt wiele, wyrobiliśmy w sobie błędne i zgubne przekonanie, że suplementacja jest niezbędna. Zamiast skupić się na tym, żeby dostarczyć wszystkiego, co jest nam niezbędne w całkowicie naturalny sposób, całą swoją energię i siły twórcze kierujemy w kierunku tego, jak skutecznie się suplementować. W tym momencie wysuwam twierdzenie, że takie uporczywe i długotrwałe dostarczanie składników odżywczych w FORMIE SZTUCZNEJ musi być, przy całej złożoności natury i naszej wciąż przedszkolnej wiedzy na jej temat, szkodliwe. Można by nawet było dojść do paradoksalnego stwierdzenia, że, zgodnie z powyższym, suplementując się przyczyniamy sie do wytworzenia w swoim organizmie niedoborów(!!). Precyzując, pijąc sok z pomarańczy dostarczamy o wiele więcej niż SAMĄ witaminę C. My wciąż jeszcze nie poznaliśmy działania tak skomplikowanej maszynerii, jaką jest człowiek i nie znamy jeszcze działania wszystkich składników odżywczych na nasz organizm, mało tego - nie znamy jeszcze wszystkich składników w ogole. Mimo to zdecydowaliśmy się na zrobienie tak poważnego kroku, jakim jest pójście w kierunku suplementacji.


#16

No właśnie błędne skojarzenia wynikające z niewiedzy.

Jednak zobacz la doyenne my się jednak zgadzamy w pewnym stopniu. Ludzie z tej niewiedzy zamiast dążyć do lepszego poznania dietetyki i tam skoncentrować swoje zainteresowania, myślą tylko o tym jaki suplement ma silniejsze działanie i lepiej poprawi ich osiągi.
Co innego używac suplementy jako uzupełnienie diety, która z wielu przyczyn może nie odpowiadać naszym zapotrzebowaniom. A co innego używanie suplementów jako głównego środka do uzupełnienia tego zapotrzebowania.

Czytając, każdy medyczny artykuł/książkę, jeśli już pojawia się słowo suplementacja to autorzy ostrzegają, że ma to być tylko uzupełnienie diety. Podkreślają też, że bez racjonalnego żywienia i treningu stosowanie suplementacji mija się z celem i jest niewskazane.


#17

Ale powszechne… To nie tylko mój głos, że dyskusja tam prowadzona jest niesmaczna i zapuszcza się w niebezpieczne rejony. Jak każda zresztą dyskusja o “proszkach i tabletkach” z reguły. Moja uwaga, że jako administrator powinieneś jeszcze większy nacisk położyć na dietę i ostudzić zapędy “młodzików” jeśli nie chcesz, żeby dalej forum to do złudzenia przypominało fora sterydziarzy.

Obawiam się, że we współczesnym sporcie suplementacja tak na prawde ZASTĘPUJE zdrowe, racjonalne żywienie w myśl często powtarzanej, błędnej moim zdaniem tezy, że zapotrzebowanie organizmu poddanego ciężkiemu treningowi nie da się zaspokoić w sposób całkowicie naturalny.

dop.Quibo - dzięki, wezmę wasze odczucia pod uwagę. Wiesz ja traktuje te osoby jako wiedzące o + i - środków jakie stosują. Ale rzeczywiście może niektórym przyda się lekkie przypomnienie co jest najważniejsze.


#18

Dyskutując temat suplementacji musimy baczyć by nie otrzeć się o tzw. “mity i legendy”, czyli o granice śmieszności.
• po pierwsze: uprawianie sportu /tutaj przez sport rozumiem podejmowanie aktywności fizycznej na poziomie, który w sposób widoczny poprawia naturalne możliwości fizyczne osobnika/, zgodnie z odwieczną zasadą nie powinno szkodzić zdrowiu. Na tej pragmatyce zasadza się cała otoczka sportu obejmująca m.in. naukowo zdefiniowane teorie treningu, fizjologię wysiłku, medycynę sportową, dietetykę, rehabilitację i odnowę. Już niedaleko do pełnego szczęścia, ale na przeszkodzie stanął jednak sam człowiek, jego ciekawość, często niefrasobliwość prowadząca do naruszania obowiązujących zasad,
• po drugie powinniśmy się zgodzić, co do tego, że suplementacja, w ramach wynikających z podstawowej i powszechnie znanej definicji, jest tym, co miało m.in. gwarantować nieszkodliwość następstw uprawianego sportu. Zastrzegę się w tym miejscu, by nie wzbudzać u oponentów dopuszczalnego wspomagania się chemią, niepotrzebnej nerwowości, że nauki o sporcie i dietetyce jasno określają, co i kiedy należałoby przyjmować z suplementów. Zatem:
 nie ma najmniejszego naukowego ani praktycznego uzasadnienia by suplementy były przyjmowane przez zawodników/ludzi dopiero zaczynających się bawić w sport. Ten etap zajmowania się sportem, ma wszakże pobudzać, wykształcać, utrwalać naturalne mechanizmy, w tym obronne organizmu do funkcjonowania w warunkach wzmożonego wysiłku oraz do radzenia sobie ze stresem powysiłkowym, w sposób naturalny /bez wspomagania/, jedynie przy użyciu dostępnego pożywienia i napojów. Na tym etapie przygotowań, organizm poprzez swoje zdolności SAMOREGULACYJNE ma przygotowywać organizm sportowca do późniejszych wysiłków. To wtedy właśnie ma się wzmacniać cały układ kostno-stawowy, to wówczas ma następować definiowanie mięśni, to wówczas ma się przygotowywać i rozwijać cały układ krążeniowo – oddechowy. Każdy, kto na tym etapie treningów już wspomaga się chemią nigdy nie będzie sportowcem, jego organizm będzie zbyt cherlawy, a dalszy rozwój możliwości fizycznych wątpliwy,
 na pewnym etapie wytrenowania – powiedzmy ZAAWANSOWANYM, a zwłaszcza wówczas, kiedy wydatkowana energia oraz uciążliwość treningów/startów już prowadzi do znacznego uszczuplenia naturalnych zasobów organizmu i powoduje jego nienadążanie z regeneracją, co ogranicza możliwość zintensyfikowania ćwiczeń, już uzasadnione jest posługiwanie się dopałkami, by cennego zdrowia nie nadwerężyć. Ale, mogą to być wyłącznie suplementy MIĘKKIE o podstawowym /płytkim/ spektrum oddziaływania na organizm, na jego biochemię /dla potrzeb niniejszej dyskusji użyję rozróżniających określeń: MIĘKKIE i TWARDE/. Zatem do suplementów miękkich zaliczyłbym przede wszystkim: preparaty mineralno – witaminowe, w tym zwłaszcza witaminę C oraz z grupy B, magnez, potas oraz preparaty anaboliczne, mające zapobiegać procesom katabolicznym, by już zdefiniowane mięśnie mogły się dalej wzmacniać /niekoniecznie objętościowo/. Nadal jednak w diecie dominujące znaczenie powinna mieć właściwa, urozmaicona dieta z bogactwem owoców,
 na etapie, kiedy możliwości rozwojowe są już bardzo ograniczone, bowiem nie ma praktycznie warunków do zwiększenia objętości i intensywności treningów, kiedy następuje znużenie wielogodzinnym treningiem, pojawiają się skutki przeciążeń, mikrourazów i kontuzji, kiedy poziom sportowy zawodnika osiągnął już apogeum, dalsze wysilanie organizmu jest niestety, podkreślam niestety, możliwe tylko z użyciem TWARDYCH suplementów, które z racji daleko posuniętej specjalizacji przejawiają swój zbawienny efekt tylko poprzez właściwe i mądre adresowanie i stosowanie przez osobnika już wytrenowanego. Tylko wówczas są one skuteczne. Tylko na tym etapie wyczynu należy pobudzać układ nerwowy, mięśniowy, aktywować procesy biochemiczne, co umożliwi lepsze realizowanie procesów treningowych i restytucyjnych. Suplement TWARDY przyjęty przez niewyszkolony i przez nieprzygotowany do suplementowania organizm nie da żadnego pożytku, przyniesie wręcz szkodę. Zatem uzasadnione są słowa forumowiczów kontestujących wspomaganie się rozmaitymi specjalistycznymi suplementami przez SMARKACZY, dopiero zaczynających przygodę ze sportem. Zgadzam się, że robią oni sobie krzywdę, bowiem nie poprawią w sposób trwały i perspektywiczny swojej wydolności, a jedynie upośledzają swój cały układ sygnalizacyjny /w tym odśrodkowy układ nerwowy/, prowadzą do jego rozregulowania. Faktycznie żałosne są skutki prób przyjmowania przez młodzieńca np. fosfokreatyny w sytuacji, gdy nie ma on należycie zawiązanych i zdefiniowanych mięśni. Naje się taki mądrala kreatyny, zawiązki słabiutkich mięśni napęcznieją wodą i skończy się tylko nadciśnieniem, często nieodwracalnym porażeniem neuroprzekaźników oraz mikrourazami włókien mięśniowych, jeszcze gorzej, gdy preparat ten przyjmuje w okresie startów, kiedy wysiłek jest szczególnie wzmożony a obciążenia mięśni często ekstremalne.
• po trzecie, suplementy powinno się przyjmować pod nadzorem medycznym, stosownie do potrzeb organizmu, wynikających z badań medycznych oraz do planu treningowego i startowego, a TWARDE bezwzględnie pod nadzorem medycznym,
• po czwarte, nie należy wierzyć bezkrytycznie w zapewnienia producentów, że wystarczy przyjąć preparat i już się będzie hegemonem. Nie. Przyjęcie suplementów musi być poprzedzone harówką na treningach i osiągnięciem określonego poziomu sportowego. Trzeba przygotować piec do bardziej energetycznego opału,
• - po piąte. Czy suplementy szkodzą. MIĘKKIE nie, nawet przyjęte w nadmiarze, na szczęście człowiek został tak stworzony, że jego organizm wydala to czego dostarczono mu w nadmiarze. Suplementy TWARDE, w tym zwłaszcza te o działaniu stymulującym gospodarkę hormonalną, zwłaszcza przyjęte nie wtedy kiedy potrzeba lub w nadmiarze, szkodzą bez wątpienia, przy czym rodzaj/zakres szkody nie zawsze jest kojarzony z przyczyną bowiem efekt występuje po czasie. Łatwo jest rozregulować funkcje organizmu, względnie pobudzić procesy niekorzystne. Pobudzanie hormonów suplementami jest dość ryzykowne i może to robić tylko lekarz/fizjolog/dietetyk zegarmistrz mający wiedzę z zakresu endokrynologii. Zabawa z hormonami na własną rękę jest zbyt ryzykowna, a to z tej racji, że ich wprzęganie do celów sportowych, nie mających związku z rolą hormonu w organiźmie. Rola i zadania hormonów w organizmie jest nieco inna, niźli podnoszenie formy sportowej, przez co hormony znalazły się na liście preparatów zakazanych do stosowania w sporcie /czyli zostały uznane za niedopuszczalne środki dopingowe/. Funkcje hormonów, ich zastosowanie w medycynie w tym szczególnie do ratowania zdrowia i życia ludzi w beznadziejnych przypadkach wspaniale zostały opisane w książce „The Superhormone promise” autorstwa Williama Regelsona i Carola Dolmana, wydanej także w Polsce pt. OBIETNICA SUPERHORMONÓW. Skądinąd wychwalany w tej książce hormon DHEA /kiedyś dostępny wyłącznie w USA, ale w sklepach ze zdrową żywnością/ jest już dostępny także w Polsce, bez recepty, w aptekach w preparacie BIOSTERON, i jest zalecany do przyjmowania, jako panaceum mające powstrzymywać/opóźniać procesy m.in. starzenia się. Ale !!! DHEA jest na liście środków dopingowych.

Do tej pory pisałem o sportowcach wyczynowo uprawiających sport, konkretnie kolarstwo. A co z fanami tej dyscypliny po amatorsku kręcącymi często i po 20 tys. km rocznie /często niejeden wyczynowiec tyle w roku nie przejedzie ))/. No właśnie, co im powiedzieć o suplementowaniu się, co im zaproponować z suplementów?
Mogę powiedzieć, że widzę pewną tutaj analogię z wyczynowcami. Ktoś, kto jeździ rekreacyjnie i nie ma żadnych problemów ani sensacji ze strony organizmu w zasadzie może zapomnieć o suplementach. Ktoś kręcący pedałami bardziej ambitnie, zwłaszcza w oparciu o określony plan treningowy, rozpisany na makro i mikrocykle, ktoś obciążający swój organizm w znacznym czy bardzo znacznym stopniu, szczególnie będący już w średnim wieku może przyjmować suplementy, ale raczej te MIĘKKIE. Ja nie widzę przeciwwskazań, a nawet przyjmuję to za dowód dbałości o to by na stare lata nie mieć kłopotów ze zdrowiem. Tutaj widzę miejsce do codziennego profilaktycznego stosowania ASPARGINU, taniego a przy tym łatwowchłalnialnego źródła potasu i magnezu /ileż to by trzeba zjeść kaszy i innych potraw zawierających równoważną ilość tych pierwiastków/, dla witamin B /zwłaszcza B12 mającej właściwości krwiotwórcze/, C, A i E, enzymów poprawiających trawienie oraz aminokwasów poprawiających regenerację mięśni, przeciwdziałających ich zanikowi /choćby z racji wieku/.

Teraz nawiążę trochę do tego skąd – w mojej ocenie – bierze się problem wszechobecności suplementów w kolarstwie i wiary w ich magiczną moc. Otóż ja upatruję problem w strukturze organizacyjnej kolarstwa, a w następstwie tego w presji na osiągany wynik, w każdej grupie wiekowej.
Otóż, obecnie kluby kolarskie swój zakres szkolenia ograniczają /adresują tylko do konkretnych grup wiekowych /nie tak jak kiedyś, że w klubie kolarskim były wszystkie grupy wiekowe/. Ktoś, kto finansuje klub/sekcję nie rozumie, nie chce zrozumieć, że istotą szkolenia sportowego jest jego etapowość wtajemniczania w arkana a przez to upływ czasu, mająca skutkować wyszkoleniem dobrego kolarza ale dopiero w kategorii ELITA, zaś etapy: żaka, młodzika, juniora, orlika są tylko po to by w sposób adekwatny do wieku dobierać metody treningowe i cele startowe, by należycie przygotować zawodnika do rywalizacji w kategorii ELITA. To tak jakby iść na studia uniwersyteckie czy politechniczne po szkole powszechnej. Osoba finansująca/organ finansujący chce, nie mogąc się doczekać, by już od najmłodszego, chłopcy wypruwali sobie żyły i wygrywali, zapominając, że mają się uczyć rzemiosła a nie wygrywać. To jest chore, to jest godna najwyższej kary patologia, że tworzy się dla poszczególnych kategorii challenge, listy, puchary, itp. itd. tę niezdrową rywalizację wymuszające. Przecież zajęcie miejsca np. w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży /nieoficjalne Mistrzostwa Polski dla juniora młodszego/, określa ile pieniędzy na następny rok dostanie klub/trener od organu założycielskiego. Zatem co robi trener, nie szkoli zawodnika by był on dobry docelowo – czytaj jako ELITA, lecz by był dobry, w swojej kategorii wiekowej. A co się później stanie z tym zawodnikiem to już nie jest problem trenera, on szkoli tylko określoną kategorię wiekową, zarzyna chłopaka. Zawodnik, który to o ile przeżyje i nie zniechęci się do sportu próbuje przejść do wyższej kategorii wiekowej sam sobie poszukując klubu, bo w macierzystym klubie nie ma dla niego już miejsca. W dotychczasowym klubie stracili zainteresowanie tym chłopcem.
Zatem co się robi, by być najlepszym od najmłodszych lat? Szkoli się zawodników na skróty, tylko dla danej grupy wiekowej, aplikując obciążenia treningowe właściwe dla grupy starszej wiekowo, po części gwarantujące przyspieszony rozwój ale i koniec nierozwiniętej jeszcze kariery zawodniczej. Codziennością jest właśnie używanie TWARDYCH suplementów, w nadziei/w przekonaniu, że to może będzie skutkowało dobrym wynikiem na zawodach. I często nie jest to winą zawodnika, bowiem młodzian 15-18 letni nie bardzo się orientuje w meandrach medycyny, dietetyki, fizjologii wysiłku. Trener każe coś tam brać to bierze, rodzice również ciemni w tej materii jak tabaka w rogu kupują specyfiki – bo sklep jest za rogiem - zadowoleni, że ich pociecha zajęła 30 miejsce na wyścigu, że jak by supli nie wziął niechybnie by było miejsce 35. Skutki, ktoś zapyta o skutki takiego postępowania. Ano są, choćby takie, że zawodnicy są źle wyszkoleni technicznie /nieraz aż żal bierze gdy się patrzy na technikę jazdy juniora, orlika czy nawet elity/. Skutkiem są także: brak wydolności, brak szybkości. Nagminne wycofywanie się z wyścigów, bo nie wytrzymuje psychika, nieprzygotowana na znoszenie przeogromnego bólu towarzyszącego ekstremalnemu wysiłkowi, np. na podjeździe. Niestety nikogo nie obchodzi to, że może by spróbować inaczej zorganizować szkolenie adeptów kolarstwa, inaczej rozliczać trenerów z efektów szkoleniowych.

Nie poruszam tutaj zagadnień suplementowania się w kulturystyce, bo w Polsce nie ma takiej dyscypliny sportowej. To, co panuje na siłowniach to wolna amerykanka. Od lat nie widziałem zawodnika wyrzeźbionego ciężkim wieloletnim treningiem, weźmy dla przykładu, jak piękną niemal antyczną rzeźbę mieli dawni kulturyści późniejsi aktorzy; Marian Glinka i Marek Perepeczko. Ich muskulaturę aż chciało się dotykać, tak pięknie była zdefiniowana. To, co się widuje na siłowniach to jedynie żywe klocki, kafary napompowane wodą, zatrzymaną w organizmie wskutek łykania sterydów, śladu rzeźby mięśnia. Odstawią sterydy i po 2 miesiącach będą wyglądać jak worek po kartoflach, niewytrzepany na dodatek z kurzu.


#19

Lucjan, świetny post !!!
Poczający i treściwy. Miło się go czytało, dzięki.


#20

Z przerażeniem stwierdzam, że od ostatniego posta dyskusja może toczyć sie już tylko i wyłącznie w kierunku odpowiedzi na pytanie: czy sztuczne wspomaganie organizmu, jakim jest suplementacja, należy wciągnąć na listę dopingową, czy jest to teraz w ogóle możliwe i co mają zrobić ludzie, którzy są przeciwni sztucznej ingerencji w organizm ludzki a chcą uprawiać sport. :confused: :open_mouth:

[size=75][ Dodano: Pią 04 Sie, 2006 16:03 ][/size]
P.S: Ja nie oddałem jeszcze swojego głosu w ankiecie, ale kursor mojej myszki zapuszcza się w coraz wyższe jej “rejony” :open_mouth: