Szybki koniec kariery

Mam wrażenie, że w tym sezonie przedwcześnie kariery zakończyło wielu, zdecydowanie więcej niż zwykle, kolarzy, przed którymi jeszcze sporo lat kariery było. Tacy zawodnicy u jej progu czy w szczycie, w najlepszym dla kolarstwa wieku. Wymienię tu dość sporo nazwisk, a wypadałoby zacząć od takich:
Kittel, Phinney, Moser, Kennaugh, Spilak… A do tego cała masa młodszych… P. Muller, Guldhammer, Rowsell, Zhupa, Daniel, Moncassin, Thurau, Fournier, Waeytens, Nauleau, Journiaux, Blythe…
Ciekawym, dlaczego.

Jak widziałem Blythe’a jako eksperta ES byłem przekonany, że już nie jeździ, a on nie dość, że miał kontrakt z Lotto-Soudal to jeszcze był to jego powrót do WT po 2016.
Generalnie sprawiał wrażenie gościa, któremu już się za bardzo nie chce.

Guldhammer był niesamowicie utalentowany, ale w momencie jak mu nie wyszło w HTC już raczej było wiadomo, że to nie jest kolarz na wielkie wyniki, no a jeśli tak to raczej nie będzie się ścigał do 40stki.

Z Phinneyem, Moserem czy Kennaughiem już się od dłuższego czasu zapowiadało. Losy Kittela znają pokrótce chyba wszyscy.

Jeśli chodzi o kolarzy spoza Twojego zestawienia, wydaje się też, że karierę zakończy Leopold Konig.

Może to i dobrze, jeśli robią miejsce innym, młodszym.
Jakiś czas temu trochę analizowałem wyniki wyścigów wszelakich z lat 50., 60., i 70. Wiadomo, że to zupełnie inne czasy zarówno dla kolarstwa, jak i wyczynowego sportu w ogóle, ale miałem wrażenie, że nie licząc ludzi, którzy w tym sporcie robili naprawdę dobre wyniki, przemiał nazwisk był dużo większy niż obecnie.