Tlen. Legalny doping ?


#1

Jakiś czas temu, ktoś tu zauważył, że nasi pływacy coś wdychają przed startem. Normalna inhalacja bez żadnego wstydu.
Dzisiaj natknąłem się na artykuł w Gazecie Wyborczej, który wyjaśnia tę sprawę.

Link do artykułu: Tlener polskich pływaków.

Idąc tokiem rozumowania trenera, że przecież tlenu nie można zabronić, ciekawe kiedy przed większymi podjazdami kolarz będzie brał bidon i inhalator. Już widzę oczyma wyobraźni kolarzy wdychających tlen, albo nawet i dalej: kolarz z maską tlenową pokonuje morderczy podjazd.
UCI na pewno tego zabroni.


#2

Nic nowego. Gdy w 2001 roku Arnaud Tournant bił rekord świata na jeden kilometr ze startu zatrzymanego to też przed i po starcie inhalował się tlenem. Tyle, że on bił rekord na wysokości 3 477 metrów nad poziomem morza, więc tlenu rzeczywiście mogło brakować.



#3

Przeczytałem artykuł z GW. Wyobraźcie sobie jaki byłby hałas, jakie larum, gdyby na podobną szczerość pozwolił sobie jakiś trener kolarzy albo sam kolarz …


#4

Ciężko mi ocenić, czy odzew byłby taki, jaki proponujesz. W sumie inhalacja tlenem faktycznie jest standardową procedurą lekarską, którą sam stosowałem kilkukrotnie - miałem skłonności za młodu do omdleń po dużym wysiłku…

Jednakowoż dyskusyjnym jest, czy taka nachalna metoda, jak opisuje to ten lekarz - zawodnik z butlą tlenową na słupku startowym (sic!), to nie jest już przesada. I może faktycznie MKOl powinien się wypowiedzieć w tej kwestii, bo zanosi się na podejście podobne do innych analogicznych metod dopingowych - na początku były dozwolone i w zasadzie niegroźne, po czym “łup” i zakaz…

Mnie to, pomimo wszystko, nieco razi. Rozumiem, jeśli ktoś po wyścigu pada na mecie i lekarz podaje mu tlen, ale komory hiperbaryczne, namioty tlenowe, itd. - to zaczyna robić się powoli niesmaczne. Ale dla wyniku sportowcy przełkną bardzo wiele, więc nie zdziwiłbym się wcale z takiej procedury - pływak na słupku przygotowuje się do startu, przed samym skokiem odrzuca butlę z tlenem czy też kolarz przed ciężkim podjazdem wyjmuje z “camelbacka” maseczkę tlenową i bach ją na ryjka.

Ciekawe, gdzie opinia publiczna a gdzie działacze wyznaczą granicę. Ale trzeba ją wyznaczyć nader jasno, inaczej będziemy poruszać się znowu w szarej strefie…


#5

Niedawno bodajże podczas Giro skonfiskowano jakiejś ekipie namiot tlenowy, jako zakazany sposób wspomagania. W innych krajach było to wówczas dozwolone. A czy to jest doping? Moim zdaniem jak najbardziej. Zapewne tylko niedopatrzeniem można wytłumaczyć fakt, że takie cuda mogą się zdarzać przed startem, na oczach sędziów. Czy w końcu różni się sztuczne podanie np. testosteronu od sztucznego podania tlenu? Pomijam sytuację podaną przez Naczelnego, bo wtedy jest to zabieg ratowniczy, jak choćby zastrzyk z adrenaliny prosto w serce.
Swego czasu popularne były tzw. bary tlenowe, ale chyba dość szybko padły, co chyba dobrze. Zainteresowanym tematem tlenu polecam artykuł: Dwutlenek naiwności

Tlenu nikt nie może zakazać. Picia też. - Picia jako takiego nie można zakazać, ale picia określonych substancji już tak. Podobnie z tlenem, nie mówimy wszak o oddychaniu powietrzem atmosferycznym, w którym jest ok 20% tlenu, ale o podawaniu tlenu, którego w inny sposób zażyć nie można.


#6

Jestem podomnej mysli co moi przedmowcy. Troche to nie idzie w dobrym kierunku.
Testesteron tez wystepuje naturalne w organizmie, ale nie wolno go podawac. Bo to rujnuje natualny balans. A przeciez chodzi o to, aby wylonic najlepszego zawodnika a nie najlepiej przerobionego chemicznie. Poglad, ze tlen nie szkodzi zdrowiu, tez nie jest przkonujacy. Po prostu nie jest to sportowe zachowanie, gdzie wszyscy maja takie same szanse bez wzgledu jakim dysponuja budzetem. A wiadomo, nie kazdy ma dostep do tlenu, bo to nie jest tani interes.


#7

Marek M :arrow_right: aspekt finansowy jest chybiony, rowery też nie są tanie a to że ja nie mam dostępu do najlepszych rowerów to nie powód żeby wszyscy ścigali się na stali. Lecz zgadzam się że podawanie tlenu w stężeniu większym niż występuje w powietrzu jest przegięciem.


#8

Rowery, to juz odrebna sprawa do dyskusji Pegos.

Cytat z artykulu o Tlenie…

Ale nie wydaje mi sie zebys mogl sobie pozwolic na nastepne 25 tys dolarow po tym jak juz nawet wylozyles pare tysiecy dolarow na najlepszy rower. I chyba irytowaloby Cie gdybys przegral zawody o milimetry po tym jak zrobiles ciezka prace na treningach i wydanych pieniadzach na wysokiej klasy sprzet, tylko dlatego, ze ktos inny nawdychal sie tlenu. Gdzies granica tych wszystkich drogich wynalazkow musi lezec. Bo inaczej orginalna wartosc sportu jako takiego ginie. Choc byc moze juz za pozno, aby walczyc o cos, o co nikomu juz nie zalezy.

Nawet w Formule 1 sa jakes ograniczenia typu: pojemnosci silnika czy ile paliwa mozna zuzyc podczas wyscigu. Jak by nie bylo ograniczen, gdzie to wszystko by sie skonczylo ? Wartosc zawodnika maleje i tak juz ponizej tego czego bym sobie zyczyl.


#9

aspekt finansowy jest chybiony, rowery też nie są tanie a to że ja nie mam dostępu do najlepszych rowerów to nie powód żeby wszyscy ścigali się na stali.

Nie do końca, weź pod uwagę, że w kolarstwie też są limity wagi (6,80 kg zdaje się). Z jednej strony dla bezpieczeństwa, a z drugiej, żeby dać szansę też tym, których nie byłoby stać na najwyższej klasy sprzęt. Choć akurat w najwyższych kategoriach (jak ProTeams) różnica nie jest chyba wielka, bo najbiedniejsza (podobno) grupa Saunier Duval ma najlżejsze ramy (Scott)…


#10

Masz racje Jurgen, aczkolwiek przepis ten ma maly impakt w grupach Pro Tour.
UCI bardziej mialo na mysli ,wydajac ten limit wagi, ubozsze kraje poza europejskie, kiedy to maja brac udzial w Mistrzostwach Swiata lub innych dla nich otwartych wyscigach.
tam ta roznica budzetow jest bardziej widoma.
Ale odchodzimy od tematu. Jak wspomnialem jest to temat na odrebna dyskusje. :smiley: