Tour de France 2018


#2341

Jeśli będziemy zakładać, że każdy zwycięzca jest doperem to po co w ogóle oglądać kolarstwo?
Myślę, że jest tak jak napisali koledzy wyżej. Zmienił się sposób rozgrywania górskich etapów. Nie są to już dwójkowe pojedynki w których decydował stosunek siły do masy. Sky potrafi przekonać topowych kolarzy do przygotowania szczytu formy na Tour i pracy na swojego lidera. W podobnym kierunku choć z mniejszą skutecznością (wynikającą głownie z budżetu) zmierzają inni. Przy tak ustawionym pociągu musi być piekielnie ciężko zaatakować i utrzymać tempo do końca podjazdu.

EDIT. Z całym szacunkiem dla Sylwka Szmyda… w obecnych czasach nie pracował by już na ostatnim podjeździe albo robił by to przez pierwszy kilometr. A przecież był uznawany za świetnego pomocnika.


#2342

Ale o generalkę walczyli Simoni i spółka.


#2343

To nie był zły Tour. Dużo lepszy niż w 2016. I chyba też lepszy niż w 2017. Ale swego rodzaju niedosyt pozostaje. Czego zabrakło? Może większej zmienności sytuacji?

Zwróćmy uwagę, że tak jak wjechali na metę w La Rosiere, tak stanęli na podium w Paryżu.
Dla porównania w Giro na Etnie była kolejność: Chaves, Yates, Pinot. Jak skończyli, wiadomo :wink:

Kilka słów ode mnie w kwestii podsumowania zamieściłem na moim blogu, gdyby się komuś nudziło: http://rozkolarzony.pl/2018/07/29/tour-de-france-2018-6/


#2344

Dla mnie to czepianie się dialektyki czasowiec- góral jest kompletnie bez sensu. jak świat swiatem wielcy kolarze łączyli te specjalności acz nie zawsze i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ostatecznie gdy tak Armstrong jeździł sobie i na czas i po górach po latach okazało się że jego koledzy w typie Heras też jechali na dopingu.
Nie zgodziłby się też z tezą że doping jest jakąś nieodłączną częścią kolarstwa. Owszem - ma długa tu tradycję i dyscyplina jest podatna na tego typu proceder, ale jest masa dyscyplin w których ten problem jest równiepowszechny tylko nie dyskutuje się o nim zbyt wiele oraz pewnym kręgomnie zależy na tym aby te dyscypliny przedstawiać w złym świetle
Co do SKY to kazdy ma swoją opinię… ja sobie myślę ze może i coś tam biorą, ale szczerze mówiąc to jak widzę że największym konkurentem Frooma miał byćprzez lata quintana to może jest tak że ta generacja kolarzy jest po prostu z innej gliny. Nie wiem gdzie byłby Nibali 15 lat temu, ale uważam że jak to ma być największy włoski grandtourowiec to to trochę mizernie wygląda mimo wygranych wyscigów - w tym tdf. Mimo wszystko , uważam że dawniej była większa konkurencja wśród kolarzy choć trudno to jakoś porównywać ze względu na wiadome afery. Kolarstwo obecnie jest strasznie nudne i utopione w tej całej bio i cyber technologii. Nie podoba mis się to wszystko. W dodatku to odchodzanie kolarzy. UCI powinna zareagować wprowadzając dolny limit BMI. Frooma to kiedyś wiatr zdmuchnie z tego roweru


#2345

Doping jest wszędzie, ale kolarstwo zrobiło już lata temu błąd. Zaczęło udawać, że z nim walczy, a w rzeczywistości widzimy jak jest. Kto da więcej, ten jeździ. Lepiej już było pójść drogą piłki nożnej, gdzie każdy bierze, ale też nikogo się nie oskarża. Przynajmniej Janusze się cieszą i przynoszą pieniążki, a kto ma wiedzieć - ten i tak wie co się dzieje.


#2346

No i został.
Myślałem, że wybiorą Alaphilippe’a, stosując te kryteria co zawsze ja bym go chyba wybrał, ale z Martina też jestem zadowolony.

Prawda. Widać też jednak jak ten Roglić się na zjazdach rozwija, jeszcze 2 lata temu to był pod tym względem inny kolarz.

Prawda po raz drugi.

Też prawda.
Tak poza tym, nie za bardzo pamiętam, by wtedy jakoś wielce pomógł Kruijswijkowi :wink:

Bez takich. Bardet był 3. w Strade Bianche i LBL. Landa walczył na całego na Baskach czy Tirreno-Adriatico.

Kiedyś w Lozannie były takie zawody bez kategorii UCI; dwukrotna czasówka pod górę i do generalki liczyli łączny czas. Pamiętam, że w 2001 wygrał Evans, Armstrong był 3. czy 4. w generalce.
Bywało jeszcze, że Armstrong walczył w Mistrzostwach Zurychu w Pucharze Świata, no i rok 2000, czyli IO w Sydney we wrześniu. Wypadł tam na tyle nieprzekonująco (tylko brązowy medal), że w 2004 w Atenach już nie startował, mimo że to sierpień (choć patrząc na to jak czasówkę pojechał wtedy Ullrich, być może Armstrong podjął dobrą decyzję).

a wg mnie aktywna jazda Roglicia w Pirenejach mogła mieć wpływ na jego słabszą czasówkę.
w 2017 roku, gdy wygrał etap w Serre-Chevalier, był jednym z faworytów czasówki w Marsylii, ale się kompletnie nie liczył.
Wydaje mi się, że jego organizm jeszcze nie potrafi przystosować do optymalnej czasówki w 3. tygodniu takiego wyścigu jak TdF.

Co do Froome’a, nie odpalił rakiet na Tourmalet, za to prawie wygrał czasówkę i wg mnie nie ma w tym nic niespodziewanego, że łyknął Roglicia.

Patrząc na to ile Quintana stracił na górskim etapie do Laruns po etapie do Pau, gdzie leżał, jestem w stanie uwierzyć, że ten upadek podczas etapu do Bergamo na Giro 2017 mógł mieć wpływ na jego dyspozycję w drugiej części wyścigu.

Moim zdaniem Landa byłby ciut lepszy w górach, gdyby nie etap do Roubaix. Bardet najwięcej stracił na podjeździe pod Portet, czyli głodówka. Przez resztę wyścigu jechał na swoim normalnym poziomie. Poza tym, miał lepszych rywali niż w 2016 i 2017.

Zgadzam się, ale też weź pod uwagę, że w czasach US Postal rozgrywano 70 TTT i 60-110 km ITT. Gdyby tak było do dziś, Sky mieliby jeszcze łatwiej, tak jak zresztą w 2012.

Obecnie problem z czasowcami jest taki, że nie mamy mistrzów pokroju Martina czy Cancellary. Myślałem, że takim może być Malori, ale wiadomo jak skończył.
Najlepszymi czasowcami są obecnie: Dumoulin, Froome, Dennis, Thomas i Roglić, czyli kolarze leccy.

Nie wydaje mi się. Giro podupadło po zakończeniu ery Merckxa do tego wspomnianego przez Grzdyla 2008, może z przerwą na lata 91-95.

Prawda. Aż się przypomina Alpe d’Huez 2001 :wink:

Mi się za bardzo nie podobało. 2 podstawowe rozczarowania:

  1. pogrom sprinterów
  2. kraksy, defekty i drużynówka w I tygodniu, które praktycznie ułożyły wyścig do samego końca.

I nawet świetny poziom kolarzy walczących o generalkę tego rozczarowania nie osładza.
Choć fajne jest to, że Tour potwierdził, że jest Tourem, czyli walczysz przez 3 tygodnie, chwila słabości nie przebacza. Taki Zakarin ewidentnie próbował tu powtórzyć manewr z Giro i Vuelty 2017, czyli przyszykował formę na 3. tydzień (podobnie zresztą ten nieszczęsny Quintana; on już w Alpach powinien fruwać, jeśli chciał się liczyć). Nie z Tourem te numery, za coś takiego lądujesz na 10. miejscu.

Kolego,
“dobry wynik” a zwycięstwo w Tour de France to 2 inne bajki. Tour de France to Święty Graal kolarstwa, ten wyścig wygrywają najwięksi albo tacy, którzy się nimi potem stają. Może i Thomas wygrał Dauphine, ale historycznie rzecz biorąc, jest jednym z 5-6 najmniej spodziewanych zwycięzców ostatnich 50 lat.
Ale nie dlatego, że Thomas miał przeciętne CV czy wcześniej się rzadko pokazywał (bo tak też do końca nie jest), tylko dlatego, że Tour de France to wyścig gigantów i w 90% procentach tylko tacy tu wygrywali.
I odp na drugie pytanie: tak, zwycięstwo Porte’a też byłoby niespodzianką. To jest Tour de France, nie Tour Down Under czy nawet Vuelta.

Cóż, nie będę deprecjonował osiągnięć Thomasa w górach, ale mimo wszystko, dziwne to uczucie, gdy TdF wygrywa 32-letni kolarz, który nigdy nie był w TOP10 GT i którego spora część kariery kojarzy się z torem, brukami, wyścigiem dookoła Bawarii, a nawet sprintami (rozprowadzanie Hendersona czy Huntera). I to jeszcze tak górzysty TdF…

Pozostaje mieć nadzieję, że po wygraniu TdF skończy już z tymi wszystkimi bzdurami i weźmie się za ogolenie wszystkich monumentów :wink:


#2347

Myślisz, że jest jeszcze na to nadzieja?:blush:
Patrząc na historie to o wiele cięższe zadanie niż wygranie wszystkich GT.
Apropo Thomasa i zwycięzców GT i monumentu narazie takich kolarzy w historii było 46 a ostatnim oczywiście Nibali. Z aktywnych kolarzy to jeszcze Valverde.
Wcale nie tak łatwo zgarnąć GT i monument.


#2348

Prawda, ale je Thomas trudniejszego już dokonał. :wink:

Wiadomo, że nie wygra 5 monumentów, ale chociażby o 1 naprawdę powinien się skusić.
Thomas to kolarz, który:

  1. jest autorem najmocniejszego ataku na Cipressie w ostatnich 15 latach (Scarponiego nikt nie przebije, ale to też były trochę inne okoliczności);
  2. był przedstartowym faworytem Flandrii 2015;
  3. był najmocniejszym kolarzem Paryż-Roubaix 2014.

Był też bliski medalu IO w Rio, ale oczywiście upadł.

Potencjał na monumenty ma ogromny. Wyniku brak.


#2349

To prawda. Wtedy wcale na to nie zwracałem uwagi, bo jeszcze nie wiedzieliśmy z kim mamy do czynienia. Ale raczej wynikało to jeszcze z braku mocy, a nie ochoty. Chociaż z tego co pamiętam, to na podjazdach bardziej przydał się Battaglin, a nie sądzę, żeby wtedy był lepszym góralem niż Roglic. :wink:

Niewykluczone. Przed 20. etapem byłem niemal pewien, że Roglic, który z dnia na dzień stawał się coraz mocniejszy, pokona Froome’a, który wyraźnie zaczął słabnąć. Ale jednak jazda na czas to zupełnie inny rodzaj ścigania. Ale też można zauważyć, że Słoweniec nie jest jeszcze taki regularny w czasówkach. Już kilka razy notował rezultaty dość wyraźnie poniżej swoich możliwości.


#2350

Za te ciekawe spostrzeżenia powinniście dostać panowie z jeden etap na Eurosporcie, chociaż do analizy w studio :smiley: . Ja tu już często nie wiem co dodawać, bo wszystko zostaje napisane :v

Co do Touru - Geraint Thomas zafundował również nowy deser w kuchni czyli welsh cakes które non stop je i tak sobię dziś stworzyłem nieco na swoim przepisie, faktycznie kruchy naleśnik, może będzie lepszy power na lokalnych gonitwach bo są 10/10

rip.jakość


#2351

Smacznego.
To ja jeszcze błyskotliwe spostrzeżenie :wink:
W tym wyścigu kolarzom Education First przydałby się inny sponsor. United Healthcare najlepiej. Od listopada wolni będą, zdaje się :wink:


#2352

Nie znam się na dalekiej historii kolarstwa, ale czy Armstrong osiągnął przed pierwszym zwycięstwem TdF tyle, żeby zaliczać go do tych największych? Z tego co widze nie było go w top 10 ani w 98, ani w 97 roku. IDąc dalej Oscar Pereiro- kilka razy 10 miejsce. COntador w 2007 tez totalny świeżak. Sastre czy był taki wielki… no nie wiem. Wiggo miał 4 miejsce w 2009, ale na pewno zadnym faworytem nie był, a i Froome mowiło się że wyszedł znikąd, z tym że w jego przypadku za pierwszy “wygrany” tour trzebaby wziąć ten w 2012, żeby się zgadzało. W 2013 faktycznie miał już renomę z tego poprzedniego. No i Nibali, o którym mówiłó się, że wygrał tylko dlatego że kraks doznali Froome i Contador

edit: “albo się nimi potem stają” troche bez sensu stwierdzenie, bo kazdy kto wygra TdF z automatu juz staje się jednym z największych


#2353

@ Eder:
Tak - Oscar Pereiro po pierwsze nie był najszybszy (Floyd Landis był), a po drugie - tak - to było kompletne zaskoczenie. Miejsce w top 3 sobie zapewnił przez to, że na 13 etapie poszła ucieczka, którą możni wyścigu (Kloden Evans, Menchow, Landis) odpuścili na ponad 20 minut, spodziewając się, że na kolejnych etapach Oscar znów straci grube minuty.
DiscoBoys odpuścili go tak, jak dziś Sky mogłoby odpuscić np. Nieve - wiedząc, że jest dla nich niegroźny. A inne zespoły nie goniły spodziewając się, że jak zwykle Disco będzie kontrolowało sprawę.

I drugie tak: Zwycięstwo Armstronga było ogromnym zaskoczniem.

Nieco mniejszym było zwycięstwo Contadora, o ktorym wiadomo było, że jest wielkim talentem (jak Bernal teraz) i który był współ-liderem Discovery (wespół z Leipheimerem) Ale i tego zwycięstwa mogłoby nie być, gdyby faworyci w postaci Evansa czy Klodena skupiali się na walce między sobą i pilnowaniu Rasmussena, który został wycofany na kilka etapów przed końcem wyścigu.

Natomiast Sastre - on dwukrotnie stawał na podium TdF nim to wygrał, był także drugi na VaE rok wcześniej, także na VaE stawał na podium. No naprawdę - zawodnik regularnie meldujący się na podium Grand Tourów jest jednak znacznie mniejszym zaskoczeniem, niż człowiek, który w GT nawet w top10 się nigdy nie pojawił.

Nibali - zwycięzca Giro i Vuelty i kolarz z podium TdF też jest mniejszym zaskoczeniem niż Thomas.


#2354
  1. Pereiro nie liczę. Wyścig ten wygrał albo Landis albo Sastre (Kloeden i Pereiro po prostu nie zostali zdyskwalifikowani).

  2. Owszem, Armstrong również był jednym z bardziej zaskakujących zwycięzców ostatnich 50 lat, nie pisałem przecież, że Thomas jest jedyny w swoim rodzaju. Niemniej jednak warto mieć na uwadze okoliczności zwycięstwa Armstronga, listę startową ówczesnego TdF i czas, w którym to się działo. Większość największych kolarzy etapowych lat 94-97 w 99 już nie jeździła, a na liście startowej zabrakło Pantaniego i (przede wszystkim) Ullricha. Thomas natomiast pokonał wszystkich najlepszych kolarzy etapowych ostatnich 5 lat prócz Contadora, którego pewnie i tak by pokonał (podobnie jak Nibalego).

  3. Wiggins i Froome byli ZDECYDOWANYMI faworytami edycji 2012 i 2013, więc nie wiem do czego pijesz.

  4. Sastre w 2008 był faworytem nr 2 (po Evansie); w latach poprzedzających jego zwycięstwo stawał na podium Vuelty a w “10” był już od 2000.

  5. Contador też był zaskakujący, przynajmniej dla mnie. Pamiętam jak większość forum typowała go na objawienie wyścigu 2007, ja się z tym za bardzo nie zgadzałem, kojarząc Contadora przede wszystkim z tygodniówek i krótszych podjazdów + mając na uwadze, że Discovery ma w składzie na Tour Leipheimera i Popowycza.

  6. Równie niespodziewany jak Thomas był w 2011 Evans. Może nawet był mocniejszym faworytem tego Touru niż Evans w 2011, ale w swoim poście powyżej miałem na myśli też wcześniejsze dokonania, których jednak Evans do tamtego czasu trochę nazbierał.

Evans 2011*, Contador 2007, Armstrong 1999, Indurain 1991, Lemond 1989*, Fignon 1983, Janssen 1968*; z czego z Lemondem, Evansem i Janssenem na dwoje babka wróżyła, bo wcześniej stawali już na podium TdF (a Lemond wygrał). Nie widzę nic kontrowersyjnego w dodaniu Thomasa 2018 do tej listy.

Iście sensacyjna była klęska Induraina w 1996, ale wyjąwszy Hiszpana, Riis był jednym z głównych faworytów (może nie drugim, ale powiedzmy że czwartym). Tour 1998 też był bardziej przegrany przez Ullricha niż wygrany przez Pantaniego, ale jako że Pantani ustrzelił wtedy ten mityczny dublet, niewiele się o tym mówi.

Przecież nikt z Discovey się wtedy nie liczył.

Ejże, Rasmussen uciekł na pierwszym górskim etapie i tyle go widzieli. Evans jechał najlepiej jak umiał, ale Contador z Kurczakiem byli na innym poziomie w górach. Jeśli ktoś się w tym wyścigu czarował to Winokurow z Moreau. Kloeden na pierwszym górskim etapie pomagał Kazachowi, ale jak wiadomo, żaden z tej trójki wyścigu nie ukończył.


#2355

Fakt. Landis jechał dla Phonaku.

Kuraczk uciekał i nikt za nim nie nadążał.
Ale tak, żeby powiedzieć, że nie tylko on, ale dwójka była poza zasięgem? Valverde, Mayo i Evans byli przed Contadorem po 12 etapie - przed pierwszą czasówką.
Później Contador jako jedyny odpowiadał na ataki Duńczyka.
Co, gdyby ich nie było? Gdyby Rasmussen nie zmienił układ sił? Czy Contador sam by tak odjeżdżał? Czy inni by nie gonili bardziej zawzięcie (a nie zrezygnowani widząc plecy nafaszerowanego Kurczaka)? Czy Contador nie zyskiwał dodatkowych sekund (na koniec miał tylko 23 nad Evansem) trzymając się Rasmussena - sekund, których uciekając samodzielnie by (prawdopodobnie) aż tylu nie nadrobił.
Wiadomo - to tylko spekulacje.


#2356

Phi, jak miał tylko 23 sekundy na koniec przewagi nad 3 to na pewno nie można powiedzieć że był w innej lidze


#2357

A jaśnie Pan może wyzywać imiennie od “parobów”? Serio, powiedz sobie tak do lustra skoro “paroba” naśladujesz.

Gościu, jego teammate jedzie po lepszy wynik od niego, ma nogę i chęć do zdobycia przewagi nad rywalami (na tym konkretnym etapie), a ten nie jest w stanie dać od siebie absolutnie nic, tylko jedzie na sępa. Jeśli zawodnik jedzie jak cham to kolarsko jest zerem - przykładowo tak samo można nazwać Hiverta czy Cousina po tegorocznych zwycięstwach na P-N. To ten sam kaliber. Nie napisałem, że np. Thomas jest zerem, bo nie miałem powodu, napisałem że Kruijswijk jest, bo to było uzasadnione. I proszę bez tłumaczeń, że prawdopodobnie nie miał siły - tak wypowiedzieć się mogą tylko osoby które nie ścigały się na szosie. Dlaczego - tłumaczyłem to już wyżej i nie będę powtarzał, zwłaszcza że zauważyłem już nie raz, że tłumaczenie czegoś Tobie tutaj przez różnych użytkowników jest jak grochem o ścianę. Już pomijam zabawne wręcz upomnienie kogoś o uzasadnioną agresywną ocenę (do której to oceny wątek również jest przeznaczony) i jednoczesne obrażanie tej osoby. Naprawdę to już nie kwalifikuje się do żadnego komentarza.
Nie wiem do końca kim Ty tutaj sobie jesteś, ale nawet właściciel baru nie wychodzi na salę i nie bluzga na przypadkowych ludzi. To naprawdę słabe.


#2358

Fajnie by było jakbyśmy przestali obrzucać się błotem.


#2359

He, he zawsze mi się wydawało, że Grzdylu i Greek to tacy “forumowi kumple”, piszący podobne posty i mający zbliżone opinie. A tu tak się obrzucają wzajemnie błotem.


#2360

przecież napisałem, że w górach…

W moim przekonaniu było jak pisałem, czyli: TAK, Contador i Rasmussen byli poza zasięgiem reszty w górach.
W Alpach najlepsi walczyli między sobą na jednym etapie, tym do Tignes, który wygrał Rasmussen.
Może i Contador stracił wtedy do Mayo, a i też kilka sekund przed nim przyjechał Valverde czy Evans, ale pozwolę sobie przypomnieć o defekcie Contadora, przez który spadł z grupy Moreau/Mayo do grupy Winokurowa/Leipheimera. Ale jak już ponownie odjechał to nie dość, że urwał próbujących się utrzymać za nim Sastre i Mienszowa to jeszcze nad takim jadącym swoim tempem Leipheimerem nadrobił na 2,5 kilometra jakieś 45 sekund. Nad Winokurowem nadrobił jeszcze więcej, ale Kazacha nie liczę, bo po prostu strzelił w tej końcówce i odstał od grupki, która była oznaczona jego nazwiskiem.

Dlatego uważam, że Contador był już wielki w Alpach, nie tylko w Pirenejach.

Co do Rasmussena na tym etapie do Tignes; wszyscy myśleli, że walczy o grochy i etap, tymczasem Duńczyk na ostatniej górze utrzymał znakomite tempo i wygrał z dużą przewagą. Trzeba przyznać, że świetnie to sobie obmyślił, bo też po tym jak zaciekle jechał na ostatnich metrach, nie celebrując specjalnie zwycięstwa stało się jasne, że jego celem jest generalka i zyskanie odpowiedniego buforu przed czasówką (i w konsekwencji przed drugą czasówką, do której już nie został dopuszczony).

Co do rywalizacji Contador VS Rasmussen w Pirenejach to też do końca nie było tak, że atakował tylko Rasmussen. Atakowali się praktycznie na przemian, czasem w defensywie jeden, czasem drugi.
I z jednej strony masz oczywiście rację, że jazda Rasmussena mogła wyciągnąć Contadora na kilkanaście sekund, ale moim zdaniem równie dobrze mogło być na odwrót. Zwróć uwagę na etap po Aubisque, gdzie Contador próbowal utrzymać się za Rasmussenem, aż w końcu strzelił tak, że nawet Leipheimer go wyprzedził.
Także:

  1. Czy bez Rasmussena Contador by atakował?? Tak. Pytanie z jaką skutecznością.
  2. Czy bez Rasmussena Contador dałby się objechać Leipheimerowi pod Aubisque? Nie wydaje mi się.