Trzeci człowiek


#1

Jutro, w siedzibie Włoskiego Komitetu Olimpijskiego zostanie zaprezentowana książka „Magni, trzeci człowiek” ( Magni il terzo uomo ), której autorem jest Auro Bulbarelli. W książce mają się znaleźć także informacje o zdarzeniach, które do tej pory budziły wątpliwości, jak np. sprawa wycofania się drużyn włoskich z Tour de France 1950 po incydencie w Pirenejach, kiedy to Gino Bartali miał być zaatakowany przez francuskiego kibica uzbrojonego w nóż. O tym wszystkim przekonamy się wkrótce.
Ostatnio, autor książki oraz Fiorenzo Magni spotkali się publicznie w studio telewizyjnym włoskiej telewizji w trakcie transmisji z finałowego etapu tegorocznego Touru. Bulbarelli przedstawił swojego gościa jako ikonę włoskiego kolarstwa, po czym wyjaśnił, że określano go dwoma przydomkami „ Lew Flandrii” ( Il leone delle Fiandre ), oraz „Trzeci człowiek” ( Il terzo uomo). Pierwszy przydomek był oczywistą konsekwencją sukcesów Włocha odnoszonych w monumentalnej jednodniówce, natomiast drugi miał wziąć się stąd, że w powszechnej opinii Magni był uznawany za trzeciego włoskiego kolarza po słynnym duecie Coppi-Bartali. Magni przełknął tę interpretację swojego przezwiska, jednak w kolejnym wejściu na antenę Bulbarelli oznajmił, że do studia zatelefonowała starsza pani, która wyjaśniła, że doszło do nieporozumienia polegającego na tym, że w rzeczywistości Magni był trzecim człowiekiem razem ze wspomnianą dwójką, a nie po nich, i że stąd właśnie wzięło się przezwisko. Bulbarelli przeprosił gościa za pomyłkę i przyznał rację wspomnianej pani.
Co mnie uderzyło, nikt z nich nie wspomniał, że na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych niezwykłą popularnością cieszyła się powieść Grahama Greene’a „Trzeci człowiek” ( The third man ), a także film nakręcony na jej podstawie. Bohater tej książki jest postacią niejednoznaczną, taką, jaką z zachowaniem proporcji jest także Fiorenzo Magni.
Podczas transmisji doszło do jeszcze jednego zdarzenia. W pewnym momencie Magni zanurkował pod stół i wyciągnął stamtąd aktówkę używaną w latach sześćdziesiątych, zamykaną na zamek błyskawiczny. Chciał wyciągnąć z niej jakieś dokumenty, lecz wtedy Bulbarelli oświadczył stanowczo – „Magni, schowaj to. Wrócimy do tego po zakończeniu programu”. Magni z pokorą wykonał polecenie. Tak na marginesie, szeroko praktykowany we Włoszech zwyczaj zwracania się do rozmówcy po nazwisku jakoś mi nie odpowiada.