Zakwasy


#1

Korzystając z chwilki wolnego czasu przeglądałem swoje archiwalia. Napotkałem na mój komentarz, który ośmieliłem się zamieścić bodaj w 2004 roku, do ożywionej dyskusji nt. zakwasów, prowadzonej wówczas na forum kolarskim na onet.pl. Owo forum w tymże czasie było bardzo ciekawe i wartościowe merytoryczne, ale kilku niemajacym nic ciekawego do powiedzenia osobom się to nie podobało i zrobili zadymę, po której forum to osiągnęło poziom szamba, śmierdzącego do dziś dnia.

Ponieważ problem, a w zasadzie istota zakwasów i ich skutek, bardzo często są mylnie definiowane, pozwoliłem sobie mój stary komentarz zamieścić w tym miejscu, by wszyscy mogli się zapoznać i podjąć ewentualną dyskusję.

"Aby w ogóle móc dyskutować o zakwasach mięśni trzeba najpierw omówić źródła energii wykorzystywanej do pracy mięśni. Dopiero poznanie istoty tego procesu biochemicznego upoważnia do mówienia o „zakwasach”. Pozwolę sobie zatem znowu hasłowo (bo to jest bardzo rozległa problematyka) przypomnieć co ważniejsze aspekty:
• Bezpośrednim źródłem energii dla skurczu mięśnia jest ATP /związek złożony z zasady purynowej ADENINY, cukru RYBOZY i trzech cząsteczek kwasu fosforowego. ATP nie magazynuje energii, a zawartość tego związku w organizmie jest niewielka i starcza tylko na kilka skurczy mięśnia. Zatem mięsień by mógł pracować musi mieć zapewniony stały dopływ energii. Ciągłość tego dopływu energii zapewnia sprzężenie zwrotne między układem ATP a procesami resyntezy. Procesy te zaś zachodzą z udziałem tlenu (procesy tlenowe) lub bez niego (beztlenowe).
• Na początku wysiłku przez 1-2 sekundy energia pochodzi z wewnątrzmięśniowych zasobów ATP, natomiast w kolejnych kilku sekundach maksymalnego wysiłku, energii do resyntezy ATP dostarcza rozpad FOSFOKREATYNY, której jest w komórkach mięśniowych ok. 3-4 razy więcej aniżeli ATP. Wydłużenie czasu wysiłku powyżej 5-6 sekund oraz wzrost zużycia energii (wysiłku) powoduje, że jego kontynuowanie wymaga już zwiększenia udziału innego źródła energii (resyntezy ATP) jakim jest GLIKOLIZA. Glikoliza jest to bardzo złożony proces obejmujący 12 reakcji, podczas których cząsteczka uaktywnionej formy glukozy (ufosforylowana glukoza, powstająca w wyniku rozpadu glikogenu lub fosforylacji glukozy) ulega rozpadowi do dwóch cząsteczek KWASU PIROGRONOWEGO, czym pozwala na zmagazynowanie części uwalnianej w procesie energii w postaci ATP.
Teraz najważniejsze:
• Kwas pirogronowy w warunkach wysiłku beztlenowego kwasomlekowego (bo jest jeszcze wysiłek beztlenowy niekwasomlekowy ale dotyczy to jednorazowych krótkich wysiłków trwających maksymalnie 10-20 sekund) błyskawicznie przekształca się w KWAS MLEKOWY (w reakcji katalizowanej przez enzym dehydrogeneazę mleczanową). Stężenie kwasu mlekowego we krwi w trakcie wysiłku i po nim zaś jest wypadkową dwóch przeciwstawnych procesów: wielkości jego produkcji oraz szybkości usuwania z krwi. Zalegający w organizmie kwas mlekowy jest usuwany poprzez wychwytywanie przez mięśnie z przewagą włókien wolno kurczących się i przez mięsień sercowy, gdzie ulega przemianom tlenowym (utlenia się) co jednak dość długo trwa.
• Stężenie kwasu mlekowego we krwi a zatem i w mięśniu, zmieniając parametry równowagi kwasowo – zasadowej obniża wenątrzkomórkowe pH (kwasica mleczanowa) i wpływa na zmniejszenie możliwości fizycznych sportowca, w przypadku kolarza nie może on utrzymać prędkości, porażony jest układ nerwowo-mięśniowy co objawia się bólem mięśni. Początkiem akumulacji w organizmie kwasu mlekowego bywa na ogół poziom pracy na poziomie tzw. “progu beztlenowego”.

Zatem zakwaszenie mięśni to, wbrew potocznym opiniom, żadne mikrourazy. Już samo użycie w tym wyrażeniu słowa „urazy” kwalifikuje zagadnienie do mechaniki ruchu i wysiłku, a tymczasem kwas mlekowy jest produktem skomplikowanych procesów biochemicznych zachodzących w organizmie.

Bardzo dokładnie i szeroko ten temat został opisany w podstawach biochemii wysiłku fizycznego oraz w książce ”Kompleksowe zwiększanie siły mięśniowej sportowców” aut. Zbigniew Trzaskoma i Łukasz Trzaskoma."


#2

Artykuł raczej dość skomplikowany, trudny, a co gorsze nie pomógł na moje zbolałe nogi.
Nie wiem czy to normalne czy coś nie tak z tymi zakwasami? Od 2 kwietnia przejechalem ok 700 km i nadal po jakiś tam ostrzejszej jeździe lub dłuższej tzn ok, 60 km na drugi dzień “czuję” nogi. Wyjaśniam, że w czasie zimy siedziałem przy biurku. Czy to normalne ?
Czy w miarę dalszej jazdy “treningów” bóle ustąpią ?


#3

Na Twoje zbolałe nogi mój post nie mógł Ci niestety pomóc, bowiem nie jest on remedium na tego typu dolegliwości.
W wypowiedzi udało się ukazać jedynie drobny fragment, z jakże złożonej problematyki z dziedziny fizjologii wysiłku i biochemii w organizmie sportowca.

Twoje dolegliwości mięśniowe niekoniecznie należy wiązać z zakwasami. Upierałbym się nawet, iż na pewno nie są skutkiem takowych.
Skoro - jak przyznałeś - cały okres zimowy spędziłeś wykonując siedzącą pracę przy biurku, nie podejmując nawet minimalnej aktywności fizycznej, to nie masz prawa oczekiwać, by mięśnie nóg były sprężyste, mocne jak postronki, skore do wytężonej pracy i znoszące takową bez słowa skargi.
Nie wiem czy masz świadomość, że naprawdę potrzeba sporo czasu oraz wytężonej i systematycznej pracy fizycznej nakierowanej na poprawę siły, wytrzymałości siłowej oraz wydolności tlenowej, by móc bezkarnie pedałować na rowerku.

W Twoim przypadku, upatruję powodów dyskomfortu mięśniowego gdzie indziej. A mianowicie w: jakości krwi, żywieniu, odnowie/regeneracji powysiłkowej, nieprzygotowaniu organizmu do wysiłku, który próbujesz podejmować.
Na początek proponowałbym udać się do przychodni lekarskiej i zafundować sobie badania morfologii krwi, poszerzone o zbadanie profilu mineralno-witaminowego (w tym koniecznie poziomu elektrolitów: potasu i magnezu). Coś mi podpowiada, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo niedoboru magnezu i/lub też potasu (odpowiedzialnych za pracę ukłągu nerwowego i gospodarkę wodna), który skutkuje m.in. osłabioną reakcją mięśniową, częstym powysiłkowym bólem mięśni (w trakcie wysiłku objawem niekiedy są bolesne skurcze mięśni).
Także brak/niedostatek ruchu, spadek poziomu hormonów (w tym zwłaszcza testosteronu) też mają określony wpływ na możliwość efektywnego wykonywania wysiłku fizycznego organizmu nieprzygotowanego długim i systematycznym treningiem do pracy fizycznej.
Gdy na to jeszcze nałożymy brak lub niedostateczną odnowę biologiczną/regenerację oraz wysoce prawdopodobne błędy żywieniowe, skutkujące okresowym niedoborem/nadmiarem węglowodanów, białka i tłuszczu, to masz gotową odpowiedź, dlaczego ból Twoich nóg tak długo trwa i nie chce ustępować.
Jednakże nie masz co się załamywać. Uruchom odrobinę cierpliwości, zmniejsz objętość/intensywność jazd, zwiększ ich częstotliwość (700 km w jeden miesiąc to nieduży przebieg; godziłoby się odbyć w miesiącu ok. 20 jazd), a organizm powinien się zaadoptować do wysiłku i z ochotą go podejmować.


#4

Dzięki, że poświęciłeś tyle czasu na wyczerpującą odpowiedź. Myślę,że po cześci masz rację w każdym przypadku. Ja po porostu niewieścieję :cry: , ale się nie poddam zwiększę ilośc wyjazdów w miesiącu a skrócę dystans. Nie chcę być zawodowcem bo to o wiele za późno. Jazda sprawia mi wiele przyjemności i odstresowuje. Pokonuję sam siebie i cieszy gdy “wykręcę” większą średnią czy pokonam dłuższy dystans. Nie przeszkadzają nawet bolące nogi.


#5

lucjan ciekawy artykul, dodam pare rzeczy.
Piszesz:

Często nastepnego dnia po wysilku odczuwany jest dyskomfort w miesniach, jednak nie jest to w zadnym wypadku wina kwasu mlekowego rzekomo zalegajacego w miesniach. Za bol odpowiedzialne sa wlasnie mikrourazy, ktore stymuluja komorki do podzialu. Niecwiczacemu na silowni czlowiekowi wystarczy machnac pare razy sztanga zeby spowodowac mikrourazy i miec nastepnego dnia “zakwasy”, a przeciez nie ma to prawie nic wspolnego z kwasem mlekowym.

Ostatnio czytalem ciekawy artykul.
Jedna z funkcji jonow wapnia jest kontrola reakcji biochemicznych. Wg tego artykulu naukowcy doszli do wniosku, ze za niemoznosc wykonywania dalszego wysilku i palenie w miesniach odpowiedzialna jest slaba przepustowosc jonow wapnia w kanalach komorek miesniowych, które to jony przez nadmierny wysilek „wyciekaja” i nie tylko przestaja kontrolowac reakcje biochemiczne w komorkach ale wrecz stymuluja enzymy atakujace wlokna miesniowe.
Jako ciekawostke można potraktowac fakt, ze istnieja leki stymulujace prawidlowa prace kanalow wapniowych… kto wie, czy kolarze ich nie biora…


#6

Niestety, komórki mięsniowe nie mogą ulegać podziałom. Wzrost masy mięśniowej powodowany jest zwiększeniem liczby miofibryli w komórkach mięśniowych.


#7

Z braku czasu w skrócie: komórki zwane macierzystymi będącc żywymi organizmami dzielą się, zaś komórki mięśniowe niestety nie dzielą się.

Ponieważ biochemia rządząca m.in. pracą naszych mięśni jest niezmiernie zawiła, zamiast kolejnego opisywania wąskiego wycinka zagadnienia pozwolę sobie zamieścić następujący link team.entre.pl/index.php?str=artykuly&id=1 zawierajacy fragment bardzo ciekawego artykułu dot. teorii zakwasów. Zachęcam do przeczytania.
Ponadto dla pełniejszego (bardziej gruntownego) zapoznania się z teorią fizjologii także zachęcam do ściągnięcia ze strony kopernika.pl/magazyn/II%20RO … yklady.pdf pliku (2,5 MB) zawierającego interesujący wykład. Jest tam mnóstwo wiedzy, która zapewne wyjaśni wiele wątpliwości i niejasności związanych z funkcjonowaniem człowieka