Zdrowy rozsądek


#1

Temat nieco żartobliwy, jednak do jego napisania skłonił mnie widok jak wczoraj ujrzałem.

Zanim jeszcze napiszę o tym, co widziałem przybliżę Wam wczorajszą aurę w mojej miejscowości: temperatura 6 stopni C, pochmurno, szaro, ponuro, po południu dość duży deszcz, wietrznie.

Widok: rowerzysta (bo chyba nie kolarz) w wiosenno-jesiennej bluzie, bez czapki (nie mówiąc już o kasku) i w … krótkich lajkrowych kolarskich spodenkach. Rower bez błotników. Koleżka (w wieku ok. 30-40 lat) wyglądał na takiego, co postanowił przetestować dopiero co kupiony rowerek (ładny, nowiutki, acz już niemiłosiernie zachlapany) i nie mógł się doczekać dobrej pogody. Wyjechał pewno przed południem (wtedy nie padało), wracał kiedy go spotkałem. Dodam, że ja wtedy szedłem (nie jechałem) w kurtce, czapce i z kapturem na głowie. A i nie wstydzę się tego – miałem na sobie też lekkie kalesonki ;o)

Szkoda mi tego gościa i zastanawiam się skąd w ludziach tak mało rozsądku. Wszak to co widziałem to „najlepszy” pomysł na to jak zepsuć sobie zdrowie, przyjemności z jazdy rowerkiem i sezon jeszcze przed jego rozpoczęciem ;o)


#2

sportfoto.com.pl/sport/2008- … index.html

Polecam 5 zdjęcie od góry.


#3

Jeśli się dobrze nasmarował to jeszcze nie jest to taki brak rozsądku ,ale fakt jakaś cienka bluza była by lepsza niż rękawki , byłem w złotym potoku temperatura była na plusie ale było chłodno , to jest niczym w porównaniu to tego pana który się poszedł tylko przejechać :exclamation:


#4

Wyścig to jest wyścig, a trening to jest trening. Mój kolega też tydzień czy dwa tygodnie temu jak zaświeciło słońce a stopni było całe 8, wyjechał na trening w krótkich spodenkach i / o zgrozo! / grubych ochraniaczach shimano. Wyglądało to tak fajasiarsko że chciałem go wywalić do rowu, ale dałem sobie spokój


#5

Ja swego czasu biegalem z kolega, ktory upodobal sobie magiczna cyfre 0… wystarczalo ze temperatura wynosila +1 stopien, to juz bylo dla niego idealnie. Kolega przywdziewal wtedy typowy, polyestrowy stroj maratonski, czyli koszulka na naramkach i 10-cio centymetrowe wciete spodenki. Woda nie zamarza, wiec jest cieplo;)
Z czasem sie troche opamietal, ale bardziej dlatego ze wszyscy mu zwracali uwage na ten stroj. Jemu chyba na prawde bylo cieplo…


#6

Panowie, mnie ci ‘golasy’ to na prawdę dziwią. Zimą to jeszcze żadnego nie widziałem w getrach, ale wczesną wiosną? Ja tu zasuwam w pełnej zbroi, brakuje jeszcze tylko przyłbicy, a zna przeciwka mija mnie ktoś żywcem wyrwany z miesiąca lipca… no szok!

Swoją drogą temat można rozciągnąć, bo faktycznie niektórzy mogą mieć taki metabolizm, że im zimno rzadko będzie. Sam pamiętam, iż kiedyś byłem takim ‘kaloryferem’. Teraz, strzelam że przez rower, jestem zmarzlakiem. Podczas gdy w pracy ludzie chodzą w koszulkach z krótkim rękawkiem ja mam na sobie śpiocha, T-shirt’a i bluzę a i tak potrafię mieć zimne ręce. Zastanawiam się, czy to są normalne zmiany w funkcjonowaniu organizmu u osób uprawiających, nawet amatorsko, dyscypliny wytrzymałościowe? W końcu tłuszcz, to został mi tylko w ‘oponkach’.
Może to trochę off-topic, ale jakie są wasze w tym temacie doświadczenia?


#7

Ja na rower zawsze ubieram za dużo niż miałoby być za mało :wink:, a w życiu pozasportowym, to raczej opcja “kaloryfer”


#8

Ja, jeśli tylko na zewnątrz temperatura spada poniżej 10 stopni C nie ruszam się bez kurtki, czapki i do tego przyodziewam, do czego wstydliwie się już przyznałem powyżej, lekkie kalesonki :o) (marzną mi nogi i narzekam na kolana).
Jak temperatura oscyluje koło 0 stopni C w kurtkę wpinam jeszcze Windstopper.

W pracy natomiast prawie zawsze biegam z krótkim rękawem, no czasem zakładam rozpinaną bluzę z długim rękawem.

maf, podoba mi się Twoje stwierdzenie „W końcu tłuszcz, to został mi tylko w ‘oponkach’” – też tak mam i nie mogę sobie z tym poradzić. Tak, wiem, wiem, są ćwiczenia …

A wracając do „naszych golasów” co innego wysmarowani maściami rozgrzewającymi zawodnicy, a co innego niedzielni cyklo-turyści (często na zacnych maszynach), których nieadekwatny do aury strój można „tłumaczyć” brakiem wiedzy, doświadczenia i często ułańską fantazją. Oj będziecie ułani narzekać na kolanka, zapalenie pęcherza i takie tam ;o)

Co ciekawe ludzie nie są otwarci na wiedzę. Kiedyś próbowałem takiemu jednemu po przyjacielsku (nie z perspektywy wszechwiedzącego mentora) podpowiedzieć, że źle się ubiera. Popatrzył na mnie jak na wariata, dobrze, że nie rzucił jakąś wiąchą czy coś w tym stylu.


#9

Na rower zimą zawsze kurtka z windstoppera (cienka, Biemme) i pod to w zależności od temperatury, koszulki/bluza. Spodnie długie.
Ale gdy nie jestem na rowerze… No cóż, od stycznia chodzę bez kurtki, jak jest rzeczywiście zimno, tak jak np. dziś rano, to zakładam. W kalesonach nie chodzę w ogóle, butów zimowych nie używam, za to zawsze mam rękawiczki ;P. Czapki też nie mam, jak jest zimno, to zakładam kaptur.


#10

Ja mam problem z odpowiednim ubraniem się…
Zawsze albo przesadzę i jestem zaraz mokry i zimno jak zwolni się (bawełniana potówka), albo marznę już na wyjeździe, i ratuję się sprawdzonym sposobem - gazetą.
Jak za ciepło się ubiorę, szczególnie nogi, to tracę moc, dostaje muła :p


#11

Ja według zasady: “lepiej mieć niż się prosić”. To znaczy lepiej mieć o tą kurtke więcej na sobie i nie ryzykować przemarznięcia. A jak się okaże że jest cieplej to kurteczka do kieszonki i jazda dalej.

Jeśli chodzi o spodnie to trzymam się zasady: do 15 stopni - długie spodnie, 16-20 - spodnie 3/4 ew. krótkie (zależy od np. wiatru.)


#12

ja ubieram pod kurtke rękawki, jak jest mi za gorąco to je zsuwam i już jest chłodniej. można też lekko odpiąć suwak w kurtce i już też jest chłodniej. zrobi sie za zimno to zapinam. Jakoś nie mam problemu z przegrzewaniem lub marznięciem. Myśle że w tym okresie najważniejsze są… rekawiczki.


#13

To ja jestem wersja “zmarźluch”. Zawsze jedna wartwa wiecej ubran niz koledzy. Dodatkowo zawsze biore coś ekstra w plecak. W zależności od pory roku może to być czapeczka, ektra koszulka, albo bluza dresowa. Jak na trasie sie ochłodzi, zerwie silny wiatr, albo co innego to zawsze mam co ubrać. I wtedy zamiast psioczyć na czym świat stoi i marznąć, jadę sobie dalej i jest mi ciepło i przyjemnie.