Zmarł Alfredo Martini


#1

Wczoraj zmarł w wieku 93 lat Alfredo Martini, wieloletni (1975-1997) selekcjoner włoskiej reprezentacji. Jego podopieczni 6 razy zdobywali mistrzostwo świata w wyścigu szosowym, a byli to m.in. Moser, Saronni, Argentin czy Bugno.
Jako kolarz ścigał się z takimi gigantami jak Coppi, Bartali i Magni.
Był bardzo szanowany we Włoszech. Gdy zakończył pracę na stanowisku selekcjonera przyznano mu tytuł Honorowego Prezydenta Włoskiej Federacji Kolarskiej.


#2

nie słyszałem o nim wcześniej (albo słyszałem i nie zarejestrowałem), ale “na oko” zacna postać, zasłużony wiek.

tym niemniej nie mogę się powstrzymać od zapytania. w wyliczance mistrzów celowo pominąłeś tylko Fondriesta? :wink: a jeśli tak to przez styl zdobycia tytułu czy z innych względów? :wink:


#3

Nie było żadnych podtekstów :slight_smile:


#4

Oj, Martini był więcej niż tylko selekcjonerem. Zwłaszcza w ostatnich latach na tym stanowisku i potem na emeryturze.

Często mówi się, słusznie lub nie, że trzeba słuchać starych ludzi i ich mądrych słów. W przypadku Martiniego to właśnie tak było. On może już nie był na bieżąco ze wszystkimi nowymi metodami treningu i postępami naukowymi, ale do ostatniego dnia miał wyjątkowo “zdrowy rozsądek”. Jakikolwiek problem człowiek - selekcjoner reprezentacji lub kolarz - miał, to on zawsze umiał radzić dobrze.

Wiem, że to brzmi zbyt, hmm, pochwalająco, jak często w nekrologiach, ale on zawsze (przynajmniej od kiedy jestem pasjonatem kolarstwa, od początku lat 90., kiedy on już był “stary”) taki był: najlepszy przykład mądrego i jednocześnie dobrego człowieka, który swoim rozsądkiem znajduje rozwiązania wszystkich kłopotów.

To dlatego on jest - tzn., był, tak uwielbiany przez wszystkich kolarzy włoskich i również selekcjonerów. To może ten który go pierwszy zastąpił, Antonio Fusi, najmniej miał coś wspólnego z nim - ale ten, który pochodził z świata amatorów/orlików, nigdy nie umiał budować dobrych związków z zawodowcami. Zaraz potem selekcjonerem został Franco Ballerini, kto z Martinim miał więcej wspólnego niż tylko rejon pochodzenia koło Florencji, w Toskanii, i to samo można powiedzieć o następnym selekcjonerze, Paolo Bettinim, choć on pochodzi z miasteczka kilka kilometrów dalej. Oni zawsze uważali Martiniego za doradcę i prawie “drugiego selekcjonera”. Często go odwiedzali, czasami z całą reprezentacją.

Obecny selekcjoner, Cassani, nie jest Toskańczykiem, ale chyba najbardziej “człowiekiem Martiniego” ze wszystkich. Nie pamiętam w ilu MŚ on uczestniczył, ale liczba jest wysoka, i wszystkie pod Martinim. Cassani zawsze miał chyba najważniejszą rolę w tamtych wyścigach: on był “selekcjonerem w peletonie”, to on ciągle podjeżdżał do samochodu reprezentacji, mówił Martiniemu jak się czują Włosi a jak wyglądają rywale, i słuchał jego rady i taktyki. W peletonie to Cassani kierował reprezentacją.

Gdybym musiał wymienić najcenniejszy, najsłynniejszy i najbardziej “kultowy” przedmiot ze świata kolarstwa, to chyba zamiast jakiegoś roweru lub jakiejś koszuli, wybrałbym notatnik Martiniego. Tam on wszystko notował i pisał, przed, w ciągu i po MŚ. Tam, m.in. znajduje się lista wszystkich groźnych rywali. Nie powiem, że on uważał Portugalczyka Rui Costę za największego faworyta ubiegłorocznych MŚ… ale również to by mnie nie zaskoczyło.

Od lat kupuję, kiedy mogę, włoski magazyn kolarski “Bicisport”. Najbardziej zależy mi na dwóch numerach: numer majowy z powodu wiosennych klasyków, i numer jesienny (obecnie październikowy) z powodu MŚ: nawet jak moja reprezentacja przegrywa, z ogromnym zaciekawieniem czytam analizy, oceny, o przedwyścigowych planach i taktykach, o co poszło według planów a o co poszło nie tak. Zawsze w tych numerach była zaskakująco trafna opinia Martiniego. Czasami nawet zdjęcia paru stron jego słynnego notatnika. Tych niestety już nie będzie.

Przez lat największym problemem włoskiej reprezentacji była obecność zbyt wielu gwiazdorów, którzy na co dzień nie tylko rywalizowali miedzy sobą, ale czasami również otwarcie się nienawidzili. Niełatwa była praca Martiniego, żeby zbudować drużynę, która walczy o wspólny cel. A jednak często, bardzo często, udało mu się zdobyć medal. To chyba dzięki niemu - paradoksalnie również w czasach jego następców, kiedy reprezentacja ścigała się “dla Martiniego” - teraz reprezentacja Włoch jest jedną z najbardziej zjednoczonych. I to chyba, w tych trudnych latach włoskiego kolarstwa, jest ich jedynym atutem.

Nie zawsze Martiniemu udawało się. Pamiętam jego próby z Pantanim. Już w 1994 r., po tym rewelacyjnym Giro, Martini chciał, żeby Pantani był kapitanem reprezentacji. Trasa mu odpowiadała. Ale młody Pantani nie trenował tamtego lata odpowiednio. I wycofał się podczas wyścigu. Następnego roku już o wiele lepiej - też dlatego, że trasa była najtrudniejsza do dziś. Ale dzień przed wyścigiem Martini kiwał głową z dezaprobatą: Pantani kąpał się w basenie hotelu, choć już wcześniej selekcjoner ostrzegał, że to nie dobre zachowanie w dniach przed ważnym wyścigiem.


#5

Jak dla mnie post Leopejo zasługuję na główną :slight_smile:


#6

Bardzo fajny wpis Lejopejo o Alfredo Martinim. Nawiasem mówiąc, szkoda że nasz włoski kolega tak rzadko wypowiada się na forum.

Ponieważ od wielu lat śledzę kolarstwo we włoskiej telewizji, wielokrotnie miałem możliwość ujrzenia i wysłuchania Alfredo Martiniego. Jako selekcjoner kadry włoskiej odniósł sukcesy, którym zapewne nikt nie dorówna. Jego podopieczni zdobyli sześć złotych medali mistrzostw świata, sześć srebrnych i siedem brązowych. Trudno było nie dostrzec podczas transmisji z mistrzostw świata sylwetki sędziwego już wtedy selekcjonera, ubranego czasem w niedbały dres i palącego ogromne ilości papierosów. Gdy zakończył swoją pracę jako commissario tecnico, często pojawiał się na wyścigach, również tych niższej rangi, zawsze życzliwy dla otoczenia i cieszący się powszechnym szacunkiem.

Leopejo napisał o specjalnych relacjach między Alfredo Martinim i Davide Cassanim. Jak wspominali Martini i Cassani, początki ich znajomości były dość zabawne, gdyż nie od razu Martini docenił kolarskie walory Cassaniego. Za to później aż dziewięć razy powoływał go do reprezentacji Włoch. Można też powiedzieć, że to Martini „wymyślił” Cassaniego jako nowego selekcjonera i to po jego „błogosławieństwie” Cassani zdecydował się na objęcie nowych obowiązków.

W młodości Martini był żarliwym komunistą, w czasie II wojny światowej zaangażowanym w działania lewicowej partyzantki. Po wojnie, gdy toczył się proces przeciwko sprawcom masakry w Valibonie i jednym z oskarżonych był Fiorenzo Magni, wobec którego prokurator domagał się orzeczenia kary 30 lat pozbawienia wolności – Martini zeznawał na jego korzyść.


#7

Dziękuję, Viator, za ciekawości.

Przepraszam. :blush: Czas Touru spędziłem w różnych zakątkach Włoch, i zbyt mocno przeżywałem sukces Majki (no i Nibalego), żeby odwiedzać forum :wink: