Jaką wodę wybrać?


#1

z kranu pełno kamienia leci , no chya że się w górach mieszka to wtedy tak :wink:


#2

Wodę z kranu? Chyba Cie poniosło Lucjan :slight_smile:
Nieprzegotowana kranówka może tak samo powodować zgrzyty w układzie pokarmowym, jak chemiczne napoje.

Kranówke najlepiej filtrować i gotować.


#3

Napisł, że jeśli już ;] Że lepsza od napoju, gdzie mamy wode z kranu = chemia, a więc sama woda lepsze, bo mniejsze zło. Chyba o to chodziło, taka ironia.
Nie to, żeby namawiał nas do zabierania wody z kranu na trasę.


#4

No to macie peszek, ja mogę bez obaw pić wode z kranu…kiedyś wziąłem kanapeczki na drogę i żołądek nie najlepiej zareagował na jedzenie podczas mocnego wysiłku, z bananami nigdy niema problemu ale pieczywko to :frowning: …w niedziele spróbuje znów, ciekawe jak będzie.


#5

niema jak woda ze zrodelka na wielkiej puszczy heee


#6

Mógłbyś powiedzieć czemu? Masz jakąś “specjalną” wodę w kranie, czy po prostu po zwykłej, niczym nie uszlachetnionej ani nie zmienionej, kranówie nic Ci nie było?


#7

woda w kranie zależy od miejscowości. Najczęściej w dużych miastach typu Warszawa jest fatalna. Dla porównani: Warszawa fatalna, Bydgoszcz słabizna, Poznań średnia mój mały Złotów niezła :smiley:


#8

Pęgos ma racje…Mieszkamy w tym samym mieście…pijemy tą samą wode ;p
Nieskromnie powiem ze Siedlce mają jedną z najlepszych wód w kraju…
Ja bardzo często nalewam do bidonu zwyklą kranówke i jakoś nie narzekam na nią…
Powiem nawet ze bardziej mi smakuje kranowka niz niektore “wody mineralne” rodem z biedronki…
Ale to zalezy od miasta…


#9

W Siedlcach mamy taką fajną wodę dzięki “kochanej” władzy komunistycznej która niegdyś wymyśliła żeby dokopać sie chyba ponad 300m pod ziemie(jedno z najgłębszych wkopnięć w europie) i stamtąd czerpać wodę płynącą w naszych kranach… towarzysze dziękujemy :wink:


#10

Zrobię małą antyreklamę.
Jakiś czas temu czytałem artykuł z jakiejś gazety (świat konsumenta, czy coś takiego), który strasznie piętnował wodę źródlaną Żywiec Zdrój. Według polskich laboratoriów woda jest czysta jak łza, ale prawdopodobnie nie robili oni żadnych analiz jedynie stawili pieczątkę. Według jakiejś niemieckiej analizy, owa butelkowana woda, jest gorsza pod względem bakteriologicznym niż zwykła kranówa.

Marketing robi swoje. Pozory mylą :wink:


#11

A ja sobie pi je wode “KROPLA BESKIDU” bardz dobra woda lepszej chyba niema na rynku


#12

Ja kiedyś też piłem kranówę, i mówiłem, że nic mi nie jest ;] Sie okazało ostatnio, że zrobiła swoje - mam niewielki złóg.
Propo “Żywiec zdrój” i innych wód mineralnych, kiedyś słyszałem anegdotę, że gdzieś ktoś zaskażył jakąś renomowaną rozlewnie wody mineralnej, że przez pice rzekomo w reklamach zalecanej ilości tej wody dziennie, miał kamień w nerkach. Podobno sprawe wygrał… Coś kojarze, że ową historię słyszałem od przewodnika na jednej z wycieczek.
Nie wiem ile w tym prawdy, no ale zbyt duża ilość minerałow może prowadzić do kamicy nerkowej, nieprawdaż?
W takim razie jak z wodą źródlaną?

Propo pieczywa na trasie: dziś (około 27-30 stopni) doskonale sprawdziło się pieczywo przełożone żółtym serem. Zwykły chleb, złożone dwie kromki i w środek 2 plasterki sera (nazwy nie podam, ale powiem: “to jest pysznę ;]”), pokrojone na 5 częsci, zawinięte w folię aluminiową. Serek i kawałki kanapki się lekko rozmiękczyły, przez co doskonale przechodziły przez gardło.


#13

A co sądzicie o wodzie ze sporą ilością wyciśniętego soku z cytryny oraz małą dawką cukru?:slight_smile: Dzisiaj takie coś miałem na krótkim dystansie i muszę przyznać, że bardzo mi smakowało.:slight_smile:


#14

zamiast cukru lepiej miodu dodać…pyszne !! :smiley:


#15

Uzupełnianie płynów to wcale nie taka banalna sprawa. Woda źródlana zawiera minerałów zbyt mało! Pijąc nieodpowiednią wodę podczas wysiłku można doprowadzić się do czegoś co się chyba nazywa zatruciem wodnym czy jakoś tak. Polega to na tym, że dostarcza się zbyt dużo wody o zbyt niskim stężeniu minerałów. Głównie sodu. Wówczas rozcieńczane są dostępne w organizmie minerały i wydalane są z potem. W szybkim tempie dochodzi do zaburzenia równowagi elektrolitycznej w organizmie.
Wody źródlane i nisko-zmineralizowane (nałęczów dla przykładu) dobre są do rozcieńczania, czy przygotowania herbaty :wink:
Nie bójcie się pić wysoko-zmineralizowanych wód. One nie szkodzą zdrowiu. Od picia wody jedynie kamieni raczej nie dostaniecie.
Polecam Woda dla zdrowia.

Woda, sok z cytryny i miód ? Mój podstawowy izotonik :slight_smile:


#16

Nie bójcie się pić wysoko-zmineralizowanych wód. One nie szkodzą zdrowiu. Od picia wody jedynie kamieni raczej nie dostaniecie]

maf a jak skomentujesz taki przypadek: swego czasu piłem tylko wysokozmineralizowane wody mineralne niegazowane, lub średnionasycone CO2, trwało to przez około 2 lata, zgrzewka na tydzień od wiosny do jesieni, po sezonie trochę mniej. Zaczęły się problemy z nerkami (mam piasek na obydwu), lekarz zabronił pić wód wysokozmineralizowanych bo zbyt obciążają nerki.


#17

Z tego co ja wiem to wody wysokozmineralizowne powinno się ograniczać do pewnej ilości. Nie będę pisał jakiej, bo nie chcę strzelać :wink: Słyszałem, że najlepsze jest picie wody źródlanej i dopijanie wysokozmineralizowanej.


#18

Widzę, że sprawa wody, a szczególnie wód tzw. mineralnych, źródlanych i innych określanych, jako zbawienne dla ludzkości, nie daje niektórym forumowiczom spokoju. Niektórzy chcą wierzyć, ze pijąc wodę kupioną w markecie, piją samo zdrowie.

Otóż woda:

  • tzw. „kranówa”, czyli produkowana na ujęciach wody i podawana do publicznej sieci wodociągowej, jest wodą produkowaną na bazie wydobywanych wód głębinowych, które są na ogół czyste i zdrowe (aczkolwiek nie do końca bowiem w zależności od okresu z którego woda pochodzi może ona zawierać niektóre sole lub ich ilości nierozpuszczalne w naszym organizmie). Jednakże proces produkcji i podawania wody do publicznej sieci wodociągowej są obwarowane szeregiem przepisów i wymogów sanitarnych, nakierowanych na ochronę zdrowia ludzkiego. Wymogi te - z grubsza biorąc - określają górne (nieprzekraczalne) parametry: fizyczne, chemiczne i bakteriologiczne takiej wody, których przekroczenie jest zagrożone karą nakładaną przez uprawniony organ sanitarny. W celu dochowania tych parametrów i norm jakościowych każdy producent wody wodociągowej (nawet na zabitej dechami gminie) poddaje wodę szeregom niezbędnych procesów uzdatniających ją: np. aeryzacji, ozonowaniu, chlorowaniu, odmanganianiu (mających na celu m.in. wytrącenie z wody nadmiernych ilości: żelaza, azotanów i azotynów, manganu, bakterii, soli mineralnychitp.) oraz okresowo bada ją laboratoryjnie. Nie ma norm na smak i zapach wody, stąd mogą być lokalnie uwagi konsumentów, co do smaku lub zapachu wody. Organem ustawowo uprawnionym do kontroli sanitarnej jakości wody podawanej do publicznej sieci wodociągowej jest państwowy inspektor sanitarny.
    Z tego opisu widać wyraźnie, ze woda „kranówa” nie jest wcale trująca, i że nie żartowałem pisząc, że zdrowiej jest się napić kranówy, aniżeli jakichś cudacznych wód kolorowych, w tym mineralnych.
  • tzw. „mineralne”, „źródlane”, są to wody pozyskiwane przez producenta tej wody i wprowadzane do handlu pod różnymi nazwami oraz opisami mającymi sławić właściwości zdrowotne/lecznicze tych wód. Otóż prawda jest taka, że każdy może wybudować sobie studnię i pozyskiwać z niej wodę, sprzedawaną później jako „cud natury”. Na tego typu wody nie ma norm ogólnych, są tylko normy zakładowe, które podobno są oparte o wyniki badań jakościowych tej wody, ale jak znam życie to wyniki tych badań są daleko odbiegające od realiów, one są pisane na potrzeby marketingowe. Przecież przedsiębiorca produkujący takie wody nie będzie się bawił w uzdatnianie tej wody (zbyt kosztowne) ani nie będzie pozyskiwał takiej wody z sieci publicznej (równie kosztowne). Więc istnieje bardzo wysokie ryzyku kupienia w sklepie wody zawierającej wysoki poziom szkodliwych dla zdrowia soli, związków chemicznych (przedostających się do tejże wody na zasadzie infiltracji – przenikania z powierzchni z wodami opadowymi), czy fizycznych. Kupując taką wodę, po przeczytaniu opisu składu wody, łatwo można wyczytać, ze zawiera różne cuda w ilościach szkodliwych dla organizmu, co skutkuje później m.in. piaskiem czy kamieniami na nerkach, bólami stawów, itp. Jakości wprowadzanych do handlu takich wód, w tym zgodności podawanego składu ze stanem faktycznym, nikt nie sprawdza, chyba, że na interwencję/skargę organ kontroli sanitarnej albo federacja ochrony konsumentów.
    Odnośnie picia wód „mineralnych” przytoczę to co na str. 82/83 w wydanej w 2007 r. książce „Czy można żyć 150 lat” napisał Michał TOMBAK (lekarz, biochemik - autor całościowego systemu dbania o własne zdrowie) book.com.pl/szukaj.php?PHPSE … d=nazwisko :
    „W ostatnim czasie wiele osób ciągle pije i przygotowuje posiłki na wodzie mineralnej. W składzie wody mineralnej spotyka się jednak sole i domieszki, których organizm ludzki nie jest w stanie przyswoić. Niektóre z tych soli w ogóle nie są wydalane z organizmu. Mogą się gromadzić w stawach, powodując ich deformację. Wodę mineralną można pić przez jakiś określony czas np. 2-4 tygodni. Potem koniecznie trzeba zrobić przerwę na 3-4 miesiące. Szczególnie niewskazane jest ciągłe picie wody mineralnej przez dzieci, ponieważ szkody z tego będzie więcej aniżeli korzyści.”.
  • tzw. wody „kolorowe”. To istna wolnoamerykanka, do produkcji bierze się najtańszą, najgorszą wodę niby mineralna obficie „wzbogacaną” dla dodania jej atrakcyjności handlowej tablicy Mendelejewa oraz całego katalogu emulgatorów spod znaku E (żele, zagęszczacze, poprawiacze smaku, zapachu, barwniki, konserwanty), z zawartością bakterii, itp. Brrrrrr, aż mnie wstrząsa, gdy to piszę.

Zechciejmy uświadomić sobie, że:

  • skoro woda w butelce 1,5-2 litrowej w handlu kosztuje coś ok. 1,5 zł, to gdzie ona została pozyskana? A gdzie koszt butelki, konfekcjonowania, podatki, marże dystrybucyjne, zysk i inne składniki kosztu produkcji? Najpewniej taka woda jest pozyskiwana z pobliskiej rzeki.
  • za wody „mineralne” można uznać tylko wody podawane w ujęciach sanatoryjnych, mające swoje nazwy, mające udokumentowane pochodzenie i skład oraz właściwości lecznicze.

#19

Lucjan: woda jest badana i jej normy jakościowe są sprawdzane jak napisałeś w ich ujęciach i stacjach uzdatniających. Jednak trzeba wziąć pod uwagę stan rur pomiędzy taką stacją, a Twoim domem, znajdujące się tam niezaczyszczenia (które dostały się np. w skutek awarii na jakimś odcinku) i florę bakteryjną, która się tam znajduje.
Wodę z kranu radziłbym mimo wszystko przegotować. A najlepiej wcześniej jeszcze przefiltrować. Ja od dziecka piję kranówę. Tylko, że zawsze przefiltrowaną. Głównie raczej ze względów ekonomicznych (zainstalowania filtra, bądź kupno np. dzbanka Britta i filtrów do niego zwraca się bardzo szybko) i braku przeciw wskazań zdrowotnych. Ale nic mi nie jest. Żyję sobie i jestem zdrowy. Moja rodzina też.


#20

A mozesz, lucjan, podac jakas nazwe wody, ktora nadaje sie do codziennego spozycia? Chodzi mi oczywiscie o wode butelkowana, nie kranowe :slight_smile:. Mieszkam w Beskidzie Sadeckim i wydaje mi sie, ze tutejsze wody (Muszynianka, Piwniczanka, Kryniczanka) sa jednymi z lepszych, ale moze sie myle…